czwartek, 19 lipca 2012

Part 5. -Poznam prawdę, choćby nie wiem co!-

    Właśnie nastał kolejny, pochmurny poranek, jak to w Londynie bywa. Alexa obudziła się z ciężką myślą, że jej życie już nigdy nie będzie takie same. Wielokrotnie próbowała przyzwyczaić się, ale jak na razie głowę zaprzątał jej rozwód. Tylko i wyłącznie to. Nie wierzyła w słowa Margaret o zdradzie ojca.
-Co to, kurwa, ma być? - Mruknęła sama do siebie.
-Stało się coś? - Zapytał Nath, który siedział z laptopem na parapecie.
-Nie... Tak... Nie wierzę, że to mój tata zdradzał matkę. To mi nie daje spokoju. - Odparła Al, związując w kucyk swoje długie włosy.
-Może spróbujesz to wyjaśnić? - Zasugerował Sykes, zawzięcie gwałcąc klawiaturę. Pewnie znowu grał w Diablo III (o loool, odwala mi. xd).
-Wiesz, chyba masz rację. Pomożesz mi? - Wampirka uśmiechnęła się słabo i uniosła brwi. - Mały wypad do Charlotte?
-Dla ciebie wszystko. Jedziemy we dwoje?
-Chciałbyś. - Al puściła do przyjaciela oczko. - Proponuję dla towarzystwa Parkera.
-Może być. - Mister Piekielna Grzywka zamknął laptopa i zeskoczył z parapetu. - Daj mi chwilę, muszę porozmawiać z Jess.
-Okay. Ja idę powiedzieć Tomowi. - Alexa wyszła z pokoju, tym razem wpadając na Maxa.
-Hej, Młoda! - Przywitał się, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Cześć, George. Gdzie Thomas?
-Powinien być w kuchni, wraz z Sivą. A co?
-Muszę coś wyjaśnić. Poznam tą cholerną prawdę, choćby nie wiem co!
-Ten rozwód cię wykończy. Alexo, uważaj na siebie. - Max najwidoczniej się zatroskał.
-Uwierz mi, wszystko będzie dobrze. Nie jestem optymistką, ale ten jeden raz... George, zaufaj damskiej intuicji.
-Trzymam cię za słowo. W takim razie, powodzenia, Młoda!
-Dzięki, Max. - Al uśmiechnęła się delikatnie, ale z dużym trudem i zbiegła po schodach. - Cześć, chłopaki! - Przywitała się, wchodząc do kuchni.
-Cześć!! - Odezwały się trzy zacne głosy: Seeva, Toma i Jaya.
-Parker, musimy pogadać. - Jay spojrzał na nią pytająco. - Później ci powiem, dobrze? - W międzyczasie Alexa złapała Thomasa za rękę i pociągnęła na korytarz.
-O co chodzi? - Wampir oparł się o ścianę.
-Chcę wyjaśnić tą całą sprawę ze zdradą. Pojedziesz ze mną i Nathanem do Evesham?
-Jasne! Tylko czemu akurat mnie i Nath'a spotkał ten zaszczyt?
-Bo wam ufam w stu procentach. - Al przymrużyła szmaragdowe oczy.
-Miło. Jakby coś, wiesz gdzie mnie szukać. - Parker wolnym krokiem wrócił do kuchni.
    Alexa została sama w mrocznym korytarzu. Na ścianach wisiało kilka bohomazów, które w ciemnym świetle angielskiego poranka wyglądały jak potwory z Loch Ness. Po dłuższym namyśle Al wyciągnęła telefon i napisała "długą" wiadomość do dawnej przyjaciółki, Vanessy Conelly.
Hej Van. Co słychać? Strasznie za wami tęsknię, ale tu, w Londynie, jest mi lepiej. ;) O rozwodzie pewnie wiesz.. Może jeszcze jedno pytanie, jak sytuacja u mnie w domu? Buziaki, A. ;*** xx
Wkrótce dostała zacną odpowiedź.
