czwartek, 21 lutego 2013

Part 15. -What would you do, if I killed myself?-

    -Mamy mało czasu, więc posłuchajcie mnie uważnie. Dwa razy nie będę powtarzać. Znam bardzo dobrze okolice Chelmsford, więc ze znalezieniem właściwego budynku nie będzie problemu. Jeśli będą tylne drzwi, ja wchodzę, a wy zostajecie i otaczacie dom barierami ochronnymi. Jay i Nath wam to wytłumaczą - Alexa spojrzała przelotnie na twarze przyjaciół. Nie wykazywały prawie żadnych emocji, tylko w ich oczach czaiła się żądza śmierci. -Jeśli mnie zabije, w co wątpię, zostawcie moje ciało i ratujcie Jess. Starajcie się uważać na każdy ruch, bo dom może być otoczony najrozmaitszymi pułapkami. Rozumiecie?
-Jasne. - Odpowiedział Max, który przemówił w imieniu zespołu. -Teleportujemy się razem, czy osobno?
-Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem będzie teleportowanie się osobno. Ja przeniosę się pierwsza, a potem wy, każdy w odstępie minimum dwóch minut. - Al uśmiechnęła się krzepiąco. -Możemy zaczynać akcję pod tytułem "Odbicie Jess". - Po chwili już jej nie było.
    Kiedy Alexa trafiła do Chelmsford, w głębi duszy odczuwała bezradność. Przeczucia mówiły jej, że Eric będzie uzbrojony po zęby w przeróżne pistolety. Niby "nocnego wędrowca" nie można postrzelić, ale istnieją wyjątki. Wampir po niedawnej przemianie nadal jest narażony na ryzyko zranienia przez kulę. Kiedy Alexa sobie o tym przypomniała, przeszedł ją dreszcz. Nie zastanawiając się zbytnio, odnalazła dom z numerem 69. Dom, który należał do rodziców Erica.
    Ponieważ żaden z chłopaków nie dotarł jeszcze na miejsce, Al postanowiła zaczekać i usiadła na wilgotnej trawie za domem. Nie zauważyła, kiedy pojawił się Nathan, później Jay, Tom, Siva i na końcu Max. Wszyscy milczeli, czekając na jakikolwiek ruch Alexy.
-Żegnam się z wami drugi raz tego dnia, czy to aby nie za wiele? - Wampirzyca wbiła wzrok w okno domu stojącego po drugiej stronie ulicy.
-O dwa razy za dużo, jak dla mnie. - Mruknął Nath.
-Trzymajcie kciuki. Może Jess i ja wyjdziemy z tego cało..
-Powodzenia, skarbie. - Powiedział cicho Jay, spoglądając na Alexę z nadzieją w oczach. Wszyscy liczyli tylko i wyłącznie na nią.
-Idę. - Al wstała i wolnym krokiem ruszyła ku drewnianym drzwiom. Otworzyła je cicho i weszła do środka. Wszędzie było cicho i ciemno, z wyjątkiem salonu. Tam paliła się niewielka lampka, dało się również usłyszeć muzykę. Leciał akurat kawałek Linkin Park - Lost In The Echo. Eric zawsze miał słabość do tego zespołu i nie mógł zrozumieć, dlaczego Alexa słucha The Wanted.
-Cześć, Eric. - Przywitała się cicho, wchodząc do pokoju. Jej były chłopak siedział na kanapie i wpatrywał się w ścianę. Gdy usłyszał głos wampirzycy drgnął i z ociąganiem odpowiedział:
-Jednak przyszłaś... A ja już miałem zaczynać zabawę. Siadaj, nie krępuj się. - Poklepał miejsce obok siebie. Al zrobiła, co kazał i usiadła obok Miltona.
-Chciałam cię przeprosić za tamtą akcję... Zachowałam się jak idiotka.
-Wyjątkowo ci to wybaczę. Przykro mi, że nie byłem w stanie dać ci szczęścia. - Zabrzmiało to jakoś szczerze i Alexa zaczynała się bać. Wyczuwała podstęp.
-Byłam z tobą szczęśliwa. Do czasu, kiedy zacząłeś się zachowywać jak totalny psychopata! - Zapadło milczenie.
-Alexo, to nie tak, jak myślisz. To wszystko wina Harry'ego..
-Co ma z tym wspólnego mój brat?!
-On.. Nastawiał mnie przeciwko tobie. Cały czas mówił, jak bardzo cię nienawidzi, jak żałuje, że ma taką wstrętną siostrę. To on mnie zmusił do porwania Jess. - Słowa Erica zmusiły wampirzycę do myślenia. Czuła, że on nie kłamie.
-Mam ci w to uwierzyć?
-Zrobisz jak zechcesz. Jessicy tutaj nie ma, ten dupek zabrał ją jakoś godzinę temu.
-Powiedzmy, że ci wierzę. Wiesz, dokąd ją wziął? - W Alexie rosła złość.
-Mówił coś o jakimś domie pod Manchesterem. Podrzucić cię? - Eric wstał i wyciągnął rękę do byłej dziewczyny. Ta spojrzała na niego niepewnie i po chwili namysłu chwyciła jego dłoń.
