wtorek, 27 listopada 2012

Informacja :)

Podziękujcie anonimowej Kasi :) Otóż zawieszam opowiadanie, nikt mi nie będzie wmawiać, że jestem 11-letnim fangirlsem. Na pewno nie mam tylu lat, jak nie wiesz to skarbie się nie odzywaj ;* Poza tym nie przepadam za Zmierzchem, a to, co napisałam, to tylko wymysł mojej wyobraźni. Jak coś ci nie pasuje, to po co czytasz? Nikt ci nie każe. A takie chamskie komentarze możesz sobie darować. Z jednym się zgodzę - nie nadaję się na bloggerkę. Teraz zastanawiam się, czy warto było zakładać tego bloga... No cóż, przyznam, że trochę się wkurzyłam.
Jeszcze jedno, jak chcesz mnie obrażać, to najpierw się czegoś o mnie dowiedz, a potem hejtuj. AMEN.

Tak w ogóle dziękuje za wszystkie nominacje do Liebster Award :) Sporo ich było, chyba z 10 :O Ja niestety nie wezmę w tym udziału, przepraszam :( Chciałabym was wszystkich nominować, no ale... Już podjęłam decyzję. Nie i koniec. :(

Co do opowiadania, rozdział napiszę BYĆ MOŻE jeszcze w tym roku, ale nie obiecuję. Ja i tak nie mam talentu, prawda Kasiu? :)
Załamałam się. Brak weny, hejty, nauka i takie tam. Ugh.
Może jeszcze wrócę do pisania. Kiedyś.

Haters gonna hate ~ pamiętajcie o tym ;)