Alexa, skarbie ♥. My też tęsknimy. Co słychać? Hmm, wiesz, jak to w wakacje. ;). O rozwodzie powiedział mi Harry. Sytuacja w domu nieciekawa, ale na pewno lepiej, niż wcześniej. Pozdrowienia od Katie i Dorothy. V. ;***. xx.
Alexa przeczytała wiadomość i wróciła do kuchni.
-To jak, Al, jedziemy? - Zapytał Tom.
-Gdzie?! - Zaciekawił się Siva.
-Muszę wyjaśnić, kto kogo zdradzał. - Odparła Styles, momentalnie pochmurniejąc.
-Mogę jechać z wami? - Padło ciche pytanie ze strony Jaya.
-Wybacz mi, ale nie. - Wampirka zrobiła smutną minkę.
-Wielkie dzięki. - Mruknął obrażony McGuiness.
-Obraziłeś się na mnie? - Pozostałe wampiry w kuchni milczały, przysłuchując się sprzeczce.
-Może. Od kiedy cię to interesuje?
-Jay, odkąd się znamy. Proszę, odpuść... Mam za dużo problemów, a teraz jeszcze to... - W oczach Alexy pojawiły się rzadkie wampirze łzy (zapomniałam o tym napisać w 4. -,-).
-Chodź tu. - McGuiness podszedł do wampirki i przytulił ją.
-No, o to chodziło! - Wzruszył się Seev. Al natomiast wyswobodziła się z objęć przyjaciela.
-Możemy jechać. - Niespodziewanie do kuchni wszedł Sykes, próbujący ułożyć grzywkę.
-Miejmy to już za sobą. - Westchnął Parker i całą trójką wyszli z budynku.
-Oby wszystko się wyjaśniło... - Mruknęła Alexa, siadając na przednim siedzeniu czarnego Audi.
-Taa, oby... - Odparł Nathan i przekręcił kluczyk, odpalając swoje ukochane autko.
    Przez całą drogę jechali w milczeniu. Wprost dało się wyczuć emocje, które kumulowały się w samochodzie. Sytuacja, w której była Al, męczyła zarówno Nathana, jak i Toma czy resztę chłopaków. Napięcie sięgnęło zenitu, kiedy wjechali na podjazd Stylesów.
-Idziesz sama? - Zapytał Mister Piekielna Grzywka, gasząc silnik.
-Powinnam. Trzymajcie kciuki... - Wampirka wysiadła z auta i powoli ruszyła do willi. Pogrzebała w kieszeniach i wyciągnęła kluczyki z przywieszonym napisem "The Wanted". Ku jej zdziwieniu, drzwi były otwarte.
-Dzień dobry, Alexo. - Przywitała ją Charlotte Russel we własnej osobie.
-Witam. Mogłabym z panią porozmawiać?
-Jasne. Może w kuchni? Nie będziemy tu stać, jak jakieś idiotki. - Charlotte poprowadziła Al do obszernego pomieszczenia. Równocześnie usiadły przy stole i Alexa zadała pierwsze pytanie:
-Czy to prawda, że miała pani romans z moim ojcem?
-Że co?!!  W życiu!! Ja mam męża! Hmm... Zobacz to. - Pani Russel wstała i wyciągnęła plik zdjęć. - Proszę.
-Kto to jest? - Szmaragdowe oczy Alexy przybrały rozmiary pięciozłotówek.
-Kochanek twojej matki... Nic więcej nie wiem.
-O mój Boże... Mogę je zatrzymać?
-Jasne, żaden problem. Jesteś sama? - Charlotte opanowała nerwy.
-Nie, z kolegami. Dzięki za zdjęcia, wezmę tylko rzeczy i wracam do Londynu.
-Uważaj na siebie, Alexo.
-Nie obiecuję. Dziękuję pani za wszystko. - Wampirka uśmiechnęła się życzliwie i wyszła z kuchni.
