sobota, 25 sierpnia 2012

Part 9. -Living the dream, doing the things that I always wanted.-

    Nagle zgasły wszystkie światła i piski fanek ucichły. Jedynym podświetlonym punktem była krawędź sceny, na której stał Siva wraz z Tomem i Maxem. Nathan i Jay gdzieś zniknęli - najwidoczniej próbowali swoimi mocami odnaleźć Alexę. W końcu przemówił George.
-Zanim zaśpiewamy kolejny kawałek, chciałbym coś powiedzieć, a właściwie przeprosić. Alexo, jeśli tu jesteś, wybacz mi moją głupotę. Nie byłem do końca świadom tego, co mówię. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, kocham cię jak własną siostrę. Jeśli mnie słyszysz... Przepraszam.
    Po chwili hala oświetliła się na nowo. Dało się zauważyć nerwowo rozglądające się fanki i błyski fleszy. Alexa stała jak wryta, próbując powstrzymać łzy. Wiedziała, że popełniła błąd, opuszczając The Wanted.
-Kolejnym singlem, który dziś wykonamy, będzie Replace Your Heart. Dedykujemy go właśnie naszej Al. - Powiedział Tom. Śpiewali go bez podkładu.
    Kiedy skończyli, Alexa poczuła na sobie wzrok stojącej obok Jess.
-To ty jesteś Alexa, prawda? - Zapytała blondynka, spoglądając w szmaragdowe oczy Stylesówny.
-To ja... - Przytaknęła, nadal ze łzami w oczach.
-Za kulisy. Szybko. - Jess chwyciła Al za rękę i razem rozpoczęły próbę przedarcia się przez tłum ludzi. The Wanted było w trakcie coveru Paradise. Było ciężko, ale w końcu dotarły pod wejście do garderoby. Jessica pokazała wejściówkę i po chwili znalazły się w obszernym pomieszczeniu. Kręciło się tu i ówdzie kilku ochroniarzy, ale poza nimi nie było żywej duszy. Wampirzyce usiadły na ławie stojącej w rogu pokoju i czekały na koniec koncertu. Zespół wykonał jeszcze Fix You, Gold Forever i Every Teardrop Is A Waterfall. W międzyczasie Al poznała się bliżej z Jess. Siostra Nathana okazała się naprawdę miłą i przyjacielską osóbką. Po dwudziestu minutach Al miała wrażenie, jakby znała ją całe życie.
    Jessica i Alexa były tak pochłonięte rozmową na temat wampirzych mocy, że nie zauważyły, kiedy do garderoby wpadli Max, Jay i Nathan.
-Alexa! - Wrzasnął Max i podbiegł do wampirzycy. ta uniosła głowę i spojrzała najpierw na Maxa, potem na stojących w pobliżu McGuinessa i Sykesa. Po chwili stała i rzuciła się przyjacielowi na szyję.
-Wybacz mi... - Szepnęła.
-Nie mam czego, Al. To jak, zgoda? - Odsunęli się do siebie, a Alexa ze łzami w oczach kiwnęła głową.
-Zabiję cię kiedyś, Młoda! - Odezwał się Jay, podchodząc do Al i Maxa.
-Dobrze wiedzieć, chociaż ze mną nie tak łatwo wygrać. - Wampirzyca zaśmiała się krótko i cmoknęła wampira w policzek. Za nimi rozległo się znaczące chrząknięcie. To był Nathan. Al wywróciła oczami (albo oczyma, nie wiem xD) i podeszła do niego. Nadstawił policzek i uśmiechnął się chytrze. Kiedy Al chciała go pocałować, odwrócił się i zamiast w policzek dostał buziaka w usta.
-Cwaniak! - Wrzasnęła Jess, próbując powstrzymać się od śmiechu. Alexa stała pod ścianą z przymrużonymi oczami, jakby usiłowała zabić Sykesa wzrokiem. Ten natomiast bezczelnie się do niej szczerzył.
-Ze mną się nie przywitasz? - Zapytał Tom, wpadając wraz Sivą do pomieszczenia.
-I ze mną?! - Dodał Seev.
-Chodźcie tu. - Alexa wyściskała przyjaciół i uśmiechnęła się szeroko.
-Wy nawet nie wiecie, jak ja się kurwa cieszę, że Al znów jest z nami. - Westchnął Kaneswaran, siadając obok Jessicy.
-O mój Boże Siva przeklnął!! - Wydarł się Jay. - O mój Boże!!
-Nie ekscytuj się tak, Nygusie. - Mruknął Max.
-Przed halę, do busa. W tej chwili! - Wtrącił się Big Kev. - Szybko, na co liczycie?!
    cała ekipa wyszła przed budynek i władowała się do busa. Jak to po koncercie, panowała atmosfera wypełniona pozytywnymi  emocjami. Ciekawe na jak długo...
-Do cholery gdzie jest moja książka?! Bez niej nie zrobię żadnego eliksiru! - Wydarł się w pewnej chwili Thomas. - Kto mi ją zajebał?!
-Wybacz mi, Eliksirowy Tomie. - Po chwili milczenia przyznał się Max.
-Oj, George, lepiej szybko mu ją oddaj! - Powiedział Siva.
-No bo tego... Ja ją spaliłem. Przypadkowo.
-Że co kurwa zrobiłeś?! - Parker był wściekły.
-Spaliłem. - Powtórzył Max, bliski łez.
-Znowu podpadł! - Mruknęła cicho Alexa do siedzącej obok Jess. Ta zachichotała i na nowo zaczęła przysłuchiwać się awanturze.
-Wiesz, że to było ostatnie wydanie?! Czy ty to do cholery wiesz?!
-Tom, ale to było niechcący... - Jąkał się George.
-A ja cię kurwa miałem za najlepszego przyjaciela. - Westchnął zawiedziony Parker i powlekł się do łóżka. Al momentalnie zrobiło się przykro, ale wiedziała, że chce pobyć sam. No cóż, Tomax się rozpadł.
-Młoda, możemy pogadać? - Zapytał Jay, spoglądając błagalnie na Nathana. Nie zauważył tego, był zbyt zajęty pocieszaniem Maxa.
-Jasne. - Al wstała i weszła za McGuinessem do mini - łazienki. - To o co chodzi?
-Posłuchaj... Nie chcę ci się narzucać...
-Wyduś to, Jay. Ja nie gryzę... Raczej.
-No dobra... Mam u ciebie jakieś szanse? - Wyrecytował jednym tchem.
-Każdy ma. Nigdy nikogo nie przekreślam, uwierz mi.
-Dobrze wiedzieć. - Jay uśmiechnął się do Alexy.