Odmeldowuję się, Liv :) x

piątek, 2 listopada 2012

Part 13. -I hope it was just a fucking dream!-

    Było dosyć wcześnie, kiedy Alexa przebudziła się z krzykiem. Miała koszmary, zresztą kolejną noc z rzędu. Jak do tej pory, nie były one zbyt realistyczne. Czasami śniły jej się morza, z których wyłaniały się Inferiusy (trupy), czasami też wielki labirynt bez wyjścia. Tym razem jednak śnił się jej Jay. Jay przywiązany do drewnianego pala, czekający na spalenie. Była to jedna z najokrutniejszych form zabijania wampirów.
    Kiedy Al zauważyła, że znajduje się w londyńskim pokoju Jamesa, szybko wstała i narzuciła bluzę. McGuinessa nie było u jej boku, co było dziwne, w końcu wampir zazwyczaj jej nie opuszczał na krok. Wampirzyca miała czarne myśli. Bez zastanowienia wyszła z pomieszczenia i zbiegła po schodach. W salonie pustka, w kuchni podobnie. W całym domu było cicho, jak makiem zasiał. To świadczyło tylko o jednym - chłopcy mogli wybrać się na polowanie, lub co gorsza - zostali wezwani przed Radę Ludzi Nocy. W Radzie (RLN) zasiadał sam Drakula - tak, ten Drakula, najstarsza wampirzyca, Khamira, która liczyła sobie 696 lat, oraz Irvin - najmłodszy członek, panujący nad wszelakimi mocami. Takie spotkanie z RLN to żadna przyjemność, przeważnie wzywani są ci, którzy nie przestrzegali wampirzego prawa.
    Przeczucia Alexy były trafne, zresztą jak zwykle. Do Transylwanii został wezwany Nath. Z krótkiej wiadomości od Toma zrozumiała tylko tyle, że przenieśli się tam wszyscy, a powrócić mieli równo o północy. Al nie mogła uwierzyć, że nie zabrali jej ze sobą. Była nieziemsko wściekła, a zarazem zżerał ją niepokój. Skoro wezwali Nathana, mogło chodzić tylko i wyłącznie o Patricię. W końcu była demonem, a wampiry raczej unikały kontaktów z nimi. Co dziwne, Alexa i Jess również powinny zostać wezwane, ponieważ i one miały kontakt z Patt. Po chwili z zamyślenia wyciągnął wampirzycę huk. Na środku salonu pojawił się mały, zakapturzony człowieczek.
-Panna Alexa Styles? - Zapytał cienkim głosem.
-We własnej osobie. Jakiś problem? - Al przeszła przez korytarz, zmierzając ku postaci.
-Nazywam się Austin, jestem wysłannikiem RLN. Najwyższa pani, Khamira, chce się z panną zobaczyć.
-Chodzi o tego demona?
-Dowie się panna na miejscu. Za godzinę widzimy się w Transylwanii, w prywatnej komnacie najwyższej pani. Żegnam! - Znów huknęło i mały człowieczek zniknął.
-Podejrzane.. - Mruknęła Alexa sama do siebie i wróciła na górę. Większość jej rzeczy była nadal w pokoju Nathana, więc po chwili namysłu weszła właśnie do jego pomieszczenia.  Pogrzebała w swoich ciuchach, aż wyciągnęła czarne rurki i top. Szybko się przebrała i zawiązała sznurówki czarnych Conversów. Narzuciła też czarną bluzę Sykesa i opuściła pokój. Zostało jej 45 minut... Stresowała się niemiłosiernie, bo czegóż mogła chcieć od niej sama Khamira?
    Po chwili zdecydowała, że przeniesie się do Transylwanii już teraz. Alexa liczyła na to, że zdąży jeszcze pogadać z przyjaciółmi i dowiedzieć się jakichkolwiek szczegółów o wezwaniu Nathana. Odetchnęła głęboko i teleportowała się na wzgórza zamkowe. Transylwania - było to Miejsce Wiecznej Ciemności, czyli panował tam mrok nawet za dnia. Al spojrzała na majaczący w oddali zamek, do którego miała się udać. Do tej pory słyszała tylko legendy, w których była mowa o torturach. Nic przyjemnego.
-Alexa? To ty? - Wtem z mroku wyłonił się Max.
-Max? Tak, to ja! - Al uśmiechnęła się do przyjaciela.
-Co ty tu robisz, jeśli można wiedzieć? - George chwycił wampirzycę za rękę i pociągnął ją w pobliskie krzaki (Bez skojarzeń ^^).
-Zostałam wezwana do Khamiry. Mniejsza z tym, co z Nathanem?
-Jak na chwilę obecną wszystko dobrze, maglują go trzecią godzinę. Na szczęście go nie torturują... - Max usiadł na ziemi i odetchnął.
-Cholera, czyli jednak nie ma tak źle. A gdzie reszta?
-Tutaj. - Z ciemności wyłonił się Tom razem z Sivą.
-A gdzie Jay? - Zadała kolejne pytanie Alexa, rozglądając się wokoło.
-Zniknął przed godziną, nie mam pojęcia co z nim. - Odparł Seev, poprawiając kaptur.
-Mój Boże! - Al wydała z siebie zduszony krzyk.
-Alexo? Co jest? - Zapytał z przestrachem Tom.
-James! Ty idioto! - Wampirzyca wyglądała, jakby mówiła sama do siebie.
-Też cię kocham! - Wszyscy słyszeli głos McGuinessa, ale go nie widzieli. Zaklęcie niewidzialności.
-Która godzina? - Zapytał cicho Max.
-Za kwadrans dwunasta.. Prawie południe.. - Odparła Alexa, w międzyczasie demaskując Jaya.
-Czyli na ciebie już czas?
-Zaraz idę. Jay... Gdybym nie wróciła.. Kocham cię. Jezu, kocham was wszystkich! - Al była bliska płaczu.