    W jej pokoju wszystko pozostało bez zmian. Ten sam "artystyczny nieład", czyli po ludzku bałagan, plakaty The Wanted na ścianach, porozrzucane płyty i magazyny. Jak można się domyślić, Al  nadal miała sentyment do tych wszystkich rzeczy. Kiedy znalazła zdjęcie całej rodziny, łzy zapiekły ją pod powiekami. Zignorowała je i wyciągnęła torbę na ramię. Wrzuciła tam kilka T-Shirtów, dwie pary dżinsów i ukochaną sukienkę. Później Alexa zgarnęła swoje perfumy i teleportowała się na zewnątrz. Tom stał oparty o maskę, najwidoczniej zdenerwowany.
-Wracamy. Wszystko jasne. - Al stanęła obok Thomasa.
-To znaczy? - Wampir spojrzał na nią pytająco.
-Pogadamy później, dobra?
-Jasne. Jedźmy. - Wampirka usiadła na przednim siedzeniu i wyciągnęła swoje BlackBerry.
Sprawa wyjaśniona. Spotkamy się w sądzie. A. - Wysłała krótkiego SMS-a do Wilkinson.
-Postanowiłam pójść na rozprawę. - Zaczęła Alexa, kiedy wyjechali z podjazdu.
-Naprawdę tego chcesz? - Zapytał Sykes.
-Tak. Matka dostanie rozwód, a wina spadnie na tatę..
-Powiesz w końcu o co chodzi? - Wtrącił się Tom.
-Niech będzie. Zobacz to sobie. - Al podała przyjacielowi plik zdjęć.
-A niech mnie... Kurwa!! - Wymsknęło mu się.
-Pokaż.- Nathan zmarszczył czoło, kiedy Parker podał mu zdjęcia.
-Wiesz może kto to jest? - Padło kolejne pytanie ze strony starszego wampira.
-Właśnie nie.. Muszę pogadać z tatą, on może wiedzieć. To jakiś frajer z jego sfery.
-Za przystojny to on nie jest... - Mruknął Sykes.
-Niedobrze mi, jak widzę tego skurwiela. - Alexa nie szczędziła przekleństw. Zatrzymali się pod domem i jednocześnie wpadli do domu. Zastali tam niepokojącą ciszę.
-Ej, co tu się dzieje? - Zapytał Nathan. Nagle rozległ się huk i zobaczyli lewitującego McGuinessa.
-O, wróciliście! - Pstryknął palcami i stanął na ziemi.
-Gdzie Max? I Seev? - Warknął Tom, widocznie wytrącony z równowagi.
-Tutaj! - Rozległy się głosy wampirów. Wszyscy kolejno odwracali głowy i szukali ich wzrokiem.
-Zaklęcie... Nath, znasz? - Szepnęła Alexa.
-Oczywiście. - Wampir coś mruknął i nagle stanęli przed nimi Siva i Max.
-Nie mam nastroju na żarty. Siadajcie, powiem wam, jak wygląda sytuacja. - Al zachwiała się, ale w porę przytrzymał ją Jay. - Dzięki... - Wszyscy usiedli i wampirka zaczęła:
-Wyszło na to, że to właśnie matka miała romans. - Rzuciła zdjęcia na stół. - Znacie tego gościa?
    Wszyscy milczeli, przeglądając zdjęcia. Po dłuższej chwili odezwał się Siva.
-Cóż, ja go znam. To jakiś polski deweloper, Adam Maroone.
-A niech to locho, teraz wszystko jasne! - Wykrzyknęła Al.
-Jakieś szczegóły? - Poprosił Max.
-Wyjaśniło się, czemu matka tak często wyjeżdżała do Polski! - Rozumowała dalej młoda Stylesówna.
-To w sumie dużo wyjaśnia... - Przyłączył się Seev.
Nagle rozległo się mocne pukanie do drzwi.
-Otworzę. - Jay wstał i ruszył do przedpokoju.
-Witam, nazywam się...
-Tylko nie to!!! - Spanikowała Al. Po chwili zobaczyła ciemność i zniknęła.
Za drzwiami stał....
                                                                         *
Z dedykacją dla :
willow - która razem z Crys mi wpierdoliła :D I tak cię kocham, siostro ;** ♥
Crystal - która grozi usunięciem bloga. Spróbuj, a zabiję! Kocham cię ;** ♥
Aleshy - kochana mama ;** ♥
Wariatki - Ziemniaka - Za dwa zacne komy :D widzisz, policzyłam ten drugi ^^ ;** ♥
Love. - taaak, dla cb też dedyk ;** ♥

                                                 End of part five. To be continued...