-Jay... A jeśli bym zechciała Nathana, a nie ciebie? - Zapytała wampirzyca po chwili namysłu.
-Pogodziłbym się z tym, w końcu obydwoje jesteście dla mnie ważni. - Odpowiedział bez zająknienia McGuiness, jakby był przygotowany na to pytanie.
-Ty też jesteś mi bliski, z tobą mogę pogadać o wszystkim. tak jak z chłopakami. - Alexa uśmiechnęła się, odsłaniając śnieżnobiałe zęby. Patrzyli sobie w oczy przez kilka minut, aż w końcu Jayprzybliżył się do opartej o ściankę Alexy.
-Mogę...? - Zapytał cicho, nadal wpatrując się w przyjaciółkę.
-To ma zostać między nami. - Odpowiedziała wampirzyca, czytając w myślach McGuinessa. Ten nachylił się i delikatnie pocałował ją w usta. Nie zaprotestowała, po prostu odwzajemniła pocałunek. Alexa zarzuciła ręce na szyję wampira i przyciągnęła  go bardziej do siebie. Całowali się coraz namiętniej i namiętniej... Jay nie był natarczywy, nie protestował, kiedy Al oderwała się od niego. Przytulili się, aż w końcu McGuiness zebrał się w sobie i powiedział:
-Nie jesteś na mnie zła? To było... Fajne.
-Było, było... Nie, nie jestem. Tylko wybij to sobie z głowy, jakby nic się nie stało.
-Dla ciebie wszystko. I zrozumiem, jeśli wybierzesz Nathana.
-Ehhh... Wybaczysz mi, że tak się tobą bawię? Przepraszam cię za to... - Powiedziała cicho Al ze smutkiem w oczach.
-To nie jest proste... Ale tak, wybaczę ci. - Jay westchnął.
-Musisz być naprawdę zakochany, skoro mi to wybaczasz. Jesteś wspaniały.
-Bo to prawda, Al. Kocham cię, jak nikogo innego. - Wampir przytulił Al i pocałował ją w czoło.
-Dobrze, że jesteś. - Szepnęła Alexa, wtulając się w przyjaciela.
-Dobrze, że TY jesteś. Czyli zostaje tak, jak było?
-Powinno, a nawet musi. - Wampirzyca odsunęła się i zrobiła krok w kierunku drzwi. - Wybacz mi.. Po raz ostatni. - Powiedziała i zniknęła we wnętrzu busa, zostawiając Jaya samego. Ten pocałunek tak wiele dla niego znaczył... Kochał Alexę i dlatego pogodził się z jej decyzją. Kochał ją tak, że gotów był oddać dla niej wszystko.
    Tymczasem Alexa wróciła na swoje miejsce obok Jess. Ta spojrzała na nią pytająco.
-Wszystko okay, Jay miał mały problem i chciał się wygadać. - Odpowiedziała na nieme pytanie blond wampirzycy.
-Aha. Mam nadzieję, że już z nim lepiej. Na lotnisku wyglądał, jakby miał jakąś depresję. - Jess skrzywiła się i upiła łyk substytutu krwi.
-O wiele lepiej. Każdemu się zdarza, no cóż. - Westchnęła Al i spojrzała na Nathana. Był pochłonięty rozmową z Sivą. Max natomiast gdzieś zniknął, a Jay prawdopodobnie nadal tkwił w toalecie. (diahfihaskdjioa jak to zabrzmiało hahah xD)
-Masz rację. - Przytaknęła po chwili Sykesówna, związując włosy w koński ogon. - Idę spać, jestem wykończona. Dobranoc! - Pożegnała się i zniknęła w swoim łóżku, przysłoniętym czerwoną zasłonką.
-Dobranoc! - Odpowiedziała pozostała trójka. Po chwili zmył się i Nathan. Alexa została sama, wraz z Sivą.
-Pierwszy raz mamy pogadać w cztery oczy. - Zagadnął wampirzycę, która uśmiechnęła się do niego. - A więc co cię skłoniło do powrotu?
-Tęskniłam za wami. W Nottingham nie wytrzymałabym zbyt długo. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą Al.
-W Nottingham? Czyżbyś była u ojca? - Seev uniósł brwi.
-Byłam u ojca, fakt. raczej niezbyt przyjemna okolica, ale dom jest naprawdę świetny. Prawie taki, jak wasz.
-Powiesz mi, dlaczego chłopaki nie mogli cię namierzyć?
-Na dom rzuciłam zaklęcia ochronne. Nikomu o tym nie  wspominałam, ale to było konieczne. Tam kręci się zbyt wiele wampirzych czubków.
-Yyyy... Okay. - Siva ściszył głos. - Lepiej się zmywajmy, bo Kevin znowu nas ochrzani, a dziś wcale nie ma humoru. - Alexa skinęła głową i oboje ruszyli do łóżek. Do Al należało to nad Jayem, niżej był Nathan, a na samym dole Jess. Z drugiej strony  natomiast na górze spał Tom, później Max, Siva i Big Kev. Martin drzemał na kanapie.
    Alexa długo nie mogła zasnąć. Ciągle męczył ją dylemat - Nathan? A może Jay? Do Nathana czuła coś, czego nie umiała określić słowami. Sytuacja z McGuinessem wyglądała podobnie... Dochodził do tego jeszcze ten magiczny pocałunek w toalecie. Próbując pozbyć się tych myśli, wyciągnęła telefon. Dwie wiadomości, jedna od Leigh, druga od Dorothy. Strasznie długo z nią nie gadała.
Wybacz, że się zmyłam. Nie miałam innego wyjścia. Do zobaczenia wkrótce i mam nadzieję, że się nie gniewasz. Much lovee, Leigh xoxo ~ Tak brzmiała pierwsza wiadomość. Druga natomiast tak:
Alexo, bbe, tęsknię! <3 Musimy się wkrótce spotkać. Musimy!! Buziaki od dziewczyn ;) xxxx
    Przy tym drugim SMS-ie Al prawie się rozpłakała. Tęskniła za przyjaciółkami, i to jeszcze jak. Były dla niej jaki siostry, to im zwierzała się ze wszystkich sekretów. Po prostu im ufała, tak jak Tomowi, Sivie, Nathanowi, Maxowi i Jayowi.