-Powtórzysz to wszystko moim kolegom? - Zapytała Stylesówna, idąc za Miltonem.
-Nie jesteś sama?
-Nie licząc Jaya, Toma, Maxa, Sivy i Nathana to jestem. - Wyszli przed dom. -Chłopaki, chodźcie tutaj!
    Po chwili z ciemności wyłoniły się sylwetki wampirów z The Wanted.
-Nie róbcie mu krzywdy, on nie jest zły. - Powiedział Tom, rozszyfrowując minę Alexy.
-Gdzie jest moja siostra? - Zapytał Nathan, stojący gdzieś z tyłu. Eric powtórzył im to, co niedawno usłyszała Al.
-Czyli kierunek Manchester? - Dopytywał Max.
-Dokładnie. Podrzucić was? - W świetle latarni orzechowe oczy Miltona robiły wrażenie.
-Dzięki za fatygę, ale damy sobie radę. Dotrzemy tam w inny sposób - Odparł Siva. - Alexa lub któryś z nas da ci znać, jak już będzie po wszystkim.
-Jasne. Mam nadzieję, że przynajmniej raz w życiu ci pomogłem. - Powiedział cicho Eric, kierując swoje słowa do wampirzycy.
-Idziemy. - Alexa wraz z chłopakami z The Wanted opuściła podwórko Miltonów.
-Teleportacja łączna. Na miejscu zastanowimy się co dalej. - Rzucił Jay. Cała szóstka chwyciła się za ręce i przeniosła do Manchesteru.
    Znaleźli jakąś ciemną uliczkę i weszli do mieszczącego się tam pubu. Kręciło się w pobliżu kilku pijanych facetów, ale jakoś nie przejęli się nimi tylko usiedli w kącie.
-Nie wiem, jak wy, ale ja wierzę temu całemu Ericowi. - Odezwał się Siva.
-Ja też mu wierzę. Było po nim widać, że chce dobrze. - Powiedziała Alexa.
-Musimy namierzyć tego skurwysyna Stylesa. - Warknął Nathan. Był wykończony ciągłym zamartwianiem się.
-Są niedaleko, czuć jego smród na kilometr - Mruknął Tom.
-Proponuję, byśmy zrobili to, co planowaliśmy. Znowu ja wejdę do domu, zabiorę Jess i zwiewamy z powrotem do Londynu. Co myślicie? - Alexa za wszelką cenę chciała odzyskać Jessicę.
-Jestem za. - Powiedział Jay. Pozostali pokiwali głowami.
-Numer domu 143, dwie ulice dalej. - Oznajmił Max po chwili milczenia.
-Chodźmy. - Wszyscy wstali i wyszli z obskórnego pubu. Dochodziła druga w nocy, a mimo tego ulice Manchesteru tętniły życiem. Cała ekipa skierowała się na White Street, przy której mieściło się obecne schronienie Stylesa.
    Na pierwszy rzut oka ulica wyglądała na zwyczajną. Gdyby nie to, że w powietrzu unosił się zapach krwi, Alexa nigdy by nie pomyślała, że właśnie trafiła na dzielnicę zamieszkaną tylko i wyłącznie przez same wampiry.
-Wchodzę, zaczynajcie z barierą. - Szepnęła do Sivy i prawie bezszelestnie pobiegła za dom. Kiedy stanęła na wycieraczce, ogarnęło ją przerażenie. Nie wiedziała, co ją czeka. Po cichu otworzyła drzwi i weszła do środka. W domu panowały egipskie ciemności, ale mimo tego Alexa bez potknięcia trafiła do salonu. Tam nie trafiła ani na swojego brata, ani na Jess.
-Wiedziałem, że prędzej czy później Milton się wygada.. - Al wzdrygnęła się, gdy usłyszała głos Harry'ego za swoimi plecami.
-Aż tak bardzo mnie nienawidzisz, że chcesz odebrać mi przyjaciółkę?
-Skąd wiesz, że chcę ją zabić? Może ona już dawno nie żyje? - W nikłym świetle księżyca na twarzy wampira dało się dostrzec upiorny uśmiech.
-Mów, gdzie ona jest i co jej zrobiłeś. - Alexa starała się powstrzymać wybuch złości.
-Jest niedaleko, nawet bliżej, niż ci się wydaje...
-Ty gnojku, nie baw się ze mną w kotka i myszkę, tylko mów do cholery co jej zrobiłeś!
-Alexo... - Gdzieś w ciemności rozległ się cichy jęk Jess.
-Zabiję cię. - Wampirzyca rzuciła się na brata i zaczęła okładać go pięściami.
    Nagle rozległ się strzał i ostatnie, co Alexa zobaczyła, to blada, zapłakana twarz Jessicy Sykes.
End of part 15. To be continued.
  
*Ba dum tsss* macie efekty mojej nocnej weny. Taki jakiś krótki, albo mi się wydaje?
Pisałam go o 2:30, więc sorry za wszelakie literówki ;P
Bardzo przepraszam was za tak długą nieobecność. Teraz powracam, i nexty BYĆ MOŻE będą pojawiały się w weekendy.
Ale nie obiecuję.
Mam nadzieje, że wam się spodoba i wyrazicie opinię w komentarzu.
12 komów - next!
PIS JOŁ, Oliwiałke ;*