poniedziałek, 16 lipca 2012

Part 4. -Elektryczność to zacna moc!-

    Alexa swoim zwyczajem obudziła się nad ranem. U jej boku nie było Mistera Piekielnej Grzywki, co jej całkowicie nie zdziwiło. Już sznurowała trampki, kiedy rozległ się huk i wrzask Sivy.
-No tak, Max i elektryczność. - Mruknęła do siebie i wybiegła z pokoju, centralnie wpadając na McGuinessa.
-Alexo... Przepraszam. - Wyjąkał po chwili, masując czoło.
-Jay, to ty mi wybacz. Zachowałam się jak przedszkolak. - Al unikała wzroku wampira. -Przemyślałam sobie wszystko.
-Obiecasz mi coś? - Zapytał Jay, blednąc.
-To zależy co. Wyczuwam haczyk.
-Obiecaj mi, że już nigdy się nie pokłócimy.
-Never Say Never, mówi ci to coś? - Po raz pierwszy wampirka spojrzała mu w oczy.
-No tak. Może po prostu zgoda? - Zamyślił się McGuiness.
-Zgoda. - Alexa wykrzywiła usta w szczerym uśmiechu i przytuliła wampira. -Chodź na dół, bo Max znów bawił się swoją mocą, a Seev chyba jest ranny. - Jay skinął głową i obydwoje zbiegli po schodach.
-Co tu się kurwa dzieje?! - Wydarł się Tom, który właśnie wszedł do domu. -Max!!
-No co?! - Obruszył się George, mrużąc "groźnie" oczy.
-Gówno. Znowu bawiłeś się mocą? - Zza Toma wyłonił si,ę Nathan, uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Żebyś wiedział. - Wtrącił Seev, wychodząc ze salonu z spaloną koszulką. -Moja ulubiona! - Zajęczał i powlekł się do góry, szurając nogami.
-Chłopaki, a raczej wampirzyska, spokój! Max, nie baw się już tą cholerną elektrycznością, Tom nie wrzeszcz na niego, a ty Nath, mu nie dokuczaj. - Zarządziła Alexa, śmiejąc się. Cała trójka stała jak wryta.
-Al! Przecież elektryczność to zacna moc! - George zrobił smutną minę i wyszedł z kuchni.
-Jaki burdel... Bez skojarzeń! - Mruknęła wampirka, wstawiając szklanki do zmywarki. -Ogarnę tu, a wy... Zajmijcie się czymś.
-Pomożemy ci!! - Zaoferował Tom i zgarnął psie chrupki do pudełka.
-Psie chrupki?! - Wydarł się Nathan.
-Nie wnikam! - Thomas zrobił minę rozpieszczonego dzieciaka i zniknął w drzwiach.
-Chrzanić to. Co macie zamiar dzisiaj robić? - Zapytała Alexa, siadając na blacie stołu.
-Chyba nic, nie wiem jak Nath. - Odparł Jay.
    W tym momencie zadzwonił telefon.
-Sorry, muszę odebrać. - Mruknęła Al, chwytając swoje BlackBerry i wychodząc z pomieszczenia. - Halo?
-Witam, czy rozmawiam z Alexą Styles? - Odezwał się jakiś piskliwy, kobiecy głos.
-A w jakiej sprawie pani dzwoni?
-Jestem prawnikiem twoich rodziców. Margaret Wilkinson.
-Coś nie tak? Mam się martwić? - W tym momencie Młodej zadrżał głos.
-Nie bój się, wszystko w porządku. Chciałam ci tylko przekazać, iż twoi rodzice się rozwodzą. Ja akurat jestem obrońcą Juliette, czyli twojej matki.
-Dlaczego mi pani o tym mówi? - Alexa oparła się o ścianę.
-Ponieważ będą walczyć o prawa do opieki nad tobą i Harrym.
-Dziękuję za informację. Niech pani do niego nie dzwoni, załatwię to sama.