                                         End of part nine. To be continued... ♥
    Oto część dziewiąta :) Co o niej myślicie? Tylko szczerze :P
Tak na początku wybaczcie mi tą całą scenę z pocałunkiem... To nie jest moja mocna strona, opisywanie tego typu rzeczy ;)
Tym razem wyjątkowo bez dedyka... Albo nie... Dedykuję tę część wszystkim, którzy to czytają ♥ To dla mnie cholernie ważne ♥
Przez ten napad weny przegapiłam mecz Barcy i Realu, ale okay ;D Taki jakiś krótki, albo ja schizy jakieś mam O.O Napisałam go przy Here With You i Hey Princess zespołu Allstar Weekend, no i Always Attract You Me At Six. ♥.♥
Jak już pewnie wiecie, za tydzień Hogwart... Rozdziały będą rzadziej, dodam, jak tylko będę miała dostęp do komputera. Trzymajcie kciuki, abym nie zawaliła pierwszego semestru.
A teraz chciałabym podziękować. Znowu :D Wiecie za co? Za 33 obserwatorów oraz 13 komentarzy pod ostatnią częścią ;) DZIĘKUJĘ ♥♥ Kocham Was wszystkich ♥ Witam nowych czytelników i zachęcam do wyrażania swoich opinii w komentarzach albo po prostu do obserwowania. Będę wdzięczna :) Much love, do następnego, Wasza LIV xxx

Z OSTATNIEJ CHWILI : DEDYKACJA DLA NATALKIII ♥
i jeszcze jedna prośba : możecie wpadać i na ten blog? TUTAJ macie link :) proszę i błagam ♥


niedziela, 19 sierpnia 2012

Part 8. -You could fall, hit the wall, You could lose your way...-

    -Boże, Max, to wszystko twoja wina! - Powiedział Nath, który dobre pół godziny chodził tam i z powrotem po pokoju.
-Kuźwa, to nie mój problem, że zrozumiała mnie na opak! - Odpowiedział George, a trzy pary wampirzych oczu zabijały go wzrokiem.
-Jej rzeczy zniknęły. - Powiedział zdyszany Tom, który wrócił z przeglądania wszystkich pokoi.
-Cholera, użyła zaklęcia przywołującego, a ja tego nie wyczułem! - Jęknął Sykes i opadł na fotel. Zapadło długie, pełne napięcia milczenie.
-A weźcie se kurwa dajcie siana, idę jej szukać. - Max wstał i podszedł do okna. Lało jak z cebra, czyli tradycyjna angielska pogoda.
-Posłuchajcie, ona nie jest taka głupia, jak wam się wydaje. Będzie chciała, to wróci, nie - to nie. - Powiedział cicho Nathan, zupełnie spokojny, jedynie oczy miał pełne rozpaczy.
-On ma rację. - Poparł młodszego kolegę Siva.
-Chodźmy spać, nic tu po nas. - Mruknął Jay.
-Ja bym na jej miejscu zrobił tak samo, gdyby ktoś mnie wkurzył. - Powiedział Tom, grzebiąc w kieszeniach. -Patrzcie, co znalazłem. - Wyciągnął skórzaną bransoletkę ze złotymi ćwiekami.
-To Alexy, prawda? - Zapytał Seev, a Parker skinął głową.
-Mogę ją wziąć? - Jay uniósł głowę, a w jego oczach zalśniły łzy.
-Trzymaj. - Thomas podał mu bransoletkę, a McGuiness zacisnął na niej rękę.
-Jay, będzie dobrze, ona wróci. - Poklepał go po ramieniu i zniknął na schodach.

    Tymczasem Alexa powoli dochodziła do siebie. Ściągnęła swoje rzeczy z domu i teleportowała się pod adres ojca, dany jej przez Ryana. Pojawiła się tuż pod domem Arthura w Nottingham. Al postała chwilę przy drzwiach aż w końcu zapukała. Otworzył jej uśmiechnięty ojciec.
-Alexa? - Oczy rozszerzyły mu się do rozmiarów pięciozłotówek. - Wchodź!
-Cześć, tato. - Przywitała się cicho i zdjęła swoje zabłocone Conversy.
-Wszystko w porządku?
-Jasne. Mogę zostać u ciebie do soboty?
-Oczywiście, Al. A teraz mów, co się dzieje.
-Tato, na serio nic. Musiałam... no odpocząć.
-Odpocząć? Od kogo lub od czego?
-No od chłopaków. Wiesz, ta banda, która była ze mną w sądzie.
-Ach, już wiem. The Wanted? - Alexa skinęła głową. - Skąd ty ich wytrzasnęłaś?
-Zaczęło się od Nathana, na lotnisku Heathrow. Ta daam!
-Zrobili ci coś? - Ojciec zmarszczył czoło i poprowadził córkę do salonu.
    Wyglądał podobnie do tego, w którym zazwyczaj przesiadywały wampiry z The Wanted. Na samą myśl Alexie zachciało się płakać.
-Nie, tylko się pokłóciliśmy... Po raz kolejny zachowałam się jak dzieciak.
-Alexo, wiesz, że możesz tu zostać, ile chcesz? - Powiedział cicho Arthur po chwili milczenia.
-Tak... Ale zostaję do soboty. Potem masz mnie z głowy. - Al mrugnęła do taty i uśmiechnęła się ponuro.
-Idź się lepiej połóż, bo zaczynasz bredzić. Po schodach i prawe drzwi.
-Dzięki, tato. W takim razie dobranoc! - Mówiąc to wampirzyca zniknęła na drewnianych szczeblach.
    Pokój, do którego skierował ją ojciec, był niewiele większy od pokoju Nathana. Większość miejsca zajmowało staroświeckie łoże z aksamitnym baldachimem, spływającym gładko prawie do podłogi. Był on w kolorze morskiej toni, ciemnoniebieskim, wręcz granatowym. Obok stała mała nocna szafka, na której paliła się lampka. Na przeciwległej stronie stała obszerna komoda. Alexa rzuciła swoją torbę na łóżko i wyszła na balkon przez szklane drzwi. Padało. Oczywiście jak na wampira przystało, Al nie była mokra, lecz pojaśniała jasnozłotą poświatą. Przez kolejne kilka minut przyglądała się swoim błyszczącym dłoniom. Tego wampirzego atrybutu jeszcze nie odkryła. Alexa rzuciła jeszcze spojrzenie na las i powróciła do pokoju. Rzuciła się na łóżko i wyciągnęła telefon. Trzydzieści nieodebranych połączeń i trzy wiadomości - wszystko od wampirów z The Wanted.
Otworzyła pierwszą wiadomość od Toma:
Daj spokój, wróć. Max to łysa pała, nie wie co mówi. 3maj się, do soboty, mam nadzieję ;)xxx
Natomiast druga, od Maxa, brzmiała tak:
Nie miałem na myśli, że jesteś głupia. Wybacz mi.. Atmosfera grobowa. Daj chociaż znak, że żyjesz. Przepraszam, Max. xx
Trzecia była od Jaya:
Alexo, ty pojebańcu, wracaj, bo zwariuję! Max to dupek, nie przejmuj się nim. Wiedz, że Cię kocham <3 xx
Wiedz, że Cię kocham? - Alexa westchnęła i otarła pojedynczą łzę, która spłynęła po jej policzku. była wykończona i psychicznie, i fizycznie.