-Będzie dobrze, Młoda. Kocham cię. - James pochylił się i delikatnie pocałował swoją wybrankę w usta. Reszta wampirów milczała..
-Na mnie czas. - Wampirzyca wyrwała się z objęć chłopaka i stanęła tuż przy krzakach. - Trzymajcie się.
-To ty się trzymaj. Do zobaczenia. - Pożegnali ją Tom i Max.
-Do zobaczenia. - Alexa przeszła przez krzaki i ruszyła w kierunku kamiennej ścieżki prowadzącej na zamek. Miała 10 minut, kto wie, czy nie ostatnie jej życia...
    Kiedy stanęła przed bramą zamczyska, przeszedł ją dreszcz. Była świadoma, że może tam wejść i już nie wrócić.
-Te, Młoda, czego tu szukasz? - Warknął strażnik stojący przy wejściu. Czarna szata powiewała na wietrze, co sprawiało, że wyglądał strasznie.
-Zostałam wezwana do Khamiry. - Odpowiedziała spokojnie Alexa.
-Wchodź. - Drzwi otworzyły się z hukiem i oczom wampirzycy ukazał się sporych rozmiarów dziedziniec. Tu i ówdzie paliły się pochodnie lub sporych rozmiarów świece.
-Do najwyższej pani musisz iść prosto, później schodami do góry i w lewo. Na pewno trafisz. - Strażnik popchnął ją lekko, aż w końcu Alexa ruszyła w kierunku drzwi prowadzących na schody. Cały czas szła według wskazówek, nie spotykając nikogo po drodze. Wreszcie dotarła pod drewniane drzwi, zapewne prowadzące do komnaty Khamiry.
-Wejdź, Alexo! - Usłyszała donośny głos starszej wampirzycy. Al wzięła głęboki oddech i weszła do pomieszczenia. Było urządzone po staroświecku, na środku stało ogromne łoże z baldachimem, a wokół ścian kilkanaście skrzyni, zapewne wypełnionymi po brzegi dziejami wampirów. Sama Khamira siedziała na jednej z nich. Była to drobna blond wampirzyca, wyglądająca na 35 lat, a nie 696.
-Witaj, Alexo Styles. Chodź, usiądź koło mnie, chciałabym chwilę porozmawiać. - Młoda podeszłą do Khamiry i usiadła na skrzyni obok.
-O czym chciałaby pani ze mną porozmawiać?
-Zaczekaj, Alexo, zaraz przyjdzie tutaj Nathaniel i wszystkiego się dowiesz. - Ku zdziwieniu Al po chwili do komnaty wszedł sam Nathan Sykes. Był odrobinę wystraszony, ale kiedy dostrzegł swoją przyjaciółkę,  uspokoił się.
-Alexo, Nathanielu... Mam dla was pewną propozycję. - Kiedy wampir usiadł, Khamira zaczęła mówić dalej. -Czy zechcielibyście współpracować z nami, czyli RLN? Doszły do nas pogłoski, że ty, Nathanielu, zaatakowałeś demona, a ty, Alexo, go zabiłaś.
-To prawda.. - Przytaknął Sykes, a Al tylko pokiwała głową.
-Skoro to prawda, może byście zostali Łowcami Demonów? Jesteście młodzi, zdolni.. Całe życie przed wami!
-Ja.. Nie wiem, a ty co sądzisz, Nath?
-Nie jestem zbytnio przekonany... Na czym miałoby to polegać?
-Tropicie demona, potem atakujecie i zabijacie.
-Za pomocą magii? - Zapytała Alexa.
-Oczywiste, Alexo. Na początku możecie tropić tylko w Anglii, a jak nabierzecie wprawy, to i w całej Europie.
-Tylko proszę pani.. Nas jest siedmiu.
-Ale jak to? Siedmiu? - Na twarzy Khamiry odmalowało się zdziwienie.
-Moja siostra i przyjaciele.. Oni nam pomogą. - Oświadczył Nathan.
-Im więcej, tym lepiej. Posłuchajcie, mogę dać wam tydzień czasu, namyślicie się i przyślę do was Austina. Dobrze?
-Tak, proszę pani. - Odpowiedzieli zgodnie przyjaciele.
-To tyle, możecie odejść. Żegnajcie! - Khamira pstryknęła palcami i Al wraz z Nathanem znaleźli się tuż przed jakimś bocznym wejściem do zamku.
-Od dzisiaj wierzę w cuda. - Mruknął Nathan, otrzepując spodnie. - Myślałem, że będę martwy!
-Skoro ty wierzysz, to ja też. - Alexa odetchnęła z ulgą i ruszyła wolnym krokiem w kierunku pobliskiego lasu.
-Zastanawiałaś się nad propozycją Khamiry?
-Nie, a ty?
-Też nie. Szczerze, zaczynam żałować, że wplątałem w to resztę.
-I słusznie, takie wyprawy to mega ryzyko. Kiedy im powiemy? - Al szła śladem Nathana z niesamowitą pewnością.
-Może poczekajmy z tym aż do powrotu do Londynu? - Nath w głębi duszy skakał z radości. W końcu wracał w jednym kawałku z Transylwanii!
-Umowa stoi. - Przez kolejne pięć minut szli w milczeniu. Zrobili całkiem spore kółko, usiłując znaleźć resztę zespołu.
-O kurwa..! - Zaklął po chwili Sykes, kiedy zorientował się, w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli.
-Co jest? - Alexa stanęła w miejscu.
-Chyba zabłądziliśmy.
                                        End of part thirteen. To be continued... ;]

 Uff. Napisałam ;D
Szczerze mówiąc, jestem zadowolona. :3
ROZUMIECIE? JESTEM ZADOWOLONA!!
Dedyk dla Tuśki oraz Kasi - kochamkochamkocham ♥ ♥
Och, i dziękuję za te 6000 wyświetleń! Bomba!! :D :D
Mam nadzieję, że i wam się rozdział spodoba.. :P
14 KOMENTARZY = NEXT!!!! 
Odmeldowuję się, Liv :3 xxx