-Jasne. Powodzenia. - Margaret westchnęła. - Trzymaj się, a jakbyś miała problem, dzwoń.
-Oczywiście. Jeszcze raz dziękuję, pani Wilkinson. - Al przerwała połączenie, osuwając się na ziemię. Ukryła twarz w dłoniach i dała upust powstrzymywanym przez całą rozmowę łzom.
-Wszystko gra? -Wychylił głowę z kuchni Mister Piekielna Grzywk.
-Przejebane... - Zaszlochała Alexa, podnosząc wzrok.
-O co chodzi? - Nathan usiadł obok przyjaciółki i otoczył ją ramieniem. - Spokojnie...
-Oni się rozwodzą. Po dwudziestu latach!
-Przykro mi, naprawdę... Kto ci powiedział? - Wampir westchnął.
-Prawniczka mojej matki. Powinnam zadzwonić do Hazzy. - Stylesówna otarła łzy i podniosła się.  - Mógłbyś mnie zostawić samą?
-Jak chcesz. - Sykes również wstał i zniknął w kuchni.
    Natomiast Al drżącymi dłońmi wybrała numer brata. Odebrał ucieszony po czwartym sygnale.
-Alexa! Stało się coś?
-Cześć.. Harry, nie mam dobrych wiadomości....
-Bez owijania! O co chodzi? - W telefonie zapadła cisza.
-Rodzice się rozwodzą. - Wydusiła w końcu Al.
-Kłamiesz!!! To nie jest prawda!! - Znów zapadło milczenie i wampirka usłyszała szloch Hazzy.
-Uspokój się! Nie kłamię, dzwoniła do mnie prawniczka matki.
-No to chuj. Zostaję u Lou, nie mogę tam wrócić. - Powiedział grobowym głosem Styles.
-Teraz słuchaj. Jakby cię wezwali do sądu, pod żadnym pozorem tam nie jedź. Zrozumiano?!
-Zrozumiano. Kiedy się spotkamy? Brakuje mi ciebie..
-Niedługo. Siedź cicho, ma się odbyć bez skandalu. - Odparła stanowczo Alexa.
-Daj znać, kiedy rozprawa, dobrze? - Harry pociągnął nosem.
-Oczywiście. Narka. - Wampirka rozłączyła się i weszła do kuchni. Siedziała tam już cała piątka.
-Jak to przyjął? - Zapytał Seev, podchodząc do Al i kładąc jej rękę na ramieniu.
-Kiepsko. Czuję, że kompletnie się załamał.
-A ty? Jak samopoczucie? - Dopytywał Max.
-Bywało gorzej. Jest w sumie pewna rzecz, która mi nie daje spokoju. - Alexa usiadła na blacie stołu.
-Mianowicie? - Po raz pierwszy odezwał się Tom.
-Żądza... Minimalna, ale zawsze coś.
-Wiedziałem. To na wskutek stresu... Masz, wypij. - Parker podał jej szklankę. Al powąchała i skrzywiła się. - Nie mam zamiaru cię otruć.
-Niech będzie. - Wampirka jednym łykiem opróżniła naczynie.
-To zawsze pomaga! - Potwierdził słowa Thomasa Siva.
-Mam nadzieję. Chłopaki... Jeszcze raz dziękuję. Za wszystko.
-Nie ma za co! - Odparli chórkiem, każdy uśmiechając się pocieszająco.
-Jest, i bez kłótni! - Na twarzy wampirki pojawił się blady uśmiech. Po chwili zawibrował jej telefon.
Rozprawa w czwartek, czyli za tydzień. Lepiej, by was tam nie było. Będzie ostro. Pozdrawiam, Margaret. xxx
-Cholera! - Zaklął Nath, który przeczytał wiadomość razem z przyjaciółką.. - Któryś z twoich rodziców miał romans?
-Sama chciałabym to wiedzieć. - Mruknęła w odpowiedzi.
Dziękuję. Mogłaby mi pani powiedzieć, czy któryś z nich miał romans? To dla mnie ważne. A. xxx 
-Chcesz o tym pogadać? - Szepnął jej na ucho Sykes. Al kiwnęła głową i obydwoje wyszli z kuchni. Przez całą drogę do pokoju milczeli.