              Sobota,  lotnisko Heathrow

    -Gdzie ona jest? - Pytał zdenerwowany Tom. - Zaraz mamy wylot!
-Wiedziałem, że nie przyjdzie. - Powiedział Jay i poprawił ciemne okulary na nosie.
-Tom, nie możesz przewidzieć, czy przyjdzie? - Poprosił Nath, bawiąc się swoją grzywką.
-Nie przyjdzie.. - Powiedział Parker z rezygnacją w głosie.
-Na kogo my właściwie czekamy? - Zapytała niewysoka blondynka o bladej wampirzej cerze, która stała obok Mistera Piekielnej Grzywki.
-Na Alexę. - Odpowiedział cicho Siva. - Chodźmy już.
-Chodźmy.. - Przytaknął Max, który wyglądał jakby go zdjęto z krzyża.
-Jess... - Nathan szturchnął siostrę. - Przepraszam... Al miała lecieć z nami.
-Nie masz za co, bracie. To jej decyzja i musicie to uszanować. Jakoś przeżyję te trzy tygodnie z wami i waszymi rozwrzeszczanymi fankami.
-Nath, Jess, pospieszcie się! - Powiedział do nich Jay. Oboje ruszyli w kierunku bramek.
    Natomiast Alexa przebudziła się i założyła potargane dżinsy i luźny T-Shirt. Wyprostowała włosy, magicznie naładowała telefon i zgarnęła rzeczy do torby. Do koncertu TW w Kopenhadze miała jeszcze sporo czasu, więc zbiegła po schodach, wpadając w kuchni na ojca.
-Alexa! Dzień dobry! - Przywitał ją Arthur z szerokim uśmiechem na twarzy. - Ja wychodzę, a tu masz klucze. Możesz je zatrzymać.
-Dobry, dobry. Ojeju, naprawdę? Dziękuję! - Al uściskała ojca i usiadła przy kontuarze. - Idziesz do biura?
-Tak. Wrócę wieczorem.
-Wtedy mnie już nie będzie.. Więc jeszcze raz dziękuję, Tato.
-Jesteś moją córką, nie masz za co. - Styles uśmiechnął się i ruszył do drzwi. - Do zobaczenia wkrótce!
-Pa tato! - Odpowiedziała Alexa, nim usłyszała trzaśnięcie drzwi.
    Rozejrzała się po kuchni, lecz nie znalazła niczego, czym mogłaby się pożywić. Wyczarowała sobie butelkę krwi i  wypiła ją z sztucznym uśmiechem na twarzy. Było dopiero wpół do dwunastej, a Alexa planowała się przenieść na koncert dopiero o ósmej. Wyciągnęła telefon i zaczęła przeglądać kontakty. Jeden szczególnie przykuł jej uwagę - numer do Leigh Thirlwall. Była to dawno niewidziana przyjaciółka Al, która pochodziła właśnie z Nottingham. W jej głowie powoli rodził się niecny plan...
Cześć, Leigh, tu Alexa. Pamiętasz mnie jeszcze? Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia - mianowicie mini tortury. Wchodzisz w to? ;D x
Na odpowiedź ze strony koleżanki nie musiała długo czekać.
Zaraz będę u ciebie, złotko ;) xx
Jak napisała, tak zrobiła. Blond włosa Leigh stanęła obok Alexy, nim ta się obejrzała.
-Cześć, Alexo! - Przywitała się, a w jej niebieskich oczach zatańczyły radosne iskierki. Wysoka, smukła i piękna - cała wampirzyca.
-Miło cię znowu widzieć! - Uśmiechnęła się Al i poklepała miejsce obok siebie. - Siadaj.
-Przejdźmy do rzeczy, kogo mamy torturować?
-Kojarzysz Zayna? Tego kumpla Hazzy? - Leigh przytaknęła. - On mnie przemienił... I to w niezbyt delikatny sposób. Chcę mu tylko delikatnie dać popalić.
-Jestem za! To.. co planujesz mu zrobić? - Zapytała Thirlwall.
 -Magiczne tortury, obojętnie jakie. - Alexa odgarnęła włosy z twarzy.
-Namierz go. - Na chwilę zastał cisza.
-Jest w swoim mieszkaniu, w Londynie. - Oświadczyła Al.
-Teraz załatwimy go raz, a porządnie. szybko, do Londynu! - Wampirzyce złapały się za ręce i teleportowały do jednej z londyńskich dzielnic.
-Leigh, ale go nie zabij.
-Oj dobra, dobra. Jest sam, mamy dziś szczęście! - Uśmiech Thirlwall był oszałamiający. - Wchodzimy.
    Dwie smukłe postacie przemknęły po klatkach schodowych wiktoriańskiej kamienicy. Kiedy stanęły pod drzwiami numer 37, Al wypowiedziała zaklęcie otwierająca zamki. Bezszelestnie weszły do mieszkania. Malika zastały w salonie. Spał.
-Zaczynamy zabawę! - Zaśmiała się krótko Leigh i potraktowała wampira silnym wstrząsem. Ten natomiast poderwał się oszołomiony.
-Skurwiel! - Wrzasnęła Alexa i rzuciła na niego zaklęcie samookaleczania. Zayn rzucił się do łazienki po żyletkę i zrobił na ręce pierwszą kreskę, Później kolejną, aż w końcu miał ich dziesięć.
-Dosyć tego, teraz pobawimy się jego wspomnieniami! Oklumencji pewnie nie umie! - Warknęła Thirlwall i weszła w jego umysł. Wampir krzyczał jak opętany.
-Leigh!!! Wystarczy! - Wydarła się Alexa, kiedy Malik przybrał wygląd trupa.
-Teleportuj się! Każda osobno! - Huknęło i wampirzyce zniknęły. Al wylądowała w domu ojca, a po Leigh nie było śladu. Wampirzyca wciąż miała przed oczyma bledszą niż zwykle twarz Zayna.
    Po dłuższym czasie jednak doszła do siebie i chwyciła swoją torbę. Thirlwall jak zniknęła, tak zniknęła.
-Cholera jasna! - Jęknęła i teleportowała się do Kopenhagi. Do koncertu miała jeszcze trochę czasu, więc postanowiła się powłóczyć po mieście.