-Zaraz się dowiemy, co tu jest grane. - Powiedziała Alexa, siadając na łóżku. Nath zamknął drzwi i usiadł obok.
-Skąd masz pewność? - Zapytał, bawiąc się grzywką (MPG ^^ ♥).
-Sam zobacz! - Wampirka odwróciła telefon.
Nie wiem, czy to potwierdzone, ale to twój ojciec zdradzał Juliette. Z niejaką Charlotte Russel, lat 37, business woman, która dorabiała jako gospodyni. Tyle wiem. xxx
-O w mordę jeża! Znam tę babę!
-Nasza gospodyni. - Dokończyła Al, podnosząc wzrok.
-No to wszystko jasne. - Wampir rozwiązał trampki i położył się.
-To dziwne, że ja czy Hazza nie odkryliśmy tego. Mistrzowie Kamuflażu. - Alexa również zdjęła buty, nadal siedząc i przyglądając się przyjacielowi.
-Fakt. Nie patrz tak na mnie! - Nath uśmiechnął się i odwrócił wzrok.
-Wybacz. Przyzwyczajam się do nowego życia..
-Lepszego życia... -Poprawił ją Sykes.
-Skąd masz pewność, że będzie lepsze? - Padło pytanie retoryczne.
-Nie odpowiem. - Odparł Nathan, wyciągając z kieszeni telefon. -Pierwsza w nocy. - Mruknął.
-Nie żartuj, jest ósma.
-Wiedziałem, że nie dasz się podejść. - Zaśmiał się wampir.
-Nie jestem taka głupia, na jaką wyglądam.
-Nie powiedziałem tego! - Nath usiadł, "przypadkowo" dotykając swoją ręką dłoni Alexy. - Wybacz.
-Nic się nie stało. - Wampirka uśmiechnęła się, delikatnie uwalniając rękę.
-Al.. - Nie dokończył, bo do pokoju wpadł zdenerwowany Tom.
-Jay zniknął. - Oświadczył z kamienną twarzą.
-To moja wina! - Alexa pstryknęła palcami i zniknęła.
    Intuicja  wampirki i tym razem nie zawiodła. Znalazła McGuinessa nad rzeką niedaleko Colchester.
-Jay. Wracaj. - Odezwała się cicho, podchodząc do przyjaciela.
-Daj mi spokój. Muszę sobie wszystko poukładać.
-Jeśli coś ci zrobiłam, to wybacz. - Wampir nadal milczał.
-Dlaczego Nathan przeczytał tego SMSa od Margaret? - Odezwał się po dłuższej chwili, rzucając kamieniem do wody.
-Stał obok mnie. Nie mam nic do ukrycia. Chciałam z kimś o tym pogadać i on był najbliżej. Tyle. - Alexa usiadła na kamieniu.
-Zaraz lżej na sercu. - Westchnął McGuiness.
-Taa, tobie. Martwię się o mamę... Ona tego nie wytrzymie. Ma za słabą psychikę.
-To znaczy? Dowiedziałaś się czegoś? - W końcu Jay odwrócił wzrok od nurtu rzeki i zerknął na Alexę.
-Ojciec zdradzał moją matkę. Z gospodynią.
-Nie uważasz, że to jakiś kiepski żart?
-Myślałam o tym. Nie sądzę, aby Margaret sobie drwiła.
-Boże... Wybacz, nie chciałem tego powiedzieć. Może wróćmy do domu?
-Spokojnie, Jay. Wracamy, reszta jest nieźle wkurzona. - Al podniosła się i wraz z Przyjacielem prezniosła się do domu.
-Wrócili!! - Wykrzyknął Tom, tuląc Jaya.
-Urocze, mogę już rzygać? - Chrząknął znacząco Max.
-Nacieszcie się sobą, ja idę spać. Branoc. - Mruknęła Alexa i zniknęła w pokoju Nathana.
-Dobranoc! - Usłyszała jeszcze zbiorowe pożegnanie przyjaciół.
                                End of part four. To be continued.. ;)