    Kiedy nadeszła godzina ósma pięć, Al teleportowała się do budynku, w którym odbywał się koncert. Stanęła obok Jess Sykes, która wyjątkowo nie byłą za kulisami. Jako pierwsze TW zaśpiewali Chasing The Sun, później Glad You Came i All Time Low. 
    To, co nastąpiło po ATL, zaszokowało Alexę najbardziej.
                                   End of part eight. To be continued... ;)
Wyjątkowo rozdział dedykowany mojej Vampajerce willow ♥ ♥
No więc jest część ósma... Kompletnie beznadziejna. Zresztą oceńcie to sami. :D
Napisałam go przy Bring Me Down i Czekam w wykonaniu Kasi Gomoły, oraz po półgodzinnym wiszeniu głową w dół i dwóch litrach soku pomarańczowego.
A tak przy okazji chcę wam podziękować - za 24 członków oraz 2700 wyświetleń. ♥ To jest niesamowite ♥
Kocham was wszystkich i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie dziesiątka, która zmotywuje mnie do napisania kolejnej części. ;) Do następnego, wasza LIV ♥



środa, 8 sierpnia 2012

Part 7. -Wszystko się zmieniło. Na dobre.-

    W końcu nadszedł dzień rozprawy. Był to najbardziej nerwowy czwartek, który Alexa przeżyła. Już od bladego świtu krążyła po domu, próbując podjąć decyzję.
    Jednak po długich namowach Toma zdecydowała się pójść. Towarzyszył jej jak zwykle Nathan, no i oczywiście Tom.
    Kiedy podjechali czarnym Audi Sykesa, pod sądem zastali oblężenie fotoreporterów. Wkrótce dotarła pozostała trójka, a wtedy założyli bluzy z kapturami i ciemne okulary. Alexa weszła do budynku prawie nierozpoznana.
-Rozprawa za dziesięć minut. - Powiedziała do przyjaciół, którzy pozajmowali krzesła na korytarzu.
-Denerwujesz się? - Zapytał dziwnie Jay.
-Nie, luz. Po dowodach, które mam, mogę się spodziewać najlepszego. - Oświadczyła spokojnie Al.
-Dzień dobry, Alexo. - Przywitała ją Margaret Wilkinson, która stała za jej plecami. Wampirzyca tylko się odwróciła i zgromiła prawniczkę wzrokiem.
-Witaj, mamo. - Zwróciła się do wysokiej, ciemnowłosej pani Styles.
-Witaj. - Odpowiedziała, po czym minęła córkę ze strachem w oczach.
-Miłą masz matkę, nie ma co! - Powiedział cicho Siva.
-Taa, miłą inaczej. - Odparła Alexa, zerkając niecierpliwie na wyczarowany zegarek.
-Alexa! - Zawołał ktoś z drugiego końca korytarza.
    W ich stronę szedł już Arthur Styles, wraz ze swoim prawnikiem.
-Cześć, tato! - Po raz pierwszy tego dnia wampirzyca uśmiechnęła się, starając dobrze ukryć kły.
-To Ryan, mój prawnik. - Ściszył głos. -A ta banda to kto? - Wskazał podbródkiem na The Wanted.
-To moi koledzy. Wspierają mnie. - Alexa spojrzała przelotnie na piątkę wampirów, po czym dodała: -Można już wchodzić.
-Idziemy, Ryanie. - Po chwili cała trójka zniknęła za obszernymi drzwiami.
-Oby się udało... - Powiedział jak dotąd milczący Sykes, który bawił się swoim nieśmiertelnikiem.
-Pozostaje nam czekać. - Mruknął Max.
-Czekać i trzymać kciuki. - Dodał Jay.
    Ogólnie rozprawa potoczyła się dość szybko. Trwała niecałe półtorej godziny. Alexa sprytnie wykorzystała umiejętność zaklęć niewerbalnych (chyba :D), czyli umiejętność wypowiadania zaklęć w myślach. Jej matka była pod wpływem uroku, który sprawiał, że mówiła tylko prawdę.
    Kiedy przyszła pora zeznań Alexy, wampirka odmówiła ich składania, dając jedynie sędzi zdjęcia, co potwierdziło słowa Juliette.
    Natomiast Margaret siedziała z miną zbitego psa, a Ryan i Arthur mieli z tego nie lada uciechę. W końcu sędzia wydał rozwód z orzeczeniem o winie Juliette Styles. Prawa rodzicielskie otrzymał Arthur.
   Al wyszła z sali z szerokim uśmiechem na twarzy.
-I co, jak poszło? - Zapytał Tom, również uśmiechnięty.
-Tata dostał prawa! - Powiedziała Alexa, próbując powstrzymać łzy. Były to łzy szczęścia.
-Czyli się udało?! - Padło kolejne pytanie, tym razem od nieogarniętego Nathana.
-Taak! - Odparła rozradowana piątka i wyszła z budynku. Nath powlekł się za nimi. Po fotoreporterach nie było już śladu.
-Jadę z Piekielną Grzywką, a wy teleportujcie się. Ale szybko! - Powiedziała wampirzyca, wsiadając do auta. Jak zwykle McGuiness zrobił zbolałą minę, lecz posłusznie się teleportował.
-Dlaczego nie zabrałaś się z nimi? - Zapytał Sykes, wyjeżdżając z parkingu.
-Nie wiem. Tak jakoś.
-A ty czujesz coś do Jaya? - Nath zrobił się nerwowy.
-Może ty najpierw powiesz mi, o co ci chodzi?
-No bo... Ja cię kocham.
-Kłamiesz, prawda? - Zapytała Alexa po chwili milczenia.
-W takich sprawach nigdy nie kłamię.
-Awww, to słodkie. - wampirzyca uśmiechnęła się szczerze, spoglądając na przyjaciela.
-Zresztą, ty pewnie wolisz Nygusa. Och cholera, po co ci to mówiłem! - Jęknął Nathan.
-Nie mów tak. - Znów nastał milczenie. Al słyszała tylko cichy śpiew.
-Everytime you have to leave, can't believe it cuts so deep... It's like a dagger in my heart. Dagger, dagger... Whoah..
-Przestań się dobijać! - Z początku Alexa słuchała go jak zaczarowana, ale jednak długo nie wytrzymała w tym stanie.
-To mi do cholery powiedz prawdę!
-Prawdę? Nie mam ochoty na nowy związek. Tyle.
-Niech ci będzie. A co z Jayem? - Sykes odetchnął.
-Przestań, to jeden z moich pięciu najlepszych przyjaciół.
-Alexo? Obiecasz mi coś?
-Nie składam obietnic, ale mów. - Stylesówna niecierpliwie bawiła się włosami.
-No więc... Yyy... Jak będziesz gotowa, zostaniesz moją dziewczyną?
-Nie mogę ci niczego obiecać. Pożyjemy, zobaczymy. - Al westchnęła, kiedy wjechali na podjazd willi. Wysiedli z auta i ruszyli do drzwi.
    W domu czekała na nich niespodzianka w postaci zarozumiałego Harry'ego Stylesa. Po minach chłopaków wywnioskowali, że mają go dość.
-To już jest kurwa przegięcie. -Mruknął Nath, zachowując powagę.
-Cześć, Al! - Przywitał ją rozradowany jak zwykle Hazza.
-Eee, cześć. czego tu szukasz, jeśli można wiedzieć?
-Chciałem zapytać, jak tam rozprawa.
-Wszystko po mojej myśli. - Alexa mimowolnie się uśmiechnęła.
-Czyli mama dostała prawa? - Pytał Harry z nadzieją w głosie.
-Arthur dostał, debilu. - Syknął Max.
-George, uważaj na słowa. - Odpowiedział nienawistnie Styles.
-Weź lepiej wyjdź. - Powiedziała Al, stając przy wyjściu.
-Na życzenie kochanej siostruni. To od Louisa. - Harry rzucił na stół trzy bilety i ruszył do wyjścia. Wampirzyca zamknęła drzwi i odetchnęła z ulgą.
-Zostawił trzy bilety na koncert w Manchesterze. - Powiedział Tom, wymachując kolorowymi kartonikami.
-Och, zapomniałabym. -Alexa wpadła w trans, a bilety spłonęły w jasnoniebieskich płomieniach.
-Potrafisz więcej, niż myślałem! Świetnie! - Pochwalił przyjaciółkę Max.
-Zapomniałem, że wczoraj przyszedł mój podręcznik do eliksirów. - Powiedział Parker i wszedł po schodach z nieprzytomnym wyrazem na twarzy.
-Tom i ten jego kolorowy świat. - Westchnął jak dotąd milczący Nath.
-Alexo, mogę cię o coś zapytać? - Mruknął zakłopotany Siva.
-Jasne, Seev. Śmiało! - Zachęciła go Al.
-Ile ty właściwie masz lat? - Wypalił po dłuższym namyśle.
-Siedemnaście, za równy miesiąc osiemnaście. - Odparła zgodnie z prawdą wampirzyca.
-Czyli 21 sierpnia? - Zapytał Nathan, a Alexa skinęła głową.
-Jesteś taka młoda! - Zdziwił się Jay. Nagle w jego czerwonych oczach zaszła zmiana. Były koloru jasnego bursztynu. Stylesówna szepnęła coś do Maxa, a ten spojrzał na McGuinessa i najwidoczniej się ucieszył.
-Gratuluję, Jay. Witaj w klubie złotopaczałkowatych. - Zażartował Mister Piekielna Grzywka.
-Złotopaczałkowatych? Ej, to jakiś głupi żart?
-Idź do lustra, a się przekonasz. - Poradziła mu Al. jay podszedł do lusterka wiszącego w przedpokoju i wrzasnął z uciechy.
-Kuźwa nareszcie! - Powiedział uradowany, wracając do salonu.
-Opijamy to? - Zapytał Sykes, wstając i idąc do lodówki. Wyciągnął pięć butelek wypełnionych czerwonym płynem.
-To substytut krwi, prawda? - Zapytała podejrzliwie Alexa, odbierając szklaną butelkę i otwierając ją.
-Tak, jeden z genialnych przepisów naszego Eliksirowego Thomasa. - Przytaknął Siva, rozbawiony nietęgą miną Al.
-Śmiało, nie otrujesz się! - Powiedział Max, który odstawił pustą już butelkę na stół. Wampirzyca zawahała się, ale pociągnęła spory łyk czerwonego płynu. Pod koniec butelki skrzywiła się i odstawiła ją obok pustych.
-Właśnie, Alexo, jak tam po rozwodzie? - Zapytał Jay, ciągle uradowany zmianą koloru oczu.
-Wszystko się zmieniło. Na dobre. - Odpowiedziała Stylesówna, nadal ze skrzywioną miną.
-Nareszcie mówisz z głową! - Powiedział George, który szybko pożałował swoich słów.
-Czyli masz mnie za głupią, tak? Nigdy mnie nie lubiliście. - Powiedziała  Alexa, mrużąc swoje szmaragdowe oczy.
-Nie! Al, nie to chciałem powiedzieć! - Tłumaczył się Max.
-Wy też tak uważacie? - Padło kolejne pytanie ze strony wampirzycy. W pokoju nastała pełna napięcia cisza. -Tak myślałam.
    Alexa wybiegła z domu, starając nie zalać się łzami. Zignorowała krzyki Nathana, które słyszała nawet w głębi lasu. A więc mnie kocha?, pomyślała, siadając na omszałym pniu. Myśli pochłonęły ją tak bardzo, że nie zauważyła siedzącego nieopodal chłopaka. ten natomiast wstał i podszedł do wampirzycy.
-Hej, wszystko w porządku? - Zapytał z nikłym uśmiechem. Wyglądał na inteligentnego.
-Tak, już okay. - Odpowiedziała Al, unosząc głowę. - A z tobą jak?
-Bywało lepiej. - W ciemności zabłysnęły jego szare oczy. - Jestem Conor.
-Alexa. - Podali sobie ręce i uśmiechnęli się do siebie.
-Też już nie wytrzymałaś, prawda? - Zapytał Conor, siadając obok Al.
-Można tak powiedzieć. Musiałam przemyśleci kilka spraw.
-To tak jak ja... Niekiedy problemy zbytnio mnie przytłaczają.
-Jesteś wampirem, prawda? - Po chwili milczenia wampirzyca zdecydowała się na ryzykowne pytanie.
-Tak.. Już prawie rok.... - Westchnął Conor, ruchem ręki oświetlając teren wokół nich. - A oto moja moc. - Dodał po chwili.
-Moc światła to rzadkość! - Powiedziała Al tonem znawcy.
-Czy ja wiem? W każdym razie, bardzo ją lubię. Alexo, wybacz mi, ale muszę się zmywać.. Nie chcę, byś miała na głowie bandę moich kumpli.
-Miło było cię poznać, Conor. - Wampirzyca uśmiechnęła się do niego.
-Mnie również. Jakbyś chciała pogadać, daj znać. - Wampir podał jej mały zwitek papieru, a następnie się teleportował.
    Alexa została sama, ze łzami w oczach. Sama w głębi lasu, wypełnionego po brzegi magicznymi stworzeniami, typu centaurów.
                                           End of part seven. To be continued... ;)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Part 6. -Każdy ma coś na sumieniu, nawet jeśli twierdzi, że nie.-

    Za drzwiami stał Eric Milton we własnej osobie. Dokładnie tak, jak zapowiedział Alexie w Cardiff. wampirka jednak odruchowo wypowiedziała zaklęcie kamuflażu. Widziała wszystko  z perspektywy lotu ptaka (Ha ha, bez sensu).
-Czego od niej chcesz? - Warknął Jay, blokując przejście.
-Mówiłem, że wrócę. Wtedy jakoś mi ta szmata nie uwierzyła. - Eric próbował wejś do domu, ale McGuiness spokojnie zablokował mu przejście ręką. -Dawajcie mi ją tu!
-Za tę szmatę powinienem cię zabić. - Wtrącił Nathan, wkurzony do granic możliwości.
-Chyba cię pojebało, dziwkarzu. Nie masz żadnego prawa się z nią zobaczyć. - Warknął Tom, stając za Sykesem.
-Dziwkarz? Uuu, Parker się wkurzył! - Zadrwił Milton, szczerząc zęby w szyderczym uśmiechu.
-Jeszcze słowo, a nie wyjdziesz stąd żywy. - Nath próbował się opanować.
-Wyluzuj, chcę pogadać z Alexą!
-O nie, kolego. Nie pozwolę na to! - Wrzasnął Max, nadal tłumiąc w sobie chęć zabicia Erica.
-Bo teraz ci się kuźwa o dziewczynie przypomniało! - Oburzył się Siva.
-Chciałem z nią tylko kurwa pogadać! - Tym razem i Miltonowi puściły nerwy.
-Wynocha! Już! - Tom zamachnął się i przywalił chłopakowi z pięści w twarz. Jay skorzystał z okazji i zamknął drzwi.
-I po gnoju! - Uśmiechnął się spode łba Sykes.
-Dobra robota! - Alexa pojawiła się znienacka z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ha, wiedziałem, że zastosujesz kamuflaż! - Mruknął McGuiness, patrząc Al w oczy. Ten szmaragdowy odcień strasznie go intrygował.
-A co, miałam się rozebrać i do niego pójść? - Zapytała wampirzyca, a reszta zespołu gruchnęła śmiechem.
-Owszem!! - Odparł Jay pół żartem, pół serio i również się roześmiał. Momentalnie atmosfera ociepliła się.
-Macie skaner? - Al rozejrzała się po przedpokoju, a potem kolejno po twarzach chłopaków, a właściwie wampirów z The Wanted.
-Oczywiście. Nath, użyczysz laptopa Alexie? - Zaoferował Siva, wchodząc do salonu i włączając muzykę. -Party hard!! - Wrzasnął.
-Wyłączaj to cieciererecie! - warknął Nathan i wyrwał Sivie pilot z wieży. Przełączał tak długo, aż trafił na Wide Awake Katy Perry.
-Przyniesiesz jej tego laptopa czy nie?! - Wydarł się Jay.
-Idę, idę. - Mister Piekielna Grzywka poprawił włosy i naburmuszony wszedł po schodach.
-Cóż, menopauza! - Zachichotała Alexa, siadając koło Sivy.
-Miałem tego nie słyszeć? - Zapytał ten z szerokim uśmiechem.
-Mogłeś, nie musiałeś. - W tym momencie Sykes wrócił i położył wampirce laptopa na kolanach. Spojrzał na nią przelotnie i wcisnął się między nią, a Kaneswarana.
-Och, ale to słodkie! - Jay udał, że wymiotuje.
-Zamknij się, Pokemonie. - Max zasadził mu sójkę w żebra i McGuiness rzucił się na niego z pięściami.
-Ach, te dzieci! - Westchnął Tom i powlekł się do swojego pokoju.
-Przeskanuję te zdjęcia i wyślę tacie. - Zwróciła się Alexa do Nathana, ignorując bójkę Maxa i Jaya. -Co sądzisz?
-O tym nie pomyślałem. - Przyznał, blednąc.
-Hej, wszystko gra? - Zapytał Siva, który to zauważył.
-Wszystko okay! - Odrzekł Sykes, wracając do zwyczajnego odcienia wampirzej skóry. Al spojrzała na nich dziwnym wzrokiem i przeskanowała zdjęcia.
-Teraz pozostaje tylko wysłać... - Mruknęła sama do siebie, logując się na pocztę. Szybko wpisała adres E-Mail ojca i dodała załączniki.
-Mogę na chwilę? - Odezwał się Nath, odbierając laptopa.
-Nie mam pojęcia, co pod tym napisać. - Westchnęła Styles.
-Każdy ma coś na sumieniu, nawet jeśli twierdzi, że nie. - Powiedział Nathan, wystukując to zdanie na klawiaturze. -Problem z głowy!
-Jesteś genialny. Dziękuję! - Wampirzyca szczerze się ucieszyła i w podzięce cmoknęła Sykesa w policzek. -Wysłałam.
-Super. Masz coś jeszcze do zrobienia, czy...?
-Czy co?
-Max chciał się zemścić na Miltonie. - Mruknął Siva, unosząc wzrok i szczerząc widoczne wampirze kły.
-Chyba sobie kpicie. Mogę wam towarzyszyć, ale tylko pod wpływem zaklęcia kamuflażu. - Oświadczyłą dobitnie Alexa.
-Ja jakoś nie mam ochoty oglądać jego ryja. - Wtrącił Tom, który niespodziewanie pojawił się w salonie.
-Co racja, to racja! - Przytaknął Jay, który wraz z Maxem siedział spokojnie na fotelu.
-Za przystojny to on nie był. - Usta Sykesa wykrzywiły się w grymasie. Zamilkł pod wpływem szmaragdowych oczu Al.
-Lepiej nie pakujcie się w kłopoty. - Zarządziła, wstając z kanapy i wyciągając telefon.
-Alexa ma rację. - Poparł ją Seev.
-Nie wiem jak wy, ale ja mu wpierdolę. - Max założył ręce na piersiach i wbił wzrok w podłogę.
-Max... Lepiej nie. - Al spojrzała na wampira błagalnie.
-Nikomu nie pozwolę nazwać cię suką, rozumiesz? - Odparł cicho.
-Żaden z nas nie pozwoli! - Poprawił go Tom.
-Boże... - Oczy Alexy wypełniły się łzami.
-Tylko się nie rozklejaj! - Ostrzegł ją Nath i objął Al ramieniem. Jay spojrzał na niego błagalnie i opuścił rękę (mówię wam, JAYTHAN is real :D).
-Muszę się przejść. - Mruknął Max i wyszedł z pokoju. Kiedy trzasnęły drzwi, cicho odezwał się Seev.
-Niech idzie, byle nie narobi głupstw.
-Nienawidzę Erica, ale wolałabym, by umarł śmiercią naturalną. - Mruknęła Al, błądząc wzrokiem po ścianach.
-Po co ci ten telefon? - W końcu odezwał się Jay.
-Cholera, kompletnie zapomniałam o SMS-ie. - Stylesówna spojrzała na ekran. Wiadomość z nieznanego numeru.
Ta suka chce mnie zniszczyć. Alexo, jesteś najlepszą córką na świecie. Arthur. x
-Od kogo tym razem? - Zapytał Tom.
-Od taty. Nazwał matkę suką, jak miło.
-Przecież to jest suka. - Stwierdził Sykes, oglądając czubki swoich sneakersów.
-Wyjątkowo się zgodzę. Ach, a tak w ogóle, to kiedy zaczynacie torunee?
-Właśnie miałem cię o to zapytać. - Uśmiechnął się ponuro Parker.
-No więc? - Alexa usiadła na fotelu obok Jaya.
-Torunee zaczynamy od koncertu w Danii, dokładnie od Kopenhagi. Samolot mamy o jedenastej rano. No, wiesz, żeby nie wzbudzić podejrzeń. - Al pokiwała głową i wampir ciągnął dalej.
-Zaczynamy w sobotę. Lecisz z nami?
-Jeśli chcecie... To nie mam nic przeciwko! - Wampirzyca przywołała uśmiech. Woków niej rozpętała się wrzawa. Nathan jako jedyny stał wmurowany, po raz pierwszy ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Jay krzyczał z radości (ekhm, ekhm..), Tom skakał po kanapie, a Siva - chyba darł się wraz z McGuinessem.
-Uspokójcie ADHD!! - Wrzasnęła Alexa i niezauważona wyszła z salonu. Po prostu weszła do sypialni Mistera Piekielnej Grzywki i rzuciła się na łóżko, pogrążona w myślach.
    Tymczasem na dole wampiry rozpoczęły dyskusję.
-Współczuje jej. Ten rozwód ją kiedyś wykończy. - Powiedział Tom.
-Uwierz mi, że takie coś to nic przyjemnego i dla Al, i dla nas. - Powiedział Jay, bawiąc się bransoletkami.
-Wy znowu o tym... Czy wy w ogóle wiecie, że Jess jedzie z nami? - Wtrącił się Nathan.
-Alexa o tym wie? - Zapytał Siva.
-Powiem jej jutro. Jess jest serio miła, nawet jak na wampirzycę.
-Ludzie, a co z Maxem? - Powiedział Jay, spoglądając przez okno.
-On jest w Cardiff. - Oznajmiła Al, która niespodziewanie pojawiła się obok okna. -A to nie wróży niczego dobrego. - Dodała po chwili.
-Jak on go zabije, to nici z trasy... - Parker momentalnie przybrał odcień trupiej bladości.
-Który idzie ze mną? Siva, ty? - Alexa wbiła wzrok w siedzącego nieopodal Kaneswarana.
-Mogę iść. - Wampir rzucił iPhone'a na stolik. Jego przyjaciółka zrobiła to samo ze swoim BlackBerry i po chwili złapali się za ręce.
-Teleportacja łączna, robiłeś to? - Mruknęła ledwo słyszalnym głosem.
-Nigdy, Al. Uważaj, błagam cię. - Seev spojrzał na Stylesównę ze strachem w oczach. Nie zorientował się, że są już w Cardiff.
-Jakoś żyjesz. Teraz trzeba znaleźć Maxa. - Alexa odrzuciła włosy, wypowiadając zaklęcie namierzające.
-On jest u... Erica, prawda?
-Szybko, miałam wizję. - Wampiry znów złapały się za ręce i w mgnieniu oka znaleźli się pod domem Miltonów.
-On tam jest... Jeszcze mu nic nie zrobił. - Szepnął Siva, zaglądając przez okno.
-Musimy go uratować. On nie może zginąć.
-Al... Co ty bredzisz?
-Pospiesz się, wkrótce się dowiesz. - Obydwoje przekradli się bezszelestnie pod oknami i stanęli pod obszernymi, dębowymi drzwiami.
-Na trzy otwieramy, rozumiesz? - Szepnęła Alexa i zaczęła odliczać: -Raz, dwa, TRZY!!
Prawie równocześnie kopnęli w drzwi, które otworzyły się z hukiem. Max odskoczył od bladego Erica.
-Alexa? Siva? - Widok zdumionej miny George'a był bezcenny.
-Nie rób mu nic... To nie Eric... - Wyjąkała Al, odciągając wampira na bezpieczną odległość. Seev natomiast zajął się bladym Miltonem.
 -Nie Eric? W takim razie kto? - Max najwidoczniej odpuścił i z przestrachem w oczach spoglądał na chłopaka.
-To jego brat bliźniak, Edward.. - Powiedziała cicho Alexa, opuszczając głowę.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś?!! - W głosie Maxa dało się wyczuć pretensję.
-Bo nie byłam pewna!! - Wampirzyca uniosła głowę, a w półmroku zalśniły jej szmaragdowe oczy. Była zła.
-Po czym poznałaś, że to nie Eric? - Padło kolejne pytanie.
-Przecież oczy mówią same za siebie.
-Cholera, faktycznie! Seev, Edward żyje?
-Nic mu nie jest. Już wszystko okay. - Oświadczył Kaneswaran cichym głosem.
-Edwardzie... Wybacz mi, pomyliłem cię z Ericem. - Max podszedł do Miltona z wyraźnym zakłopotaniem.
-Jestem wampirem, a on nie, tak trudno to zauważyć? - Zapytał Ed, wstając o własnych siłach.
-Cóż, zauważyłam w porę! - Mruknęła Alexa.
-To jak, wybaczysz mu? - Zapytał Siva.
-Oczywiście. - Wampiry uścisnęły sobie przyjacielsko blade dłonie.
-Na nas już czas. jeszcze raz przepraszam. - Powiedział Max i cała trójka przeniosła się przed dom w Londynie.
-Padam na ryj. Idę spa. - Oznajmił Seev i wszedł najpierw do domu, a później po schodach. Jay, Tom i Nathan już spali.
-Cóż, ja też. Dobranoc. - Al weszła do sypialni Sykesa i prawie od razu położyła się na łóżku. Zasnęła z prędkością światła.
                                                      End of part six. To be continued....


PAMIĘTAJCIE!! CZYTASZ = KOMENTUJESZ :) 10 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ :D