poniedziałek, 31 grudnia 2012

Part 14. -It's our secret, yeah?-

    -Żartujesz, prawda? - W ciemności błysnęły zęby wampirzycy. Stanęła za Nathanem z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-Myślałem, że dasz się nabrać. - Sykes westchnął i po chwili wybuchnął szaleńczym śmiechem. -Tylko ta twoja mina...
-Jaka? - Al spojrzała na przyjaciela jak na idiotę.
-Patrz. - Nath wyciągnął telefon i podświetlił sobie twarz. Usta miał w kształcie litery "o", a oczy rozszerzone do wielkości pięciozłotówek. wampirzyca parsknęła śmiechem i chwyciła dłoń Mistera Piekielnej Grzywki.
-Teleportujmy się, jesteśmy już poza barierą ochronną.
-A co z Sivą, Maxem, Jayem i Tomem? Al? - Stylesówna, jeszcze przed chwilą trzymająca Nathana za rękę zniknęła.
-Tutaj! - Alexa siedziała na pniaku z telefonem, zawzięcie pisząc jakiegoś SMS-a.
-Nigdy więcej tak nie znikaj, błagam cię.
-Nie obiecuję. - Na twarzy wampirzycy pojawił się delikatny uśmiech. - Teraz wracajmy.
-Jak chcesz. - Sykes złapał przyjaciółkę za ręce i przenieśli się do Londynu. Nie wylądowali w willi The Wanted, ale w samym centrum brytyjskiej stolicy.
-Alexo? Czemu akurat tutaj?
-Mam coś do załatwienia. Wracaj do domu, ale nic nie mów chłopakom o propozycji Khamiry. To nasza tajemnica, jasne?
-Jak to pieprzone słońce. Widzimy się w domu? - Nathan poprawił kaptur i uśmiechnął się. Alexa skinęła głową i odwzajemniła uśmiech. Po chwili Sykesa już nie było.
    Al ruszyła chodnikiem, kierując się na High Street. Była to ciemna uliczka, w której bez przeszkód mogła porozmawiać z Jessic Sykes.
-Alexa! - W półmroku wampirzyca dostrzegła drobną postać siostry Nathana.
-Jess! Nareszcie się spotykamy!
-Wybacz, że zniknęłam, ale byłam cholernie wykończona... Mów, co mnie ominęło!
-Ehh... Ja i Nath byliśmy dzisiaj u Khamiry. Dostaliśmy od niej bardzo ciekawą propozycję... - Al była zatroskana.
-U Khamiry? Tej z RLN? - Jess nie ukrywała zdziwienia.
-Dokładnie. Słyszała o naszej akcji z Patt...
-I co? Ukarała was jakoś?
-Nie. Chce, abyśmy zostali tropicielami demonów.
-Nie wierzę w to, co mówisz. Poważnie?!
-Tak. Jess, ja po raz drugi w życiu nie wiem, co mam zrobić. - Al skrzywiła się, kiedy zapaliła się stojąca obok latarnia. To było dziwne, skoro słońce jeszcze nie zaszło. Może to był jakiś znak...?
-Zaskoczyłaś mnie. A co na to Nathaniel?
-Też nie wie, co ma zrobić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wplątał w całą akcję ciebie i resztę zespołu. - Stylesówna westchnęła.
-Mnie? Kłamiesz. - Jessica chciała podskoczyć z radości.
-Jakbym mogła kłamać w takiej sytuacji? - Odparła z oburzeniem Al.
-Nie wiem jak ty, ale ja chcę się tego podjąć.
-A ja wręcz przeciwnie. Boję się.
-Słuchaj, Alexo - Jess zniżyła głos do szeptu. - Spadajmy stąd, ktoś nas podsłuchuje.
-OK. Widzimy się za chwilę u chłopaków. - Wampirzyce mrugnęły do siebie porozumiewawczo i teleportowały się.
    Alexa wylądowała w przedpokoju. Z salonu wydobywały się dzikie wrzaski The Wanted, więc postanowiła tam nie wchodzić i poczekać na Jess. Pech chciał, że akurat Jay wyszedł z pokoju i skierował się na schody.
-Alexa! - Cofnął się przestraszony.
-Aż tak źle wyglądam? - Wampirzyca uniosła brwi i posłała chłopakowi swój firmowy uśmiech.
-Nie, skąd. Myślałem o tobie, a tu nagle łup, ty sobie siedzisz na schodach. - James zawahał się, ale usiadł obok Stylesówny.
-Co przeskrobałeś?
-Nic. Eeeee, Al.. Niechcący słyszałem o propozycji Khamiry...
-Wiem, wyczuwałam cię. Nie martw się, nie skopię ci za to tyłka. - Alexa zaśmiała się krótko.
-Ona nie rzuciła na ciebie żadnej klątwy?
-Jeżeli właśnie dlatego tak się mnie boisz, to powiem ci, że nie rzuciła. - Al ponownie się zaśmiała, a Jay odetchnął z ulgą i objął swoją dziewczynę ramieniem.
-Zaczynam się zachowywać jak idiota. - Mruknął i lekko przywalił sobie w twarz.
-To prawda. Jamesie, na pewno nie narobiłeś głupot? - Tym razem wampirzyca pytała poważnie.
-Już ci mówiłem. Dlaczego miałbym kłamać?
-Nie wiem, co ci mogło wpaść do tej pustej makówki.
-Alexo, wiesz, że cię kocham?
-Ja ciebie też, tylko tak na przyszłość, jak coś przeskrobiesz, to mi powiedz.
-Zapamiętam. - McGuiness pocałował wampirzycę w czoło i wstał. - Idziesz ze mną do durni?
-Nie, czekam na Jess. Coś za długo jej nie ma.. - Al westchnęła i wyciągnęła telefon. - Jakby coś, to mnie nie widziałeś.
-Spoko. - Wampir ruszył z powrotem do salonu. Kiedy zamknął drzwi, Alexa wybrała numer Jessicy. Nie odbierała.
-Cholera. - Zaklęła pod nosem i napisała krótką wiadomość do Nathana:
Twoją siostrę gdzieś wywiało. Powinniśmy jej poszukać!
A gdzie jesteś? - dostała odpowiedź.
Przed domem. Szybciej, chłopie.
    Po chwili przed domem pojawił się Sykes. Minę miał nietęgą.
-Co z nią? - Zapytał cicho.
-Mam pewne przypuszczenie. Kiedy rozmawiałyśmy na High Street, prawdopodobnie podsłuchiwał nas jakiś facet. Czy to możliwe, że on mógł powstrzymać teleportację?
-Nie mam pojęcia.. Nigdy tego nie próbowałem.
-Czyli w tym momencie nie wiemy już niczego.
-Dostałem wiadomość. - Powiedział odkrywczo Nath. Wyciągnął telefon i skrzywił się.
-Nath, wszystko gra? - Alexa  upodobniła się do trupa.
-'Oddajcie mi Stylesównę, a w zamian ja oddam wam Jessicę. Wasz ukochany Eric.' - Przeczytał Sykes i cisnął telefonem o pobliski murek. -Kurwa!
-Jednak dupek powrócił.
-Co z tym wszystkim robimy?
-A co mamy robić? Namierzymy Erica, pojedziemy do niego, ja mu się oddam, a ty weźmiesz Jess. Proste. - Alexa mimo rosnącego strachu uśmiechnęła się.
-Nie zrobisz tego. - Wampir pokręcił z niedowierzaniem głową. - Nikt ci na to nie pozwoli.
-Ej, wszystko gra? - Wychylił się przez okno Siva.
-Chodźcie tu wszyscy! - Odkrzyknął Nath, a Kaneswaran zniknął. Najwidoczniej poszedł po resztę zespołu.
-Co ty do cholery wyprawiasz? - Syknęła Al.
-Ratuję ci życie.
-Musicie się tak wydzierać? - Zapytał Max, wychodząc z domu. Za nim wlekli się kolejno Tom, Jay i Siva.
-Ja muszę, bo on nie rozumie, co do niego mówię! - Odpowiedziała wampirzyca.
-Tak w ogóle, to o co się kłócicie? - Padło pytanie ze strony Toma.
-Alexa chce jechać do Erica i oddać mu się w zamian za Jess. - Wyprzedził przyjaciółkę Mister Piekielna Grzywka.
-Że co? - Jay otworzył usta ze zdumienia.
-To, co słyszałeś. - Odparła cicho Al. Wzrok wbiła w ziemię.
-My ci na to nie pozwolimy! - Powiedział Siva, podchodząc do Stylesówny.
-Zamknijcie się i posłuchajcie. Jak tak dalej pójdzie, to teon frajer ją zabije. Namierzcie Miltona, a ja zacznę gromadzić moc, którą użyję przeciwko niemu. Chyba nie myśleliście, że e tak łatwo się poddam! - Alexa stała z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ja go namierzę! - Zaoferował się Jay, patrząc z dumą na swoją dziewczynę.
-Dzięki. - Wampirzyca pocałowała go w policzek i odeszła w kierunku lasu. Potrzebowała co najmniej piętnastu minut, żeby zgromadzić wystarczająca ilość mocy.
-Jest silniejsza, niż nam się wydawało, prawda? - Odezwał się Tom, spoglądając kolejno na twarze  wszystkich członków The Wanted.
-Prawda. - Przytaknął Max, a reszta tylko pokiwała głowami.
-No, Jay, dziewczyna w sam raz dla ciebie. - Rzucił Nath, siląc się na życzliwość.
-Nathan... Przepraszam.
-To ja powinienem przepraszać ciebie, Jay. Nie byłem zbyt miły ostatnio. Wybaczysz mi, stary?
-Jasne. Czyli... Zgoda?
-Zgoda. - Sykes posłał przyjacielowi szczery uśmiech.
-Namierzyłem Erica w Chelmsford. - Zwrócił się James do Alexy, która od dłuższej chwili przysłuchiwała się rozmowie dwóch wampirów.
-OK. To co, jedziemy wszyscy?
-Tak. - Zespół był zgodny.
-Teleportujemy się tam, żeby nie robić zbytniego zamieszania. O resztę się nie martwcie, już moja w tym głowa. - Alexa uśmiechnęła się słabo.
-Powodzenia. - Mruknął Tom.
                                                 End of part fourten. To be continued... ;]

Oh well, macie rozdziała tak na koniec roku.
Miał być w święta, ale miałam za dużo na głowie, więc jest teraz ;]
W tym nadchodzącym 2013 roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze, spełnienia wszystkich marzeń itd. 
Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze lepszy niż mijający 2012 ;***
Jak rozdział się nie podoba, to przyjmuję to na klatę, a co.
Ahhhhhhh jak ja kocham hejterów. Mrr, mrr, mrr! ♥
JA WAM TYLKO POWIEM TYLE. HATERS GONNA HATE.
Nie bójcie się, nie mam zamiaru się poddawać :)
Dziękuje Wam bardzo za wsparcie, to dla mnie wiele znaczy ♥
No i dziękuje za szokującą liczbę obserwatorów i wyświetlenia, woooooow *.*
Fajnie, że są ludzie, którzy to czytają, serio. ;]
I jeszcze jedno. Wybaczcie mi, że nie komentuję waszych blogów. CZYTAM JE< WIEDZCIE O TYM ;**
Wybaczycie?
Buziaki, Wasza LIV ;*** 

wtorek, 27 listopada 2012

Informacja :)

Podziękujcie anonimowej Kasi :) Otóż zawieszam opowiadanie, nikt mi nie będzie wmawiać, że jestem 11-letnim fangirlsem. Na pewno nie mam tylu lat, jak nie wiesz to skarbie się nie odzywaj ;* Poza tym nie przepadam za Zmierzchem, a to, co napisałam, to tylko wymysł mojej wyobraźni. Jak coś ci nie pasuje, to po co czytasz? Nikt ci nie każe. A takie chamskie komentarze możesz sobie darować. Z jednym się zgodzę - nie nadaję się na bloggerkę. Teraz zastanawiam się, czy warto było zakładać tego bloga... No cóż, przyznam, że trochę się wkurzyłam.
Jeszcze jedno, jak chcesz mnie obrażać, to najpierw się czegoś o mnie dowiedz, a potem hejtuj. AMEN.

Tak w ogóle dziękuje za wszystkie nominacje do Liebster Award :) Sporo ich było, chyba z 10 :O Ja niestety nie wezmę w tym udziału, przepraszam :( Chciałabym was wszystkich nominować, no ale... Już podjęłam decyzję. Nie i koniec. :(

Co do opowiadania, rozdział napiszę BYĆ MOŻE jeszcze w tym roku, ale nie obiecuję. Ja i tak nie mam talentu, prawda Kasiu? :)
Załamałam się. Brak weny, hejty, nauka i takie tam. Ugh.
Może jeszcze wrócę do pisania. Kiedyś.

Haters gonna hate ~ pamiętajcie o tym ;)

Odmeldowuję się, Liv :) x

piątek, 2 listopada 2012

Part 13. -I hope it was just a fucking dream!-

    Było dosyć wcześnie, kiedy Alexa przebudziła się z krzykiem. Miała koszmary, zresztą kolejną noc z rzędu. Jak do tej pory, nie były one zbyt realistyczne. Czasami śniły jej się morza, z których wyłaniały się Inferiusy (trupy), czasami też wielki labirynt bez wyjścia. Tym razem jednak śnił się jej Jay. Jay przywiązany do drewnianego pala, czekający na spalenie. Była to jedna z najokrutniejszych form zabijania wampirów.
    Kiedy Al zauważyła, że znajduje się w londyńskim pokoju Jamesa, szybko wstała i narzuciła bluzę. McGuinessa nie było u jej boku, co było dziwne, w końcu wampir zazwyczaj jej nie opuszczał na krok. Wampirzyca miała czarne myśli. Bez zastanowienia wyszła z pomieszczenia i zbiegła po schodach. W salonie pustka, w kuchni podobnie. W całym domu było cicho, jak makiem zasiał. To świadczyło tylko o jednym - chłopcy mogli wybrać się na polowanie, lub co gorsza - zostali wezwani przed Radę Ludzi Nocy. W Radzie (RLN) zasiadał sam Drakula - tak, ten Drakula, najstarsza wampirzyca, Khamira, która liczyła sobie 696 lat, oraz Irvin - najmłodszy członek, panujący nad wszelakimi mocami. Takie spotkanie z RLN to żadna przyjemność, przeważnie wzywani są ci, którzy nie przestrzegali wampirzego prawa.
    Przeczucia Alexy były trafne, zresztą jak zwykle. Do Transylwanii został wezwany Nath. Z krótkiej wiadomości od Toma zrozumiała tylko tyle, że przenieśli się tam wszyscy, a powrócić mieli równo o północy. Al nie mogła uwierzyć, że nie zabrali jej ze sobą. Była nieziemsko wściekła, a zarazem zżerał ją niepokój. Skoro wezwali Nathana, mogło chodzić tylko i wyłącznie o Patricię. W końcu była demonem, a wampiry raczej unikały kontaktów z nimi. Co dziwne, Alexa i Jess również powinny zostać wezwane, ponieważ i one miały kontakt z Patt. Po chwili z zamyślenia wyciągnął wampirzycę huk. Na środku salonu pojawił się mały, zakapturzony człowieczek.
-Panna Alexa Styles? - Zapytał cienkim głosem.
-We własnej osobie. Jakiś problem? - Al przeszła przez korytarz, zmierzając ku postaci.
-Nazywam się Austin, jestem wysłannikiem RLN. Najwyższa pani, Khamira, chce się z panną zobaczyć.
-Chodzi o tego demona?
-Dowie się panna na miejscu. Za godzinę widzimy się w Transylwanii, w prywatnej komnacie najwyższej pani. Żegnam! - Znów huknęło i mały człowieczek zniknął.
-Podejrzane.. - Mruknęła Alexa sama do siebie i wróciła na górę. Większość jej rzeczy była nadal w pokoju Nathana, więc po chwili namysłu weszła właśnie do jego pomieszczenia.  Pogrzebała w swoich ciuchach, aż wyciągnęła czarne rurki i top. Szybko się przebrała i zawiązała sznurówki czarnych Conversów. Narzuciła też czarną bluzę Sykesa i opuściła pokój. Zostało jej 45 minut... Stresowała się niemiłosiernie, bo czegóż mogła chcieć od niej sama Khamira?
    Po chwili zdecydowała, że przeniesie się do Transylwanii już teraz. Alexa liczyła na to, że zdąży jeszcze pogadać z przyjaciółmi i dowiedzieć się jakichkolwiek szczegółów o wezwaniu Nathana. Odetchnęła głęboko i teleportowała się na wzgórza zamkowe. Transylwania - było to Miejsce Wiecznej Ciemności, czyli panował tam mrok nawet za dnia. Al spojrzała na majaczący w oddali zamek, do którego miała się udać. Do tej pory słyszała tylko legendy, w których była mowa o torturach. Nic przyjemnego.
-Alexa? To ty? - Wtem z mroku wyłonił się Max.
-Max? Tak, to ja! - Al uśmiechnęła się do przyjaciela.
-Co ty tu robisz, jeśli można wiedzieć? - George chwycił wampirzycę za rękę i pociągnął ją w pobliskie krzaki (Bez skojarzeń ^^).
-Zostałam wezwana do Khamiry. Mniejsza z tym, co z Nathanem?
-Jak na chwilę obecną wszystko dobrze, maglują go trzecią godzinę. Na szczęście go nie torturują... - Max usiadł na ziemi i odetchnął.
-Cholera, czyli jednak nie ma tak źle. A gdzie reszta?
-Tutaj. - Z ciemności wyłonił się Tom razem z Sivą.
-A gdzie Jay? - Zadała kolejne pytanie Alexa, rozglądając się wokoło.
-Zniknął przed godziną, nie mam pojęcia co z nim. - Odparł Seev, poprawiając kaptur.
-Mój Boże! - Al wydała z siebie zduszony krzyk.
-Alexo? Co jest? - Zapytał z przestrachem Tom.
-James! Ty idioto! - Wampirzyca wyglądała, jakby mówiła sama do siebie.
-Też cię kocham! - Wszyscy słyszeli głos McGuinessa, ale go nie widzieli. Zaklęcie niewidzialności.
-Która godzina? - Zapytał cicho Max.
-Za kwadrans dwunasta.. Prawie południe.. - Odparła Alexa, w międzyczasie demaskując Jaya.
-Czyli na ciebie już czas?
-Zaraz idę. Jay... Gdybym nie wróciła.. Kocham cię. Jezu, kocham was wszystkich! - Al była bliska płaczu.
-Będzie dobrze, Młoda. Kocham cię. - James pochylił się i delikatnie pocałował swoją wybrankę w usta. Reszta wampirów milczała..
-Na mnie czas. - Wampirzyca wyrwała się z objęć chłopaka i stanęła tuż przy krzakach. - Trzymajcie się.
-To ty się trzymaj. Do zobaczenia. - Pożegnali ją Tom i Max.
-Do zobaczenia. - Alexa przeszła przez krzaki i ruszyła w kierunku kamiennej ścieżki prowadzącej na zamek. Miała 10 minut, kto wie, czy nie ostatnie jej życia...
    Kiedy stanęła przed bramą zamczyska, przeszedł ją dreszcz. Była świadoma, że może tam wejść i już nie wrócić.
-Te, Młoda, czego tu szukasz? - Warknął strażnik stojący przy wejściu. Czarna szata powiewała na wietrze, co sprawiało, że wyglądał strasznie.
-Zostałam wezwana do Khamiry. - Odpowiedziała spokojnie Alexa.
-Wchodź. - Drzwi otworzyły się z hukiem i oczom wampirzycy ukazał się sporych rozmiarów dziedziniec. Tu i ówdzie paliły się pochodnie lub sporych rozmiarów świece.
-Do najwyższej pani musisz iść prosto, później schodami do góry i w lewo. Na pewno trafisz. - Strażnik popchnął ją lekko, aż w końcu Alexa ruszyła w kierunku drzwi prowadzących na schody. Cały czas szła według wskazówek, nie spotykając nikogo po drodze. Wreszcie dotarła pod drewniane drzwi, zapewne prowadzące do komnaty Khamiry.
-Wejdź, Alexo! - Usłyszała donośny głos starszej wampirzycy. Al wzięła głęboki oddech i weszła do pomieszczenia. Było urządzone po staroświecku, na środku stało ogromne łoże z baldachimem, a wokół ścian kilkanaście skrzyni, zapewne wypełnionymi po brzegi dziejami wampirów. Sama Khamira siedziała na jednej z nich. Była to drobna blond wampirzyca, wyglądająca na 35 lat, a nie 696.
-Witaj, Alexo Styles. Chodź, usiądź koło mnie, chciałabym chwilę porozmawiać. - Młoda podeszłą do Khamiry i usiadła na skrzyni obok.
-O czym chciałaby pani ze mną porozmawiać?
-Zaczekaj, Alexo, zaraz przyjdzie tutaj Nathaniel i wszystkiego się dowiesz. - Ku zdziwieniu Al po chwili do komnaty wszedł sam Nathan Sykes. Był odrobinę wystraszony, ale kiedy dostrzegł swoją przyjaciółkę,  uspokoił się.
-Alexo, Nathanielu... Mam dla was pewną propozycję. - Kiedy wampir usiadł, Khamira zaczęła mówić dalej. -Czy zechcielibyście współpracować z nami, czyli RLN? Doszły do nas pogłoski, że ty, Nathanielu, zaatakowałeś demona, a ty, Alexo, go zabiłaś.
-To prawda.. - Przytaknął Sykes, a Al tylko pokiwała głową.
-Skoro to prawda, może byście zostali Łowcami Demonów? Jesteście młodzi, zdolni.. Całe życie przed wami!
-Ja.. Nie wiem, a ty co sądzisz, Nath?
-Nie jestem zbytnio przekonany... Na czym miałoby to polegać?
-Tropicie demona, potem atakujecie i zabijacie.
-Za pomocą magii? - Zapytała Alexa.
-Oczywiste, Alexo. Na początku możecie tropić tylko w Anglii, a jak nabierzecie wprawy, to i w całej Europie.
-Tylko proszę pani.. Nas jest siedmiu.
-Ale jak to? Siedmiu? - Na twarzy Khamiry odmalowało się zdziwienie.
-Moja siostra i przyjaciele.. Oni nam pomogą. - Oświadczył Nathan.
-Im więcej, tym lepiej. Posłuchajcie, mogę dać wam tydzień czasu, namyślicie się i przyślę do was Austina. Dobrze?
-Tak, proszę pani. - Odpowiedzieli zgodnie przyjaciele.
-To tyle, możecie odejść. Żegnajcie! - Khamira pstryknęła palcami i Al wraz z Nathanem znaleźli się tuż przed jakimś bocznym wejściem do zamku.
-Od dzisiaj wierzę w cuda. - Mruknął Nathan, otrzepując spodnie. - Myślałem, że będę martwy!
-Skoro ty wierzysz, to ja też. - Alexa odetchnęła z ulgą i ruszyła wolnym krokiem w kierunku pobliskiego lasu.
-Zastanawiałaś się nad propozycją Khamiry?
-Nie, a ty?
-Też nie. Szczerze, zaczynam żałować, że wplątałem w to resztę.
-I słusznie, takie wyprawy to mega ryzyko. Kiedy im powiemy? - Al szła śladem Nathana z niesamowitą pewnością.
-Może poczekajmy z tym aż do powrotu do Londynu? - Nath w głębi duszy skakał z radości. W końcu wracał w jednym kawałku z Transylwanii!
-Umowa stoi. - Przez kolejne pięć minut szli w milczeniu. Zrobili całkiem spore kółko, usiłując znaleźć resztę zespołu.
-O kurwa..! - Zaklął po chwili Sykes, kiedy zorientował się, w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli.
-Co jest? - Alexa stanęła w miejscu.
-Chyba zabłądziliśmy.
                                        End of part thirteen. To be continued... ;]

 Uff. Napisałam ;D
Szczerze mówiąc, jestem zadowolona. :3
ROZUMIECIE? JESTEM ZADOWOLONA!!
Dedyk dla Tuśki oraz Kasi - kochamkochamkocham ♥ ♥
Och, i dziękuję za te 6000 wyświetleń! Bomba!! :D :D
Mam nadzieję, że i wam się rozdział spodoba.. :P
14 KOMENTARZY = NEXT!!!! 
Odmeldowuję się, Liv :3 xxx

piątek, 19 października 2012

Part 12. -Cause if I had to save someone, I still save you..-

     -Al, powiedz mi, czy ty jesteś szczęśliwa? - Zapytał Nathan, gapiąc się w nurt rzeki. Było południe, a dwójka wampirów wybrała się na spacer nad Wisłę. Od kilku godzin znajdowali się w Warszawie, gdzie The Wanted miało kolejny koncert. Jess postanowiła zabrać resztę bandu na zakupy, aby Nath i Alexa mogli na spokojnie sobie wszystko wyjaśnić.
-Jak bardzo mam być szczera? - Zawiał wiatr i kilka ciemnych kosmyków opadło na twarz wampirzycy.
-Najlepiej do bólu. - Sykes nadal obwiniał się za wydarzenia z ostatniej nocy. Jedynie Al była w stanie wyciągnąć go z dołu.
-Byłam szczęśliwa, ale po twoim wczorajszym numerze.. Już sama nie wiem.
-Dobrze wiesz, że nie chciałem jej nic zrobić. Poniosło mnie.
-Nath, ta Patricia... Nie jestem co do niej przekonana. Wiem, że cię poniosło, nie musisz się tłumaczyć.
-Dlaczego nie jesteś przekonana? - Wampir odwrócił wzrok od rzeki i spojrzał na Alexę.
-Wiesz, cała przemiana... Była trochę dziwna. Jakby.. Demon miał zostać wampirem. To nie jest możliwe, ale.. - Wampirzyca rzuciła kamieniem, który z pluskiem wpadł do wody.
-Zaczekaj, czy ty powiedziałaś demon? - Na twarzy Mistera Piekielnej Grzywki odmalowało się przerażenie, a zarazem zdziwienie.
-Mam takie podejrzenia. - Nastała cisza, a do wody wpadł kolejny kamień.
-Al, powiedz mi, że nie jestem opętany.. - Jęknął po chwili namysłu Nath, spoglądając błagalnie na Alexę. Ta natomiast zamknęła oczy i w pełnym skupieniu zaczęła przeglądać duszę Sykesa. Nie było to dla niej zbyt przyjemne doświadczenie...
-O mój Boże, na szczęście nie jesteś. - Alexa odetchnęła głęboko i posłała do wody kolejny kamień.
-Co ja bym bez ciebie zrobił.. Kamień z serca. - Nathan zadrżał i nerwowo się uśmiechnął.
-Hej, wszystko gra? - Wampirzyca spojrzała na niego z troską. Był już w lepszym stanie, a jego poczucie winy minimalnie zelżało.
-Tak, jest okay. - Nath nie był świadom, iż zabrzmiało to nieszczerze. Znów nastało długie milczenie, aż w końcu Al wyciągnęła z torebki telefon. Kiedy odczytała wiadomość, westchnęła i ukryła twarz w dłoniach. Tom miał podejrzenia..
-Wracamy do hotelu. - Alexa delikatnie szturchnęła Sykesa, zapatrzonego w nurt rzeki.
-Coś się stało? - Zabrzmiało ta jak stwierdzenie, a nie pytanie.
-Dowiesz się w swoim czasie. Teraz teleportujmy się, ale szybko! - Przyjaciele złapali się za ręce i przenieśli się do pokoju hotelowego.
     Pozostała piątka już tam była, wszyscy uśmiechnięci, może z wyjątkiem Toma, który krążył nerwowo po tarasie. Nath przysiadł się do Jaya oglądającego telewizję, a Alexa skierowała się prosto do Parkera. Szklane drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem.
-Ona... Serio jest demonem? - Zapytała Al, opierając się o barierkę.
-Tak mi się wydaje. W mojej wizji ona wróciła. Musimy mieć oko na Sykesa. - Thomas miał nietęgą minę.
-Możemy się spodziewać wszystkiego. W każdym razie, jestem gotowa ją zniszczyć.
-Zrobisz to? - Wampir spojrzał ze zdziwieniem na Al. - Jesteś pewna?
-Jak nigdy dotąd. Tylko mam jedną prośbę... Musicie się zaopiekować Nathanem.
-Właśnie, co z nim?
-Już jest dobrze, chociaż nadal trzeba przy nim uważać na słowa. Więc jak? Przypilnujecie go? - Alexa była zestresowana, ale mimo tego starała się robić dobrą minę do złej gry.
-Oczywiście. - Tom uśmiechnął się pocieszająco, a Al wolnym krokiem ruszyła w kierunku szklanych drzwi. Te rozsunęły się i po chwili wampirzyca znalazła się w pokoju wspólnym. Zastała tam tylko Jaya, zasypiającego na kanapie. Pochyliła się nad nim i wampirzym zwyczajem delikatnie ugryzła go w szyję. McGuiness gwałtownie zamrugał oczami i uśmiechnął się, kiedy dostrzegł pochylającą się nad nim Alexę.
-Och, cześć, piękna. - Przywitał się i usiadł.
-No cześć. - Al usiadła obok. Patrzeli sobie przez chwilę w oczy, aż w końcu James pochylił się i pocałował swoją wybrankę w usta. Wampirzyca zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła go bardziej do siebie. Był to długi, namiętny pocałunek, który mógł wyrażać więcej niż tysiąc słów.
-Witam, gołąbeczki! - Powiedział Max, wchodząc do pokoju. Czar chwili prysł niczym bańka mydlana.
-Siema, George. - Mruknął Jay, odsuwając się od Alexy.
-Tak tylko mówię, pocałunek to nie jest zbrodnia! - Maximillian zaśmiał się krótko i usiadł na fotelu. - Nie krępujcie się!
-Eeee, ja idę poćwiczyć zaklęcia. - Al zmieszana wstała i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do jej pokoju. Do koncertu zostało kilka godzin, a ona nadal nie pomyślała o czarze niszczącym demony.
-Dzięki, Max, a było tak pięknie. - Warknął James, rzucając w przyjaciela poduszką. Ten tylko wyszczerzył się w bezczelnym uśmiechu i włączył telewizor. McGuiness prychnął i poszedł w ślady Stylesówny. Zamierzał wrócić do pokoju i dokończyć piosenkę, którą zaczął pisać dzień przed pojawieniem się Al w jego życiu, ale przez pomyłkę wszedł do niewłaściwego pokoju.
-Oj, wybacz, pomyliłem pokoje. - Speszył się, kiedy odkrył, że wszedł właśnie do pokoju Alexy.
-Nic nie szkodzi. - Wampirzyca uśmiechnęła się. -Jay...
-Tak? - Wampir zamknął drzwi i podszedł do łóżka Al.
-Wiesz.. Chyba nam coś przerwano.
-Aż tak ci na mnie zależy? - Jay położył się obok z szerokim uśmiechem na twarzy. -Wiesz, zawsze można do tego wrócić..
-Zależy mi, a tobie najwidoczniej nie.
-Weź nie opowiadaj bzdur. Ja cię kocham.
-Wiesz, że to poważne wyznanie?
-Wiem. - McGuiness odwrócił się do Al i pocałował ją. Wampirzyca przejęła kontrolę i wpiła się w jego usta. Nie minęła minuta, a Jay już znajdował się nad Alexą i całował ją po szyi. [notka ode mnie: Jay był pierwszym chłopakiem Al, więc wampirzyca nie miała doświadczenia w tych sprawach.. ;p]
Ostatecznie do poważniejszej sytuacji nie doszło...
-Jamiesie, przestań. Przestań! - Wampir zrobił smutną minę i usiadł obok.
-Jestem okropny, wiem.
-Siedź przez chwilę cicho.. Tu jest Patricia!
-Coo.?!! - Jay prawie krzyknął. kiedy Al w porę przytkała mu usta. Za ścianą toczyła się niezła wymiana zdań pomiędzy Sykesem a Hayesówną.
-Wiesz co? Jesteś beznadziejny. Nie umiesz dochować tajemnicy.
-Posłuchaj, nie wiem, czego ode mnie chcesz. - Nath był zły.
-Zniszcz tą chrzanioną Alexę, jasne?
-A co, jeśli tego nie zrobię?
-Wtedy spłoniesz na stosie jak ostatni frajer.
-Staroświecka jesteś, wiesz?
-Zamknij się, bo inaczej zrobię ci krzywdę, a twoja perfekcyjna buźka już nie będzie taka sama.
-Nie mogę dłużej tego słuchać. Idę do nich. - Alexa zerwała się z łóżka i wybiegła z pokoju, zostawiając zaszokowanego Jaya. Stanęła pod drzwiami i próbowała przypomnieć sobie jakieś zaklęcie.
    Kiedy w końcu ją olśniło, nie zawahała się ani chwili dłużej i wparowała do środka. Jak się okazało, w samą porę. Patricia stała naprzeciw Nathana, próbując wymusić na nim jakąś szatańską obietnicę.
-Zostaw go. - Odezwała się Al, mierząc dziewczynę wzrokim.
-Och, witaj Alexo, miło cię znów widzieć.
-Nie wysilaj się, błagam. Słuchaj, bo ja mam do ciebie sprawę...
-Tak? - Patt zamarła w bezruchu ze zdziwnieniem na twarzy.
-Wiesz.. - Huknęło, błysnęło czerwone światło, a na miejscu Patricii została tylko kupka złotawego popiołu.
-Avada Kedavra i po demonie! - Al otrzepała ręce, a popiół zniknął. Jedynie Nathan nadal stał jak wryty.
-Co... Jak? Alexo!
-No co? - Wampirzyca odwróciła się do niego z beztroskim uśmiechem na twarzy. Z jej oczu można było wyczytać, że ten czyn był dla niej przyjemnością.
-Ale jak.. jak ty to zrobiłaś? - Sykes przyglądał się Al z rozszerzonymi ze zdumienia ustami.
-Zaklęcie niewerbalne, to już wyższa szkoła jazdy! - Zachichotała i podeszłą do przyjaciela. - Teraz możesz spokojnie przygotowywać się do koncertu. Polskie fanki bardzo na was liczą.
-Nie wiem, jak mam ci dziękować. To, co zrobiłaś, było niesamowite...
-Przestań, przecież byłeś bliski do opętania. Ja tego tak nie mogłam zostawić.
-Mam u ciebie dług, Alexo. - Nath wyciągnął z torby swojego ukochanego full capa w gwiazdki i założył go.
-Żaden dług, potraktuj to jako przyjacielską przysługę. - Alexa zrobiła krok w kierunku drzwi. - Wszystko się ułoży, zobaczysz.
-Chciałbym...
-A kto by nie chciał? - Wampirzyca zaśmiała się krótko i wyszła z pokoju. Bez namysłu przeszła przez wąski korytarz, próbując dostać się do najmniejszego apartamentu należącego do Jamesa. Kiedy otworzyła drzwi, zastała swojego chłopaka leżącego na łóżku i tępo wpatrującego w sufit. Miał doła.
-Hej.. Wszystko w porządku? - Zapytała z troską, siadając obok.
-Wiesz co? mam wrażenie, jakbyś interesowała się Nathanem bardziej niż mną.
-A ja czasami mam wrażenie, że zakochałam się w najgłupszym wampirze na świecie. Szczerość za szczerość!
-Alexo, ja cię kocham. Seryjnie.
-Jay, mówiłeś mi to już. ja ciebie też.
-To powiem jeszcze raz: Kocham cię, Alexo Styles. - James usiadł i objął Młodą ramieniem.
-Ekhm, za godzinę koncert, zbieraj się. - Wampirzyca delikatnie uwolniła się z jego uścisku i wstała.
-Niech ci będzie, ale następnym razem się nie wymigasz. - McGuiness puścił do Al oczko i zdjął koszulkę (AWH :333).
-Jasne, jasne. - Stylesówna wyszła z pokoju. Wraz z Jess jechały na stadion wcześniej, niż reszta zespołu. Miały otoczyć go zaklęciami ochronnymi, tak na wszelki wypadek. Nikt nie chciał, by powtórzyła się historia z demonem Patricią.
    Koncert był fantastyczny. Polskie fanki znały wszystkie piosenki, więc śpiewały razem z chłopakami. Największym hitem wieczoru było brawurowe wykonanie CTS, jak i ich pierwszy singiel ATL. Jak później zgodnie stwierdzili, polska publiczność była najlepszą, jaką spotkali do tej pory.
                                           End of part twelve. To be continued... ;]

  Przepraszam. Przepraszam Przepraszam. Przepraszam. Wybaczycie mi?
To, że tak długo nie pisałam, i to, że jest beznadziejnie...
Za dużo Jaylexy.. Przesadzam i tyle. Masakryczna porażka. MASAKRYCZNA.
To tyle, oceniajcie moją beznadzieję w komach. AMEN. ;)
Do następnego, LIV xxxx



sobota, 15 września 2012

Part 11. -I will never say never... I will fight!-

    Alexa i Jess uklęknęły przy nieruchomej Patt. Wcześniej nie miały okazji dobrze jej się przyjrzeć - obydwie stwierdziły, że to jedna z najładniejszych fanek TW. W porównaniu z innymi, Patricia była aniołem... Przez głupotę Sykesa mogła stracić życie, lub zyskać inne, mianowicie wampirze. Zadaniem przyjaciółek było nie dopuścić do tej drugiej opcji. Dlaczego? Gdyż nowonarodzony wampir, a w tym przypadku wampirzyca, po dłuższym czasie zaczynał nienawidzić osoby, która go (lub ją) przemieniła. W tym wypadku Nathan znalazłby się w niezłych tarapatach.. Wracając do Al i Jess - akcja nie była taka łatwa, jak im się wydawało. Najgorszą część miały już za sobą.. Wampirzyce pochylały się nad Patricią, a srebrzyste łzy spływały po ich bladych policzkach. Minęło sporo czasu, zanim Hayes poruszyła się. Ot, lekkie drgnięcie palca, które tak wiele mogło znaczyć.
-Al? Al, ona się ruszyła! - Wyszeptała ciągle zalana łzami Jessica.
-Przecież Patt oddycha! - Alexa blado się uśmiechnęła. Po chwili dziewczyna otworzyła oczy i z trudem usiłowała się podnieść. Na szczęście młoda Sykesówna w porę ją przytrzymała.
-Gdzie... Gdzie ja jestem? - Zapytała Patricia normalnym głosem.
-W Berlinie.. Jak się czujesz? - Al stanęła obok ciemnowłosej Hayes i uśmiechnęła się.
-Jakbym... Dostała tłuczkiem w głowę. - Ohoho, fanka Harry'ego Pottera.
-Pamiętasz coś? Koncert? Cokolwiek z dnia dzisiejszego? - Padały kolejne pytania szmaragdowookiej wampirzycy.
-Tak, koncert pamiętam, ale dalej.. Kompletna pustka.
-Al, czyli udało się! - Powiedziała rozradowana Jess. Widać było, że dała z siebie wszystko.
-A tak w ogóle, kim jesteście? - Tym razem zapytała Hayes.
-Ja jestem Alexa, a to Jess.
-Pamiętam... Byłyście na koncercie, prawda? A ty, Jess, jesteś siostrą Nathana?
-Tak, jestem siostrą Nathaniela. - Potwierdziła blond wampirzyca. Nadal była wściekła na swojego brata, to oczywiste.
-Mam dzwonić po chłopaków? - Zapytała cicho Alexa.
-Dzwoń. - Al przeszła przez pokój i zniknęła w łazience. Natomiast między Patt, a Jess nastało milczenie.
-No cóż, chyba na mnie czas. - Patricia zerknęła na zegarek. - Za dwie godziny mam samolot do UK.
-Zostań jeszcze na chwilę.. Dobrze?
-Dlaczego miałabym to zrobić?
-Chociażby dla Nathana. - Jessica uśmiechnęła się. Wiedziała, że to ją złamie.
-Dziesięć minut mnie nie zbawi. Gdzie on jest?
-Zaraz przyjdą... Tylko ostrzegam, Max mówił, że z Nathem jest kiepsko. - Wtrąciła Alexa, wychodząc z łazienki. Na jej ustach błąkał się ironiczny uśmiech - widać słyszała całą ich rozmowę.
-Kiepsko? To znaczy? - Dopytywała się Hayes.
-Wybacz, ale... - Stylesówna nie dokończyła, bo do pokoju wpadł Jay, a za nim Tom.
-Al, i jak? Żyje? - Od razu zapytał Parker.
-Żyję! - Potwierdziła Patricia.
-Boże, dziewczyny, jesteście wielkie.- Jay odetchnął z ulgą i przytulił Alexę.
-A gdzie Nathaniel? - Zapytała Jess.
-Idzie z Sivą i Maxem. Nie jest z nim dobrze, ma totalnego doła.. - Odpowiedział Thomas, bacznie przyglądając się Patt.
-Może lepiej by było, jakbyś już poszła? - Zmieniła swoją poprzednią decyzję Sykesówna.
-Też tak myślę. No cóż, dzięki za uratowanie mi życia.. Miło było mi was poznać. - Hayes uśmiechnęła się i wstała. W głębi duszy była jednak nieziemsko przygnębiona..
-Nam również! - Odparła zgodnie pozostała czwórka.
-To do zobaczenia za kilka tygodni w Londynie! - Dziewczyna po raz ostatni obrzuciła spojrzeniem pokój i wyszła, cicho zamykając drzwi. Zrobiło się nieprawdopodobnie cicho.
-I jak? Długo się męczyłyście? - Odezwał się w końcu James.
-Zajęło nam to więcej czasu, niż się spodziewałyśmy, szczerze mówiąc. - Odparła Alexa, siadając na łóżku. Spojrzała na Jaya i cicho westchnęła.
-Jestem z was dumny! - Oświadczył Tom, bawiąc się swoim telefonem.
-Thomas Anthony Parker jest z nas dumny, słyszałaś to Al? - Powiedziała Jess, spacerując nerwowo po pokoju. Niespodziewanie do pokoju wszedł Max, a za nim Siva podtrzymujący Nathana. Al nie wytrzymała długo i zerwała się, podchodząc do Sykesa.
-Ty tępy idioto, chciałeś ją zabić? - Zapytała cicho.
-Nie. Przytuliła mnie i poczułem krew... Wtedy byłem niesamowicie wściekły... I mnie poniosło. Przepraszam, Al. Wiem, ile poświęciłaś, ratując życie Patricii.
-Nie, nie przepraszaj. Ty nie masz za co. Gdyby nie ja, durna Alexa Styles, wszystko byłoby w porządku. Możecie mówić, co chcecie, ale ja wiem, że to wszystko moja wina. Tylko i wyłącznie. - Al niespodziewanie przeniosła się na środek pokoju.
-Nie masz prawa tak mówić, rozumiesz?! - Krzyknął Jay.
-Dlaczego tak sądzisz? - Alexa spojrzała na swojego chłopaka. Reszta milczała.
-Tam, gdzie mnie nie ma, wszystko jest w porządku. Ale jeżeli ja postawię tam nogę, zaczynają się tarapaty. Myślę, że powinnam zniknąć z waszego życia. Na zawsze.
-Alexo, teraz ty posłuchaj. To nie była ani twoja wina, ani Nathana. Żadnego z nas. Żądza jest stworzona tylko po to, aby zapanować nad wampirzym umysłem. Nie możemy nic z tym zrobić.. Aha, i obawiam się, że ciebie właśnie dopadła. - Powiedział spokojnie Siva.
-Wcale, że nie! - Syknęła w odpowiedzi Al.
-Zgadzam się z Sivą, żądza na horyzoncie! - Przytaknął Max.
-Alexo, daj spokój. Jesteś silniejsza, niż ci się wydaje. - Kaneswaran podszedł do wampirzycy i położył jej rękę na ramieniu. - Rozumiesz?
-Siva, nie musisz kłamać, prawda mnie nie zabije. - Oświadczyła cicho Alexa. Odrzuciła włosy i zrobiła krok w kierunku drzwi.
-Ale on nie kłamie. Alexo, co ci to da, że odejdziesz? - Zapytał Jay, wstając i podchodząc do Stylesówny.
-Mi nic... Ale wy będziecie bezpieczni. Tylko o to mi chodzi.
-Jak ty odejdziesz, to ja też.
-I ja zrobię to samo! - Przytaknął Nath.
-Szantaż? - Wampirzyca przekrzywiła głowę i spojrzała w oczy stojącego naprzeciw McGuinessa. Był zawiedziony, i to bardzo.
-Nigdzie nikt nie idzie, jasne? - Jess jednym ruchem zamknęła drzwi.
-Sami tego chcieliście. - Al przeniosła się na łóżko i najzwyczajniej w świecie się rozpłakała. Była tak wykończona, że zaczynała majaczyć. Po chwili u jej boku znalazł się Jay. Przytulił ją mocno i pocałował w czoło..
-Dajcie spokój, ona i tak by nie odeszła. - W końcu odezwał się Tom.
-Ona po prostu testuje swoje umiejętności aktorskie? - Powiedział pewnie Max.
-Czytasz mi w myślach! - Oburzył się Parker.
-Ale.. Co?! Nie, to nie jest możliwe! Nie mogę mieć dwóch mocy!
-Możesz, możesz. - Jess usiadła obok George'a i zaczęła mu się przyglądać.
-Jesteś wyjątkowy, zrozum to. - Ku ich zdziwieniu wtrąciła się Alexa.
-A ty masz niewiarygodny talent aktorski, wiesz?
-Wiem, i postanowiłam wystawić was na próbę.
-Zdaliśmy ten egzamin? - Zapytał Tom z przestrachem w głosie.
-Zdaliście. Śpiewająco.
                                   End of part eleven. To be continued... ;)


Macie, taki jakiś lichy ten rozdział, i krótki. Pewnie wszystkich zawiodłam... No cóż.
Nie mam humoru, jestem chora, no i na dodatek wszyscy mnie ignorują. Super. :D
Więc dedyk dla Tuśki ♥ ;**
Mam nadzieję, że nie będziecie za ostrzy i nie skrytykujecie mnie aż tak bardzo. :C
Ale to norma, Zawodząca Liv pozdrawia. ;] BTW co myślicie o nowym wyglądzie? :P
Okay, nie ględzę już. Kocham i do następnego, wasza Liv xxx
PS. 13 komów - nowy rozdział. Przepraszam.





piątek, 7 września 2012

Part 10. -I found you, in the darkest hour.-

    Zapowiadał się kolejny, nudny dzień. Wszyscy byli w kiepskich humorach, niewyspani czy skłóceni. Nawet wtedy, kiedy z busa przenieśli się do jednego z najlepszych hoteli w Berlinie. Alexy i Jess nie było pół dnia, bo postanowiły zwiedzić stolicę Niemiec. Siva gra w jakąś durną gierkę, Nathan komponował kolejny kawałek.. To już jego trzecia piosenka w tym tygodniu. Jay leżał na łóżku, myśląc o wczorajszej scenie z pocałunkiem. A Max i Tom? Niespodziewanie dla wszystkich siedzieli na kanapie i przepraszali się za wszystkie grzechy, nawet te z przeszłości. Widać dobroduszny Thomas postanowił wybaczyć Maximilianowi spalenie książki.
    Kiedy Al i Jess wróciły w świetnych humorach, zastały taki właśnie widok. Stały przez chwilę na progu i przyglądały się tulącym wampirom, próbując powstrzymać wybuch śmiechu. Kolejny dowód, że przyjaźń MOŻE przetrwać wszystko.
-Widać, że nasz bromance znowu razem! - Powiedziała Jessica.
-A tak w ogóle to cześć! - Dodała Alexa, zamykając drzwi.
-Cześć. - Mruknęli kolejno, nie odrywając się od swoich zajęć.
-Al, możesz na sekundkę? - Zapytał Jay i poklepał wolne miejsce na swoim łóżku. Wampirzyca zdjęła szpilki i usiadła obok McGuinessa. Przez chwilę cicho rozmawiali, aż w końcu Alexa zamilkła i z wahaniem skinęła głową. James uśmiechnął się szeroko i wrócił do pozycji leżącej. Nikt nie wiedział, o czym rozmawiali.. Kolejna magiczna sztuczka Alexy.
-Nathan, przejdziemy się? - Zapytała Al wampira wylegującego się na przeciwko. - Musimy pogadać.
-Chodźmy. - Sykes narzucił na siebie bluzę, a wampirzyca założyła Conversy, po czym ramię w ramię wyszli z hotelu. Było późne popołudnie, Berlin tętnił życiem. Przyjaciele udali się do parku i usiedli na oddalonej od innych ławce.
-O co chodzi? - Zapytał Nath po chwili milczenia. Al zignorowała to.
-Będziemy przyjaciółmi, na dobre i na złe?
-Już jesteśmy, nie zapominaj. Do cholery, mów o co chodzi, bo takie naciąganie mnie zabije. - Alexa wzięła głęboki oddech i ze łzami w oczach powiedziała najokrutniejsze dla Nathana słowa.
-Dzisiaj... Dzisiaj zgodziłam się zostać dziewczyną Jaya. Tak, wiem, zawiodłam cię.
-Wiedziałem, że tak będzie. - Sykes też był bliski łez. Bynajmniej nie ukrywał swoich uczuć.
-Będzie kiedykolwiek między nami tak, jak wcześniej?
-Nie wiem... Uwierz mi, chciałbym, i to bardzo. Tylko... To będzie trudne. - Mister Piekielna Grzywka był przybity. - Alexo... Zrobisz coś dla mnie?
-Wszystko... Jeśli tylko mi wybaczysz... - Niedługo powstrzymywane łzy spłynęły po policzkach wampirzycy.
-Pocałuj mnie. Ten ostatni raz. Przecież to nie jest zdrada.
-Nathan...
-Alexo, proszę cię.. - Al odwróciła się i delikatnie pocałowała Sykesa w usta.
-Wybacz mi... - Szepnęła, ukrywając twarz w dłoniach.
-Chodźmy już. - Nath wstał i podał wampirzycy rękę. Ta podniosła głowę chwyciła dłoń przyjaciela. Jej policzki nadal były wilgotne od łez. Kiedy wrócili do hotelu, obydwoje wyglądali, jakby nic się nie stało.
-Nathan, pospiesz się! Zaraz koncert! - Ledwo wampir wszedł do pokoju, to już zaczął poganiać go Siva. W MPG powoli rodziła się żądza. Jedna z tych najokrutniejszych, która potrafiła zapanować nad ciałem i umysłem wampira. W takich przypadkach zazwyczaj ginęło kilkoro ludzi, jeśli nie kilkadziesiąt. Sykes tylko syknął (XD) ostrzegawczo na przyjaciela i zajął się układaniem swojej grzywki.
    Koncert był znakomity, zresztą tak, jak każdy. Zespół dał z siebie sto procent, a niemiecka publiczność była wspaniała. Kiedy postanowili zaśpiewać Heart Vacancy dla pięciu wybranych fanek, tłum dziewczyn wręcz oszalał. Każda w końcu chciała być tam, z chłopakami na scenie, nie ma się co dziwić.
    Jay wybrał sobie długowłosą blondynkę o niebieskich, uśmiechniętych oczach, która miała na imię Melissa, Siva wyciągnął z tłumu rudowłosą Angelę, Max szarooką Ann, Tom długonogą Emmę, która całkowicie go oczarowała, a Nathan zielonooką brunetkę o imieniu Patricia. Ta ostatnia do złudzenia przypominała Alexę. Oczywiście nie odbyło się bez coverów, takich jak Paradise czy  Fix You  (Podobnie, jak w poprzedniej części.). Nath po zamianie kilku słów z Patt  najwidoczniej się rozchmurzył, a reszcie zespołu przez cały koncert uśmiech nie schodził z twarzy. Wrócili do hotelu w świetnych humorach, po czym na prośbę Jaya zasiedli w obszernym "salonie".
-No gadaj wreszcie, o co chodzi! - Marudził Tom, zawzięcie z kimś SMS-ując. Wszyscy wiedzieli, że z Emmą.
-Ja i Al jesteśmy razem. - Wydukał po chwili namysłu McGuiness.
-Szczęścia! - Uśmiechnęła się szeroko Jess.
-Dzięki. - Alexa wyszczerzyła zęby w nikłym uśmiechu. W międzyczasie na ich widoku teleportował się Nathan.
-Kurwa! - Zaklął Jay, wypowiadając jedno z tych skomplikowanych zaklęć namierzających. Bez skutku.
-On narobi głupstw! - Mruknął ostrzegawczo Tom. On i ten jego dar przewidywania przyszłości..
-Nie mogę go znaleźć! - Krzyknęła spanikowana Alexa.
-Spokojnie, Al. - McGuiness podszedł do swojej dziewczyny i otoczył ją ramieniem. Płakała.
-Do cholery, nie możemy stać jak jakieś cioty, musimy go znaleźć! Dopadła go żądza! - Jess też była bliska płaczu.
-Inaczej skończy się to źle dla jakiejś bezbronnej istoty. - Dodał złowieszczo Siva. Sykes był nieprzewidywalny.
    Tymczasem Nathan szedł jakąś boczną ulicą, próbując opanować miotające nim uczucia. Żądza, do tego był wściekły a zarazem zrozpaczony. Nie zauważył też idącej z naprzeciwka ciemnowłosej dziewczyny.
-Nathan? To ty? - Zapytała Patricia, zagradzając wampirowi drogę.
-Patt? Och, nie zauważyłem cię. - Sykes uśmiechnął się sztucznie.
-Coś się stało? - Padło kolejne pytanie i w ciemności błysnęły jasnozielone oczy Hayes.
-Alexa... Została dziewczyną Jaya. Kurwa, kochałem ją, a ona mi takie świństwo odstawiła.. Wybacz, nadal ją kocham.
-Boże, tak mi przykro! - Powiedziała Patricia i przytuliła Nathana. Kiedy wampir poczuł bicie jej serca oraz tętniącą w żyłach krew, nie wytrzymał. Bezlitośnie wpił się w nią swoimi kłami. Dziewczyna niepokojąco zesztywniała, po czym zrobiła się na wpół sina, na wpół blada. Nim do Nathana dotarło, co właściwie zrobił, oczy Hayes były czarne jak węgiel. Nie oddychała ani nie poruszała się. Wyglądało na to, że Sykes przesadził. Zbyt duża dawka wampirzego jadu nie przemieni człowieka w wampira, lecz zabija go.
-Patricio?! Patt!! - Krzyczał zrozpaczony Nath. Nie pomagało. Złapał dziewczynę w talii i teleportował się z powrotem do hotelu. Cała zgraja siedziała podenerwowana na łóżkach.
-Tom, szybko, zrób coś, ona umiera!! - Wydusił z siebie Nathan i delikatnie położył Patricię na podłodze.
-Wybacz mi, Młody.. Nie pomogę, nie mam księgi. - Parker prawie się rozpłakał. W międzyczasie nad ciałem dziewczyny pochylało się coraz więcej wampirzych głów.
-Co ty do kurwy nędzy.. Nathanielu Sykes, czy ciebie pojebało?! - Odważyła się wypowiedzieć Jess.
-Nie panowałem nad sobą, nie rozumiesz tego?! Zrób coś, błagam... - Nathan był bliski łez.
-Trzeba było siedzieć na swoim cholernym tyłku, a nie uciekać, gdzie pieprz rośnie!! Nie pomożemy jej, trzeba czekać!
-Ona nie może umrzeć!!!
-Przykro mi, Nath. Najlepiej będzie, jeśli zostawisz ją na razie pod naszą opieką. Znaczy moją i Jess. - Odezwała się Alexa.
-Co chcesz przez to powiedzieć?
-Mam pewien plan, ale musicie stąd wyjść. Wszyscy, jasne? - Al była opanowana. Wiedziała, co robi, i brała na siebie całą odpowiedzialność.
-Wiem, o co chodzi Al, i zapewniam cię Nathanielu, że jej plan powiedzie się. Za godzinę możemy zacząć podejście numer jeden. - Jess zwracała się do Sykesa "Nathanielu" tylko wtedy, kiedy była na niego niewyobrażalnie wściekła. Czyli tak jak teraz.
-Jesteście pewne, że chcecie to zrobić? - Zapytał Tom, najwidoczniej również znający plan Alexy i Jessicy.
-Będzie nas to kosztować sporo łez.. Ale tak. Ja jestem pewna w stu procentach. - Potwierdziła Al.
-Ja tak samo. - Sykesówna również przytaknęła. Nath stał zdezorientowany na środku pokoju, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Chyba powoli docierało do niego, co zrobił Patricii.
-Nie zabijcie jej. - Szepnął do Alexy. Ta poklepała go delikatnie najpierw po ramieniu, a potem po twarzy. Nath wrócił do siebie. KOLEJNA magiczna sztuczka.
-Proponuję, abyśmy wynieśli się do parku. - Odezwał się Max.
-Ja się podpisuję. - Mruknął Jay, intensywnie przyglądając się Patt.
-W takim razie chodźmy. - Siva i Tom chwycili pod ręce Nathana i wyprowadzili go z pokoju. Za nimi powlekł się Max wraz z McGuinessem. W pokoju nastała cisza.
-Jesteś gotowa? - Zapytała Jess Alexę.
-Jak nigdy w życiu. Powinno nam się udać za pierwszym razem. - Nagle Patricia lekko drgnęła. Serce wróciło do normy, czyli Nathan jej nie zmienił. Jedyną rzeczą, którą mogły ją przywrócić ją do całkowitego życia, były wampirze łzy.
-Posłuchaj mnie teraz, Jess. W ciągu tej niecałej godziny musisz przypomnieć sobie jak najwięcej bolesnych wydarzeń z przeszłości. Im bardziej będzie cię bolało, tym szybciej ona - Al wskazała na Patt - wróci do swojego ciała. Ona jest z nami... Znaczy się jej dusza. Mniejsza z tym, więc mnie rozumiesz?
-Oczywiście. - Jess miała nietęgą minę.
-Zaczynajmy.
                                           End of part ten. To be continued... ;)


Specjalna dedykacja dla @PatriciiaSykes - dziękuję. Naprawdę mi pomogłaś. Gdyby nie ty, nie byłoby tego rozdziału. Dziękuję ♥
Oraz dedykacja dla belli
Rozdział oceńcie sami. Powstał właśnie na podstawie pomysłu Patricii (hehe :D). Liczę na komentarze.. ;) ♥
Rekord to 18 pod ostatnim rozdziałem.. O.o WOW!
Ooooo jaram się ^^ i tym, i IFY (I Found You) ♥ Mega kawałek, dobra robota chłopcy! ♥.♥
Dobra, nie ględzę. Do następnego, wasza LIV :3 xx

sobota, 25 sierpnia 2012

Part 9. -Living the dream, doing the things that I always wanted.-

    Nagle zgasły wszystkie światła i piski fanek ucichły. Jedynym podświetlonym punktem była krawędź sceny, na której stał Siva wraz z Tomem i Maxem. Nathan i Jay gdzieś zniknęli - najwidoczniej próbowali swoimi mocami odnaleźć Alexę. W końcu przemówił George.
-Zanim zaśpiewamy kolejny kawałek, chciałbym coś powiedzieć, a właściwie przeprosić. Alexo, jeśli tu jesteś, wybacz mi moją głupotę. Nie byłem do końca świadom tego, co mówię. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, kocham cię jak własną siostrę. Jeśli mnie słyszysz... Przepraszam.
    Po chwili hala oświetliła się na nowo. Dało się zauważyć nerwowo rozglądające się fanki i błyski fleszy. Alexa stała jak wryta, próbując powstrzymać łzy. Wiedziała, że popełniła błąd, opuszczając The Wanted.
-Kolejnym singlem, który dziś wykonamy, będzie Replace Your Heart. Dedykujemy go właśnie naszej Al. - Powiedział Tom. Śpiewali go bez podkładu.
    Kiedy skończyli, Alexa poczuła na sobie wzrok stojącej obok Jess.
-To ty jesteś Alexa, prawda? - Zapytała blondynka, spoglądając w szmaragdowe oczy Stylesówny.
-To ja... - Przytaknęła, nadal ze łzami w oczach.
-Za kulisy. Szybko. - Jess chwyciła Al za rękę i razem rozpoczęły próbę przedarcia się przez tłum ludzi. The Wanted było w trakcie coveru Paradise. Było ciężko, ale w końcu dotarły pod wejście do garderoby. Jessica pokazała wejściówkę i po chwili znalazły się w obszernym pomieszczeniu. Kręciło się tu i ówdzie kilku ochroniarzy, ale poza nimi nie było żywej duszy. Wampirzyce usiadły na ławie stojącej w rogu pokoju i czekały na koniec koncertu. Zespół wykonał jeszcze Fix You, Gold Forever i Every Teardrop Is A Waterfall. W międzyczasie Al poznała się bliżej z Jess. Siostra Nathana okazała się naprawdę miłą i przyjacielską osóbką. Po dwudziestu minutach Al miała wrażenie, jakby znała ją całe życie.
    Jessica i Alexa były tak pochłonięte rozmową na temat wampirzych mocy, że nie zauważyły, kiedy do garderoby wpadli Max, Jay i Nathan.
-Alexa! - Wrzasnął Max i podbiegł do wampirzycy. ta uniosła głowę i spojrzała najpierw na Maxa, potem na stojących w pobliżu McGuinessa i Sykesa. Po chwili stała i rzuciła się przyjacielowi na szyję.
-Wybacz mi... - Szepnęła.
-Nie mam czego, Al. To jak, zgoda? - Odsunęli się do siebie, a Alexa ze łzami w oczach kiwnęła głową.
-Zabiję cię kiedyś, Młoda! - Odezwał się Jay, podchodząc do Al i Maxa.
-Dobrze wiedzieć, chociaż ze mną nie tak łatwo wygrać. - Wampirzyca zaśmiała się krótko i cmoknęła wampira w policzek. Za nimi rozległo się znaczące chrząknięcie. To był Nathan. Al wywróciła oczami (albo oczyma, nie wiem xD) i podeszła do niego. Nadstawił policzek i uśmiechnął się chytrze. Kiedy Al chciała go pocałować, odwrócił się i zamiast w policzek dostał buziaka w usta.
-Cwaniak! - Wrzasnęła Jess, próbując powstrzymać się od śmiechu. Alexa stała pod ścianą z przymrużonymi oczami, jakby usiłowała zabić Sykesa wzrokiem. Ten natomiast bezczelnie się do niej szczerzył.
-Ze mną się nie przywitasz? - Zapytał Tom, wpadając wraz Sivą do pomieszczenia.
-I ze mną?! - Dodał Seev.
-Chodźcie tu. - Alexa wyściskała przyjaciół i uśmiechnęła się szeroko.
-Wy nawet nie wiecie, jak ja się kurwa cieszę, że Al znów jest z nami. - Westchnął Kaneswaran, siadając obok Jessicy.
-O mój Boże Siva przeklnął!! - Wydarł się Jay. - O mój Boże!!
-Nie ekscytuj się tak, Nygusie. - Mruknął Max.
-Przed halę, do busa. W tej chwili! - Wtrącił się Big Kev. - Szybko, na co liczycie?!
    cała ekipa wyszła przed budynek i władowała się do busa. Jak to po koncercie, panowała atmosfera wypełniona pozytywnymi  emocjami. Ciekawe na jak długo...
-Do cholery gdzie jest moja książka?! Bez niej nie zrobię żadnego eliksiru! - Wydarł się w pewnej chwili Thomas. - Kto mi ją zajebał?!
-Wybacz mi, Eliksirowy Tomie. - Po chwili milczenia przyznał się Max.
-Oj, George, lepiej szybko mu ją oddaj! - Powiedział Siva.
-No bo tego... Ja ją spaliłem. Przypadkowo.
-Że co kurwa zrobiłeś?! - Parker był wściekły.
-Spaliłem. - Powtórzył Max, bliski łez.
-Znowu podpadł! - Mruknęła cicho Alexa do siedzącej obok Jess. Ta zachichotała i na nowo zaczęła przysłuchiwać się awanturze.
-Wiesz, że to było ostatnie wydanie?! Czy ty to do cholery wiesz?!
-Tom, ale to było niechcący... - Jąkał się George.
-A ja cię kurwa miałem za najlepszego przyjaciela. - Westchnął zawiedziony Parker i powlekł się do łóżka. Al momentalnie zrobiło się przykro, ale wiedziała, że chce pobyć sam. No cóż, Tomax się rozpadł.
-Młoda, możemy pogadać? - Zapytał Jay, spoglądając błagalnie na Nathana. Nie zauważył tego, był zbyt zajęty pocieszaniem Maxa.
-Jasne. - Al wstała i weszła za McGuinessem do mini - łazienki. - To o co chodzi?
-Posłuchaj... Nie chcę ci się narzucać...
-Wyduś to, Jay. Ja nie gryzę... Raczej.
-No dobra... Mam u ciebie jakieś szanse? - Wyrecytował jednym tchem.
-Każdy ma. Nigdy nikogo nie przekreślam, uwierz mi.
-Dobrze wiedzieć. - Jay uśmiechnął się do Alexy.
-Jay... A jeśli bym zechciała Nathana, a nie ciebie? - Zapytała wampirzyca po chwili namysłu.
-Pogodziłbym się z tym, w końcu obydwoje jesteście dla mnie ważni. - Odpowiedział bez zająknienia McGuiness, jakby był przygotowany na to pytanie.
-Ty też jesteś mi bliski, z tobą mogę pogadać o wszystkim. tak jak z chłopakami. - Alexa uśmiechnęła się, odsłaniając śnieżnobiałe zęby. Patrzyli sobie w oczy przez kilka minut, aż w końcu Jayprzybliżył się do opartej o ściankę Alexy.
-Mogę...? - Zapytał cicho, nadal wpatrując się w przyjaciółkę.
-To ma zostać między nami. - Odpowiedziała wampirzyca, czytając w myślach McGuinessa. Ten nachylił się i delikatnie pocałował ją w usta. Nie zaprotestowała, po prostu odwzajemniła pocałunek. Alexa zarzuciła ręce na szyję wampira i przyciągnęła  go bardziej do siebie. Całowali się coraz namiętniej i namiętniej... Jay nie był natarczywy, nie protestował, kiedy Al oderwała się od niego. Przytulili się, aż w końcu McGuiness zebrał się w sobie i powiedział:
-Nie jesteś na mnie zła? To było... Fajne.
-Było, było... Nie, nie jestem. Tylko wybij to sobie z głowy, jakby nic się nie stało.
-Dla ciebie wszystko. I zrozumiem, jeśli wybierzesz Nathana.
-Ehhh... Wybaczysz mi, że tak się tobą bawię? Przepraszam cię za to... - Powiedziała cicho Al ze smutkiem w oczach.
-To nie jest proste... Ale tak, wybaczę ci. - Jay westchnął.
-Musisz być naprawdę zakochany, skoro mi to wybaczasz. Jesteś wspaniały.
-Bo to prawda, Al. Kocham cię, jak nikogo innego. - Wampir przytulił Al i pocałował ją w czoło.
-Dobrze, że jesteś. - Szepnęła Alexa, wtulając się w przyjaciela.
-Dobrze, że TY jesteś. Czyli zostaje tak, jak było?
-Powinno, a nawet musi. - Wampirzyca odsunęła się i zrobiła krok w kierunku drzwi. - Wybacz mi.. Po raz ostatni. - Powiedziała i zniknęła we wnętrzu busa, zostawiając Jaya samego. Ten pocałunek tak wiele dla niego znaczył... Kochał Alexę i dlatego pogodził się z jej decyzją. Kochał ją tak, że gotów był oddać dla niej wszystko.
    Tymczasem Alexa wróciła na swoje miejsce obok Jess. Ta spojrzała na nią pytająco.
-Wszystko okay, Jay miał mały problem i chciał się wygadać. - Odpowiedziała na nieme pytanie blond wampirzycy.
-Aha. Mam nadzieję, że już z nim lepiej. Na lotnisku wyglądał, jakby miał jakąś depresję. - Jess skrzywiła się i upiła łyk substytutu krwi.
-O wiele lepiej. Każdemu się zdarza, no cóż. - Westchnęła Al i spojrzała na Nathana. Był pochłonięty rozmową z Sivą. Max natomiast gdzieś zniknął, a Jay prawdopodobnie nadal tkwił w toalecie. (diahfihaskdjioa jak to zabrzmiało hahah xD)
-Masz rację. - Przytaknęła po chwili Sykesówna, związując włosy w koński ogon. - Idę spać, jestem wykończona. Dobranoc! - Pożegnała się i zniknęła w swoim łóżku, przysłoniętym czerwoną zasłonką.
-Dobranoc! - Odpowiedziała pozostała trójka. Po chwili zmył się i Nathan. Alexa została sama, wraz z Sivą.
-Pierwszy raz mamy pogadać w cztery oczy. - Zagadnął wampirzycę, która uśmiechnęła się do niego. - A więc co cię skłoniło do powrotu?
-Tęskniłam za wami. W Nottingham nie wytrzymałabym zbyt długo. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą Al.
-W Nottingham? Czyżbyś była u ojca? - Seev uniósł brwi.
-Byłam u ojca, fakt. raczej niezbyt przyjemna okolica, ale dom jest naprawdę świetny. Prawie taki, jak wasz.
-Powiesz mi, dlaczego chłopaki nie mogli cię namierzyć?
-Na dom rzuciłam zaklęcia ochronne. Nikomu o tym nie  wspominałam, ale to było konieczne. Tam kręci się zbyt wiele wampirzych czubków.
-Yyyy... Okay. - Siva ściszył głos. - Lepiej się zmywajmy, bo Kevin znowu nas ochrzani, a dziś wcale nie ma humoru. - Alexa skinęła głową i oboje ruszyli do łóżek. Do Al należało to nad Jayem, niżej był Nathan, a na samym dole Jess. Z drugiej strony  natomiast na górze spał Tom, później Max, Siva i Big Kev. Martin drzemał na kanapie.
    Alexa długo nie mogła zasnąć. Ciągle męczył ją dylemat - Nathan? A może Jay? Do Nathana czuła coś, czego nie umiała określić słowami. Sytuacja z McGuinessem wyglądała podobnie... Dochodził do tego jeszcze ten magiczny pocałunek w toalecie. Próbując pozbyć się tych myśli, wyciągnęła telefon. Dwie wiadomości, jedna od Leigh, druga od Dorothy. Strasznie długo z nią nie gadała.
Wybacz, że się zmyłam. Nie miałam innego wyjścia. Do zobaczenia wkrótce i mam nadzieję, że się nie gniewasz. Much lovee, Leigh xoxo ~ Tak brzmiała pierwsza wiadomość. Druga natomiast tak:
Alexo, bbe, tęsknię! <3 Musimy się wkrótce spotkać. Musimy!! Buziaki od dziewczyn ;) xxxx
    Przy tym drugim SMS-ie Al prawie się rozpłakała. Tęskniła za przyjaciółkami, i to jeszcze jak. Były dla niej jaki siostry, to im zwierzała się ze wszystkich sekretów. Po prostu im ufała, tak jak Tomowi, Sivie, Nathanowi, Maxowi i Jayowi.
                                         End of part nine. To be continued... ♥
    Oto część dziewiąta :) Co o niej myślicie? Tylko szczerze :P
Tak na początku wybaczcie mi tą całą scenę z pocałunkiem... To nie jest moja mocna strona, opisywanie tego typu rzeczy ;)
Tym razem wyjątkowo bez dedyka... Albo nie... Dedykuję tę część wszystkim, którzy to czytają ♥ To dla mnie cholernie ważne ♥
Przez ten napad weny przegapiłam mecz Barcy i Realu, ale okay ;D Taki jakiś krótki, albo ja schizy jakieś mam O.O Napisałam go przy Here With You i Hey Princess zespołu Allstar Weekend, no i Always Attract You Me At Six. ♥.♥
Jak już pewnie wiecie, za tydzień Hogwart... Rozdziały będą rzadziej, dodam, jak tylko będę miała dostęp do komputera. Trzymajcie kciuki, abym nie zawaliła pierwszego semestru.
A teraz chciałabym podziękować. Znowu :D Wiecie za co? Za 33 obserwatorów oraz 13 komentarzy pod ostatnią częścią ;) DZIĘKUJĘ ♥♥ Kocham Was wszystkich ♥ Witam nowych czytelników i zachęcam do wyrażania swoich opinii w komentarzach albo po prostu do obserwowania. Będę wdzięczna :) Much love, do następnego, Wasza LIV xxx

Z OSTATNIEJ CHWILI : DEDYKACJA DLA NATALKIII ♥
i jeszcze jedna prośba : możecie wpadać i na ten blog? TUTAJ macie link :) proszę i błagam ♥


niedziela, 19 sierpnia 2012

Part 8. -You could fall, hit the wall, You could lose your way...-

    -Boże, Max, to wszystko twoja wina! - Powiedział Nath, który dobre pół godziny chodził tam i z powrotem po pokoju.
-Kuźwa, to nie mój problem, że zrozumiała mnie na opak! - Odpowiedział George, a trzy pary wampirzych oczu zabijały go wzrokiem.
-Jej rzeczy zniknęły. - Powiedział zdyszany Tom, który wrócił z przeglądania wszystkich pokoi.
-Cholera, użyła zaklęcia przywołującego, a ja tego nie wyczułem! - Jęknął Sykes i opadł na fotel. Zapadło długie, pełne napięcia milczenie.
-A weźcie se kurwa dajcie siana, idę jej szukać. - Max wstał i podszedł do okna. Lało jak z cebra, czyli tradycyjna angielska pogoda.
-Posłuchajcie, ona nie jest taka głupia, jak wam się wydaje. Będzie chciała, to wróci, nie - to nie. - Powiedział cicho Nathan, zupełnie spokojny, jedynie oczy miał pełne rozpaczy.
-On ma rację. - Poparł młodszego kolegę Siva.
-Chodźmy spać, nic tu po nas. - Mruknął Jay.
-Ja bym na jej miejscu zrobił tak samo, gdyby ktoś mnie wkurzył. - Powiedział Tom, grzebiąc w kieszeniach. -Patrzcie, co znalazłem. - Wyciągnął skórzaną bransoletkę ze złotymi ćwiekami.
-To Alexy, prawda? - Zapytał Seev, a Parker skinął głową.
-Mogę ją wziąć? - Jay uniósł głowę, a w jego oczach zalśniły łzy.
-Trzymaj. - Thomas podał mu bransoletkę, a McGuiness zacisnął na niej rękę.
-Jay, będzie dobrze, ona wróci. - Poklepał go po ramieniu i zniknął na schodach.

    Tymczasem Alexa powoli dochodziła do siebie. Ściągnęła swoje rzeczy z domu i teleportowała się pod adres ojca, dany jej przez Ryana. Pojawiła się tuż pod domem Arthura w Nottingham. Al postała chwilę przy drzwiach aż w końcu zapukała. Otworzył jej uśmiechnięty ojciec.
-Alexa? - Oczy rozszerzyły mu się do rozmiarów pięciozłotówek. - Wchodź!
-Cześć, tato. - Przywitała się cicho i zdjęła swoje zabłocone Conversy.
-Wszystko w porządku?
-Jasne. Mogę zostać u ciebie do soboty?
-Oczywiście, Al. A teraz mów, co się dzieje.
-Tato, na serio nic. Musiałam... no odpocząć.
-Odpocząć? Od kogo lub od czego?
-No od chłopaków. Wiesz, ta banda, która była ze mną w sądzie.
-Ach, już wiem. The Wanted? - Alexa skinęła głową. - Skąd ty ich wytrzasnęłaś?
-Zaczęło się od Nathana, na lotnisku Heathrow. Ta daam!
-Zrobili ci coś? - Ojciec zmarszczył czoło i poprowadził córkę do salonu.
    Wyglądał podobnie do tego, w którym zazwyczaj przesiadywały wampiry z The Wanted. Na samą myśl Alexie zachciało się płakać.
-Nie, tylko się pokłóciliśmy... Po raz kolejny zachowałam się jak dzieciak.
-Alexo, wiesz, że możesz tu zostać, ile chcesz? - Powiedział cicho Arthur po chwili milczenia.
-Tak... Ale zostaję do soboty. Potem masz mnie z głowy. - Al mrugnęła do taty i uśmiechnęła się ponuro.
-Idź się lepiej połóż, bo zaczynasz bredzić. Po schodach i prawe drzwi.
-Dzięki, tato. W takim razie dobranoc! - Mówiąc to wampirzyca zniknęła na drewnianych szczeblach.
    Pokój, do którego skierował ją ojciec, był niewiele większy od pokoju Nathana. Większość miejsca zajmowało staroświeckie łoże z aksamitnym baldachimem, spływającym gładko prawie do podłogi. Był on w kolorze morskiej toni, ciemnoniebieskim, wręcz granatowym. Obok stała mała nocna szafka, na której paliła się lampka. Na przeciwległej stronie stała obszerna komoda. Alexa rzuciła swoją torbę na łóżko i wyszła na balkon przez szklane drzwi. Padało. Oczywiście jak na wampira przystało, Al nie była mokra, lecz pojaśniała jasnozłotą poświatą. Przez kolejne kilka minut przyglądała się swoim błyszczącym dłoniom. Tego wampirzego atrybutu jeszcze nie odkryła. Alexa rzuciła jeszcze spojrzenie na las i powróciła do pokoju. Rzuciła się na łóżko i wyciągnęła telefon. Trzydzieści nieodebranych połączeń i trzy wiadomości - wszystko od wampirów z The Wanted.
Otworzyła pierwszą wiadomość od Toma:
Daj spokój, wróć. Max to łysa pała, nie wie co mówi. 3maj się, do soboty, mam nadzieję ;)xxx
Natomiast druga, od Maxa, brzmiała tak:
Nie miałem na myśli, że jesteś głupia. Wybacz mi.. Atmosfera grobowa. Daj chociaż znak, że żyjesz. Przepraszam, Max. xx
Trzecia była od Jaya:
Alexo, ty pojebańcu, wracaj, bo zwariuję! Max to dupek, nie przejmuj się nim. Wiedz, że Cię kocham <3 xx
Wiedz, że Cię kocham? - Alexa westchnęła i otarła pojedynczą łzę, która spłynęła po jej policzku. była wykończona i psychicznie, i fizycznie.
              Sobota,  lotnisko Heathrow

    -Gdzie ona jest? - Pytał zdenerwowany Tom. - Zaraz mamy wylot!
-Wiedziałem, że nie przyjdzie. - Powiedział Jay i poprawił ciemne okulary na nosie.
-Tom, nie możesz przewidzieć, czy przyjdzie? - Poprosił Nath, bawiąc się swoją grzywką.
-Nie przyjdzie.. - Powiedział Parker z rezygnacją w głosie.
-Na kogo my właściwie czekamy? - Zapytała niewysoka blondynka o bladej wampirzej cerze, która stała obok Mistera Piekielnej Grzywki.
-Na Alexę. - Odpowiedział cicho Siva. - Chodźmy już.
-Chodźmy.. - Przytaknął Max, który wyglądał jakby go zdjęto z krzyża.
-Jess... - Nathan szturchnął siostrę. - Przepraszam... Al miała lecieć z nami.
-Nie masz za co, bracie. To jej decyzja i musicie to uszanować. Jakoś przeżyję te trzy tygodnie z wami i waszymi rozwrzeszczanymi fankami.
-Nath, Jess, pospieszcie się! - Powiedział do nich Jay. Oboje ruszyli w kierunku bramek.
    Natomiast Alexa przebudziła się i założyła potargane dżinsy i luźny T-Shirt. Wyprostowała włosy, magicznie naładowała telefon i zgarnęła rzeczy do torby. Do koncertu TW w Kopenhadze miała jeszcze sporo czasu, więc zbiegła po schodach, wpadając w kuchni na ojca.
-Alexa! Dzień dobry! - Przywitał ją Arthur z szerokim uśmiechem na twarzy. - Ja wychodzę, a tu masz klucze. Możesz je zatrzymać.
-Dobry, dobry. Ojeju, naprawdę? Dziękuję! - Al uściskała ojca i usiadła przy kontuarze. - Idziesz do biura?
-Tak. Wrócę wieczorem.
-Wtedy mnie już nie będzie.. Więc jeszcze raz dziękuję, Tato.
-Jesteś moją córką, nie masz za co. - Styles uśmiechnął się i ruszył do drzwi. - Do zobaczenia wkrótce!
-Pa tato! - Odpowiedziała Alexa, nim usłyszała trzaśnięcie drzwi.
    Rozejrzała się po kuchni, lecz nie znalazła niczego, czym mogłaby się pożywić. Wyczarowała sobie butelkę krwi i  wypiła ją z sztucznym uśmiechem na twarzy. Było dopiero wpół do dwunastej, a Alexa planowała się przenieść na koncert dopiero o ósmej. Wyciągnęła telefon i zaczęła przeglądać kontakty. Jeden szczególnie przykuł jej uwagę - numer do Leigh Thirlwall. Była to dawno niewidziana przyjaciółka Al, która pochodziła właśnie z Nottingham. W jej głowie powoli rodził się niecny plan...
Cześć, Leigh, tu Alexa. Pamiętasz mnie jeszcze? Mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia - mianowicie mini tortury. Wchodzisz w to? ;D x
Na odpowiedź ze strony koleżanki nie musiała długo czekać.
Zaraz będę u ciebie, złotko ;) xx
Jak napisała, tak zrobiła. Blond włosa Leigh stanęła obok Alexy, nim ta się obejrzała.
-Cześć, Alexo! - Przywitała się, a w jej niebieskich oczach zatańczyły radosne iskierki. Wysoka, smukła i piękna - cała wampirzyca.
-Miło cię znowu widzieć! - Uśmiechnęła się Al i poklepała miejsce obok siebie. - Siadaj.
-Przejdźmy do rzeczy, kogo mamy torturować?
-Kojarzysz Zayna? Tego kumpla Hazzy? - Leigh przytaknęła. - On mnie przemienił... I to w niezbyt delikatny sposób. Chcę mu tylko delikatnie dać popalić.
-Jestem za! To.. co planujesz mu zrobić? - Zapytała Thirlwall.
 -Magiczne tortury, obojętnie jakie. - Alexa odgarnęła włosy z twarzy.
-Namierz go. - Na chwilę zastał cisza.
-Jest w swoim mieszkaniu, w Londynie. - Oświadczyła Al.
-Teraz załatwimy go raz, a porządnie. szybko, do Londynu! - Wampirzyce złapały się za ręce i teleportowały do jednej z londyńskich dzielnic.
-Leigh, ale go nie zabij.
-Oj dobra, dobra. Jest sam, mamy dziś szczęście! - Uśmiech Thirlwall był oszałamiający. - Wchodzimy.
    Dwie smukłe postacie przemknęły po klatkach schodowych wiktoriańskiej kamienicy. Kiedy stanęły pod drzwiami numer 37, Al wypowiedziała zaklęcie otwierająca zamki. Bezszelestnie weszły do mieszkania. Malika zastały w salonie. Spał.
-Zaczynamy zabawę! - Zaśmiała się krótko Leigh i potraktowała wampira silnym wstrząsem. Ten natomiast poderwał się oszołomiony.
-Skurwiel! - Wrzasnęła Alexa i rzuciła na niego zaklęcie samookaleczania. Zayn rzucił się do łazienki po żyletkę i zrobił na ręce pierwszą kreskę, Później kolejną, aż w końcu miał ich dziesięć.
-Dosyć tego, teraz pobawimy się jego wspomnieniami! Oklumencji pewnie nie umie! - Warknęła Thirlwall i weszła w jego umysł. Wampir krzyczał jak opętany.
-Leigh!!! Wystarczy! - Wydarła się Alexa, kiedy Malik przybrał wygląd trupa.
-Teleportuj się! Każda osobno! - Huknęło i wampirzyce zniknęły. Al wylądowała w domu ojca, a po Leigh nie było śladu. Wampirzyca wciąż miała przed oczyma bledszą niż zwykle twarz Zayna.
    Po dłuższym czasie jednak doszła do siebie i chwyciła swoją torbę. Thirlwall jak zniknęła, tak zniknęła.
-Cholera jasna! - Jęknęła i teleportowała się do Kopenhagi. Do koncertu miała jeszcze trochę czasu, więc postanowiła się powłóczyć po mieście.
    Kiedy nadeszła godzina ósma pięć, Al teleportowała się do budynku, w którym odbywał się koncert. Stanęła obok Jess Sykes, która wyjątkowo nie byłą za kulisami. Jako pierwsze TW zaśpiewali Chasing The Sun, później Glad You Came i All Time Low. 
    To, co nastąpiło po ATL, zaszokowało Alexę najbardziej.
                                   End of part eight. To be continued... ;)
Wyjątkowo rozdział dedykowany mojej Vampajerce willow ♥ ♥
No więc jest część ósma... Kompletnie beznadziejna. Zresztą oceńcie to sami. :D
Napisałam go przy Bring Me Down i Czekam w wykonaniu Kasi Gomoły, oraz po półgodzinnym wiszeniu głową w dół i dwóch litrach soku pomarańczowego.
A tak przy okazji chcę wam podziękować - za 24 członków oraz 2700 wyświetleń. ♥ To jest niesamowite ♥
Kocham was wszystkich i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem będzie dziesiątka, która zmotywuje mnie do napisania kolejnej części. ;) Do następnego, wasza LIV ♥



środa, 8 sierpnia 2012

Part 7. -Wszystko się zmieniło. Na dobre.-

    W końcu nadszedł dzień rozprawy. Był to najbardziej nerwowy czwartek, który Alexa przeżyła. Już od bladego świtu krążyła po domu, próbując podjąć decyzję.
    Jednak po długich namowach Toma zdecydowała się pójść. Towarzyszył jej jak zwykle Nathan, no i oczywiście Tom.
    Kiedy podjechali czarnym Audi Sykesa, pod sądem zastali oblężenie fotoreporterów. Wkrótce dotarła pozostała trójka, a wtedy założyli bluzy z kapturami i ciemne okulary. Alexa weszła do budynku prawie nierozpoznana.
-Rozprawa za dziesięć minut. - Powiedziała do przyjaciół, którzy pozajmowali krzesła na korytarzu.
-Denerwujesz się? - Zapytał dziwnie Jay.
-Nie, luz. Po dowodach, które mam, mogę się spodziewać najlepszego. - Oświadczyła spokojnie Al.
-Dzień dobry, Alexo. - Przywitała ją Margaret Wilkinson, która stała za jej plecami. Wampirzyca tylko się odwróciła i zgromiła prawniczkę wzrokiem.
-Witaj, mamo. - Zwróciła się do wysokiej, ciemnowłosej pani Styles.
-Witaj. - Odpowiedziała, po czym minęła córkę ze strachem w oczach.
-Miłą masz matkę, nie ma co! - Powiedział cicho Siva.
-Taa, miłą inaczej. - Odparła Alexa, zerkając niecierpliwie na wyczarowany zegarek.
-Alexa! - Zawołał ktoś z drugiego końca korytarza.
    W ich stronę szedł już Arthur Styles, wraz ze swoim prawnikiem.
-Cześć, tato! - Po raz pierwszy tego dnia wampirzyca uśmiechnęła się, starając dobrze ukryć kły.
-To Ryan, mój prawnik. - Ściszył głos. -A ta banda to kto? - Wskazał podbródkiem na The Wanted.
-To moi koledzy. Wspierają mnie. - Alexa spojrzała przelotnie na piątkę wampirów, po czym dodała: -Można już wchodzić.
-Idziemy, Ryanie. - Po chwili cała trójka zniknęła za obszernymi drzwiami.
-Oby się udało... - Powiedział jak dotąd milczący Sykes, który bawił się swoim nieśmiertelnikiem.
-Pozostaje nam czekać. - Mruknął Max.
-Czekać i trzymać kciuki. - Dodał Jay.
    Ogólnie rozprawa potoczyła się dość szybko. Trwała niecałe półtorej godziny. Alexa sprytnie wykorzystała umiejętność zaklęć niewerbalnych (chyba :D), czyli umiejętność wypowiadania zaklęć w myślach. Jej matka była pod wpływem uroku, który sprawiał, że mówiła tylko prawdę.
    Kiedy przyszła pora zeznań Alexy, wampirka odmówiła ich składania, dając jedynie sędzi zdjęcia, co potwierdziło słowa Juliette.
    Natomiast Margaret siedziała z miną zbitego psa, a Ryan i Arthur mieli z tego nie lada uciechę. W końcu sędzia wydał rozwód z orzeczeniem o winie Juliette Styles. Prawa rodzicielskie otrzymał Arthur.
   Al wyszła z sali z szerokim uśmiechem na twarzy.
-I co, jak poszło? - Zapytał Tom, również uśmiechnięty.
-Tata dostał prawa! - Powiedziała Alexa, próbując powstrzymać łzy. Były to łzy szczęścia.
-Czyli się udało?! - Padło kolejne pytanie, tym razem od nieogarniętego Nathana.
-Taak! - Odparła rozradowana piątka i wyszła z budynku. Nath powlekł się za nimi. Po fotoreporterach nie było już śladu.
-Jadę z Piekielną Grzywką, a wy teleportujcie się. Ale szybko! - Powiedziała wampirzyca, wsiadając do auta. Jak zwykle McGuiness zrobił zbolałą minę, lecz posłusznie się teleportował.
-Dlaczego nie zabrałaś się z nimi? - Zapytał Sykes, wyjeżdżając z parkingu.
-Nie wiem. Tak jakoś.
-A ty czujesz coś do Jaya? - Nath zrobił się nerwowy.
-Może ty najpierw powiesz mi, o co ci chodzi?
-No bo... Ja cię kocham.
-Kłamiesz, prawda? - Zapytała Alexa po chwili milczenia.
-W takich sprawach nigdy nie kłamię.
-Awww, to słodkie. - wampirzyca uśmiechnęła się szczerze, spoglądając na przyjaciela.
-Zresztą, ty pewnie wolisz Nygusa. Och cholera, po co ci to mówiłem! - Jęknął Nathan.
-Nie mów tak. - Znów nastał milczenie. Al słyszała tylko cichy śpiew.
-Everytime you have to leave, can't believe it cuts so deep... It's like a dagger in my heart. Dagger, dagger... Whoah..
-Przestań się dobijać! - Z początku Alexa słuchała go jak zaczarowana, ale jednak długo nie wytrzymała w tym stanie.
-To mi do cholery powiedz prawdę!
-Prawdę? Nie mam ochoty na nowy związek. Tyle.
-Niech ci będzie. A co z Jayem? - Sykes odetchnął.
-Przestań, to jeden z moich pięciu najlepszych przyjaciół.
-Alexo? Obiecasz mi coś?
-Nie składam obietnic, ale mów. - Stylesówna niecierpliwie bawiła się włosami.
-No więc... Yyy... Jak będziesz gotowa, zostaniesz moją dziewczyną?
-Nie mogę ci niczego obiecać. Pożyjemy, zobaczymy. - Al westchnęła, kiedy wjechali na podjazd willi. Wysiedli z auta i ruszyli do drzwi.
    W domu czekała na nich niespodzianka w postaci zarozumiałego Harry'ego Stylesa. Po minach chłopaków wywnioskowali, że mają go dość.
-To już jest kurwa przegięcie. -Mruknął Nath, zachowując powagę.
-Cześć, Al! - Przywitał ją rozradowany jak zwykle Hazza.
-Eee, cześć. czego tu szukasz, jeśli można wiedzieć?
-Chciałem zapytać, jak tam rozprawa.
-Wszystko po mojej myśli. - Alexa mimowolnie się uśmiechnęła.
-Czyli mama dostała prawa? - Pytał Harry z nadzieją w głosie.
-Arthur dostał, debilu. - Syknął Max.
-George, uważaj na słowa. - Odpowiedział nienawistnie Styles.
-Weź lepiej wyjdź. - Powiedziała Al, stając przy wyjściu.
-Na życzenie kochanej siostruni. To od Louisa. - Harry rzucił na stół trzy bilety i ruszył do wyjścia. Wampirzyca zamknęła drzwi i odetchnęła z ulgą.
-Zostawił trzy bilety na koncert w Manchesterze. - Powiedział Tom, wymachując kolorowymi kartonikami.
-Och, zapomniałabym. -Alexa wpadła w trans, a bilety spłonęły w jasnoniebieskich płomieniach.
-Potrafisz więcej, niż myślałem! Świetnie! - Pochwalił przyjaciółkę Max.
-Zapomniałem, że wczoraj przyszedł mój podręcznik do eliksirów. - Powiedział Parker i wszedł po schodach z nieprzytomnym wyrazem na twarzy.
-Tom i ten jego kolorowy świat. - Westchnął jak dotąd milczący Nath.
-Alexo, mogę cię o coś zapytać? - Mruknął zakłopotany Siva.
-Jasne, Seev. Śmiało! - Zachęciła go Al.
-Ile ty właściwie masz lat? - Wypalił po dłuższym namyśle.
-Siedemnaście, za równy miesiąc osiemnaście. - Odparła zgodnie z prawdą wampirzyca.
-Czyli 21 sierpnia? - Zapytał Nathan, a Alexa skinęła głową.
-Jesteś taka młoda! - Zdziwił się Jay. Nagle w jego czerwonych oczach zaszła zmiana. Były koloru jasnego bursztynu. Stylesówna szepnęła coś do Maxa, a ten spojrzał na McGuinessa i najwidoczniej się ucieszył.
-Gratuluję, Jay. Witaj w klubie złotopaczałkowatych. - Zażartował Mister Piekielna Grzywka.
-Złotopaczałkowatych? Ej, to jakiś głupi żart?
-Idź do lustra, a się przekonasz. - Poradziła mu Al. jay podszedł do lusterka wiszącego w przedpokoju i wrzasnął z uciechy.
-Kuźwa nareszcie! - Powiedział uradowany, wracając do salonu.
-Opijamy to? - Zapytał Sykes, wstając i idąc do lodówki. Wyciągnął pięć butelek wypełnionych czerwonym płynem.
-To substytut krwi, prawda? - Zapytała podejrzliwie Alexa, odbierając szklaną butelkę i otwierając ją.
-Tak, jeden z genialnych przepisów naszego Eliksirowego Thomasa. - Przytaknął Siva, rozbawiony nietęgą miną Al.
-Śmiało, nie otrujesz się! - Powiedział Max, który odstawił pustą już butelkę na stół. Wampirzyca zawahała się, ale pociągnęła spory łyk czerwonego płynu. Pod koniec butelki skrzywiła się i odstawiła ją obok pustych.
-Właśnie, Alexo, jak tam po rozwodzie? - Zapytał Jay, ciągle uradowany zmianą koloru oczu.
-Wszystko się zmieniło. Na dobre. - Odpowiedziała Stylesówna, nadal ze skrzywioną miną.
-Nareszcie mówisz z głową! - Powiedział George, który szybko pożałował swoich słów.
-Czyli masz mnie za głupią, tak? Nigdy mnie nie lubiliście. - Powiedziała  Alexa, mrużąc swoje szmaragdowe oczy.
-Nie! Al, nie to chciałem powiedzieć! - Tłumaczył się Max.
-Wy też tak uważacie? - Padło kolejne pytanie ze strony wampirzycy. W pokoju nastała pełna napięcia cisza. -Tak myślałam.
    Alexa wybiegła z domu, starając nie zalać się łzami. Zignorowała krzyki Nathana, które słyszała nawet w głębi lasu. A więc mnie kocha?, pomyślała, siadając na omszałym pniu. Myśli pochłonęły ją tak bardzo, że nie zauważyła siedzącego nieopodal chłopaka. ten natomiast wstał i podszedł do wampirzycy.
-Hej, wszystko w porządku? - Zapytał z nikłym uśmiechem. Wyglądał na inteligentnego.
-Tak, już okay. - Odpowiedziała Al, unosząc głowę. - A z tobą jak?
-Bywało lepiej. - W ciemności zabłysnęły jego szare oczy. - Jestem Conor.
-Alexa. - Podali sobie ręce i uśmiechnęli się do siebie.
-Też już nie wytrzymałaś, prawda? - Zapytał Conor, siadając obok Al.
-Można tak powiedzieć. Musiałam przemyśleci kilka spraw.
-To tak jak ja... Niekiedy problemy zbytnio mnie przytłaczają.
-Jesteś wampirem, prawda? - Po chwili milczenia wampirzyca zdecydowała się na ryzykowne pytanie.
-Tak.. Już prawie rok.... - Westchnął Conor, ruchem ręki oświetlając teren wokół nich. - A oto moja moc. - Dodał po chwili.
-Moc światła to rzadkość! - Powiedziała Al tonem znawcy.
-Czy ja wiem? W każdym razie, bardzo ją lubię. Alexo, wybacz mi, ale muszę się zmywać.. Nie chcę, byś miała na głowie bandę moich kumpli.
-Miło było cię poznać, Conor. - Wampirzyca uśmiechnęła się do niego.
-Mnie również. Jakbyś chciała pogadać, daj znać. - Wampir podał jej mały zwitek papieru, a następnie się teleportował.
    Alexa została sama, ze łzami w oczach. Sama w głębi lasu, wypełnionego po brzegi magicznymi stworzeniami, typu centaurów.
                                           End of part seven. To be continued... ;)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Part 6. -Każdy ma coś na sumieniu, nawet jeśli twierdzi, że nie.-

    Za drzwiami stał Eric Milton we własnej osobie. Dokładnie tak, jak zapowiedział Alexie w Cardiff. wampirka jednak odruchowo wypowiedziała zaklęcie kamuflażu. Widziała wszystko  z perspektywy lotu ptaka (Ha ha, bez sensu).
-Czego od niej chcesz? - Warknął Jay, blokując przejście.
-Mówiłem, że wrócę. Wtedy jakoś mi ta szmata nie uwierzyła. - Eric próbował wejś do domu, ale McGuiness spokojnie zablokował mu przejście ręką. -Dawajcie mi ją tu!
-Za tę szmatę powinienem cię zabić. - Wtrącił Nathan, wkurzony do granic możliwości.
-Chyba cię pojebało, dziwkarzu. Nie masz żadnego prawa się z nią zobaczyć. - Warknął Tom, stając za Sykesem.
-Dziwkarz? Uuu, Parker się wkurzył! - Zadrwił Milton, szczerząc zęby w szyderczym uśmiechu.
-Jeszcze słowo, a nie wyjdziesz stąd żywy. - Nath próbował się opanować.
-Wyluzuj, chcę pogadać z Alexą!
-O nie, kolego. Nie pozwolę na to! - Wrzasnął Max, nadal tłumiąc w sobie chęć zabicia Erica.
-Bo teraz ci się kuźwa o dziewczynie przypomniało! - Oburzył się Siva.
-Chciałem z nią tylko kurwa pogadać! - Tym razem i Miltonowi puściły nerwy.
-Wynocha! Już! - Tom zamachnął się i przywalił chłopakowi z pięści w twarz. Jay skorzystał z okazji i zamknął drzwi.
-I po gnoju! - Uśmiechnął się spode łba Sykes.
-Dobra robota! - Alexa pojawiła się znienacka z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ha, wiedziałem, że zastosujesz kamuflaż! - Mruknął McGuiness, patrząc Al w oczy. Ten szmaragdowy odcień strasznie go intrygował.
-A co, miałam się rozebrać i do niego pójść? - Zapytała wampirzyca, a reszta zespołu gruchnęła śmiechem.
-Owszem!! - Odparł Jay pół żartem, pół serio i również się roześmiał. Momentalnie atmosfera ociepliła się.
-Macie skaner? - Al rozejrzała się po przedpokoju, a potem kolejno po twarzach chłopaków, a właściwie wampirów z The Wanted.
-Oczywiście. Nath, użyczysz laptopa Alexie? - Zaoferował Siva, wchodząc do salonu i włączając muzykę. -Party hard!! - Wrzasnął.
-Wyłączaj to cieciererecie! - warknął Nathan i wyrwał Sivie pilot z wieży. Przełączał tak długo, aż trafił na Wide Awake Katy Perry.
-Przyniesiesz jej tego laptopa czy nie?! - Wydarł się Jay.
-Idę, idę. - Mister Piekielna Grzywka poprawił włosy i naburmuszony wszedł po schodach.
-Cóż, menopauza! - Zachichotała Alexa, siadając koło Sivy.
-Miałem tego nie słyszeć? - Zapytał ten z szerokim uśmiechem.
-Mogłeś, nie musiałeś. - W tym momencie Sykes wrócił i położył wampirce laptopa na kolanach. Spojrzał na nią przelotnie i wcisnął się między nią, a Kaneswarana.
-Och, ale to słodkie! - Jay udał, że wymiotuje.
-Zamknij się, Pokemonie. - Max zasadził mu sójkę w żebra i McGuiness rzucił się na niego z pięściami.
-Ach, te dzieci! - Westchnął Tom i powlekł się do swojego pokoju.
-Przeskanuję te zdjęcia i wyślę tacie. - Zwróciła się Alexa do Nathana, ignorując bójkę Maxa i Jaya. -Co sądzisz?
-O tym nie pomyślałem. - Przyznał, blednąc.
-Hej, wszystko gra? - Zapytał Siva, który to zauważył.
-Wszystko okay! - Odrzekł Sykes, wracając do zwyczajnego odcienia wampirzej skóry. Al spojrzała na nich dziwnym wzrokiem i przeskanowała zdjęcia.
-Teraz pozostaje tylko wysłać... - Mruknęła sama do siebie, logując się na pocztę. Szybko wpisała adres E-Mail ojca i dodała załączniki.
-Mogę na chwilę? - Odezwał się Nath, odbierając laptopa.
-Nie mam pojęcia, co pod tym napisać. - Westchnęła Styles.
-Każdy ma coś na sumieniu, nawet jeśli twierdzi, że nie. - Powiedział Nathan, wystukując to zdanie na klawiaturze. -Problem z głowy!
-Jesteś genialny. Dziękuję! - Wampirzyca szczerze się ucieszyła i w podzięce cmoknęła Sykesa w policzek. -Wysłałam.
-Super. Masz coś jeszcze do zrobienia, czy...?
-Czy co?
-Max chciał się zemścić na Miltonie. - Mruknął Siva, unosząc wzrok i szczerząc widoczne wampirze kły.
-Chyba sobie kpicie. Mogę wam towarzyszyć, ale tylko pod wpływem zaklęcia kamuflażu. - Oświadczyłą dobitnie Alexa.
-Ja jakoś nie mam ochoty oglądać jego ryja. - Wtrącił Tom, który niespodziewanie pojawił się w salonie.
-Co racja, to racja! - Przytaknął Jay, który wraz z Maxem siedział spokojnie na fotelu.
-Za przystojny to on nie był. - Usta Sykesa wykrzywiły się w grymasie. Zamilkł pod wpływem szmaragdowych oczu Al.
-Lepiej nie pakujcie się w kłopoty. - Zarządziła, wstając z kanapy i wyciągając telefon.
-Alexa ma rację. - Poparł ją Seev.
-Nie wiem jak wy, ale ja mu wpierdolę. - Max założył ręce na piersiach i wbił wzrok w podłogę.
-Max... Lepiej nie. - Al spojrzała na wampira błagalnie.
-Nikomu nie pozwolę nazwać cię suką, rozumiesz? - Odparł cicho.
-Żaden z nas nie pozwoli! - Poprawił go Tom.
-Boże... - Oczy Alexy wypełniły się łzami.
-Tylko się nie rozklejaj! - Ostrzegł ją Nath i objął Al ramieniem. Jay spojrzał na niego błagalnie i opuścił rękę (mówię wam, JAYTHAN is real :D).
-Muszę się przejść. - Mruknął Max i wyszedł z pokoju. Kiedy trzasnęły drzwi, cicho odezwał się Seev.
-Niech idzie, byle nie narobi głupstw.
-Nienawidzę Erica, ale wolałabym, by umarł śmiercią naturalną. - Mruknęła Al, błądząc wzrokiem po ścianach.
-Po co ci ten telefon? - W końcu odezwał się Jay.
-Cholera, kompletnie zapomniałam o SMS-ie. - Stylesówna spojrzała na ekran. Wiadomość z nieznanego numeru.
Ta suka chce mnie zniszczyć. Alexo, jesteś najlepszą córką na świecie. Arthur. x
-Od kogo tym razem? - Zapytał Tom.
-Od taty. Nazwał matkę suką, jak miło.
-Przecież to jest suka. - Stwierdził Sykes, oglądając czubki swoich sneakersów.
-Wyjątkowo się zgodzę. Ach, a tak w ogóle, to kiedy zaczynacie torunee?
-Właśnie miałem cię o to zapytać. - Uśmiechnął się ponuro Parker.
-No więc? - Alexa usiadła na fotelu obok Jaya.
-Torunee zaczynamy od koncertu w Danii, dokładnie od Kopenhagi. Samolot mamy o jedenastej rano. No, wiesz, żeby nie wzbudzić podejrzeń. - Al pokiwała głową i wampir ciągnął dalej.
-Zaczynamy w sobotę. Lecisz z nami?
-Jeśli chcecie... To nie mam nic przeciwko! - Wampirzyca przywołała uśmiech. Woków niej rozpętała się wrzawa. Nathan jako jedyny stał wmurowany, po raz pierwszy ukazując rząd śnieżnobiałych zębów. Jay krzyczał z radości (ekhm, ekhm..), Tom skakał po kanapie, a Siva - chyba darł się wraz z McGuinessem.
-Uspokójcie ADHD!! - Wrzasnęła Alexa i niezauważona wyszła z salonu. Po prostu weszła do sypialni Mistera Piekielnej Grzywki i rzuciła się na łóżko, pogrążona w myślach.
    Tymczasem na dole wampiry rozpoczęły dyskusję.
-Współczuje jej. Ten rozwód ją kiedyś wykończy. - Powiedział Tom.
-Uwierz mi, że takie coś to nic przyjemnego i dla Al, i dla nas. - Powiedział Jay, bawiąc się bransoletkami.
-Wy znowu o tym... Czy wy w ogóle wiecie, że Jess jedzie z nami? - Wtrącił się Nathan.
-Alexa o tym wie? - Zapytał Siva.
-Powiem jej jutro. Jess jest serio miła, nawet jak na wampirzycę.
-Ludzie, a co z Maxem? - Powiedział Jay, spoglądając przez okno.
-On jest w Cardiff. - Oznajmiła Al, która niespodziewanie pojawiła się obok okna. -A to nie wróży niczego dobrego. - Dodała po chwili.
-Jak on go zabije, to nici z trasy... - Parker momentalnie przybrał odcień trupiej bladości.
-Który idzie ze mną? Siva, ty? - Alexa wbiła wzrok w siedzącego nieopodal Kaneswarana.
-Mogę iść. - Wampir rzucił iPhone'a na stolik. Jego przyjaciółka zrobiła to samo ze swoim BlackBerry i po chwili złapali się za ręce.
-Teleportacja łączna, robiłeś to? - Mruknęła ledwo słyszalnym głosem.
-Nigdy, Al. Uważaj, błagam cię. - Seev spojrzał na Stylesównę ze strachem w oczach. Nie zorientował się, że są już w Cardiff.
-Jakoś żyjesz. Teraz trzeba znaleźć Maxa. - Alexa odrzuciła włosy, wypowiadając zaklęcie namierzające.
-On jest u... Erica, prawda?
-Szybko, miałam wizję. - Wampiry znów złapały się za ręce i w mgnieniu oka znaleźli się pod domem Miltonów.
-On tam jest... Jeszcze mu nic nie zrobił. - Szepnął Siva, zaglądając przez okno.
-Musimy go uratować. On nie może zginąć.
-Al... Co ty bredzisz?
-Pospiesz się, wkrótce się dowiesz. - Obydwoje przekradli się bezszelestnie pod oknami i stanęli pod obszernymi, dębowymi drzwiami.
-Na trzy otwieramy, rozumiesz? - Szepnęła Alexa i zaczęła odliczać: -Raz, dwa, TRZY!!
Prawie równocześnie kopnęli w drzwi, które otworzyły się z hukiem. Max odskoczył od bladego Erica.
-Alexa? Siva? - Widok zdumionej miny George'a był bezcenny.
-Nie rób mu nic... To nie Eric... - Wyjąkała Al, odciągając wampira na bezpieczną odległość. Seev natomiast zajął się bladym Miltonem.
 -Nie Eric? W takim razie kto? - Max najwidoczniej odpuścił i z przestrachem w oczach spoglądał na chłopaka.
-To jego brat bliźniak, Edward.. - Powiedziała cicho Alexa, opuszczając głowę.
-Dlaczego nic nie powiedziałaś?!! - W głosie Maxa dało się wyczuć pretensję.
-Bo nie byłam pewna!! - Wampirzyca uniosła głowę, a w półmroku zalśniły jej szmaragdowe oczy. Była zła.
-Po czym poznałaś, że to nie Eric? - Padło kolejne pytanie.
-Przecież oczy mówią same za siebie.
-Cholera, faktycznie! Seev, Edward żyje?
-Nic mu nie jest. Już wszystko okay. - Oświadczył Kaneswaran cichym głosem.
-Edwardzie... Wybacz mi, pomyliłem cię z Ericem. - Max podszedł do Miltona z wyraźnym zakłopotaniem.
-Jestem wampirem, a on nie, tak trudno to zauważyć? - Zapytał Ed, wstając o własnych siłach.
-Cóż, zauważyłam w porę! - Mruknęła Alexa.
-To jak, wybaczysz mu? - Zapytał Siva.
-Oczywiście. - Wampiry uścisnęły sobie przyjacielsko blade dłonie.
-Na nas już czas. jeszcze raz przepraszam. - Powiedział Max i cała trójka przeniosła się przed dom w Londynie.
-Padam na ryj. Idę spa. - Oznajmił Seev i wszedł najpierw do domu, a później po schodach. Jay, Tom i Nathan już spali.
-Cóż, ja też. Dobranoc. - Al weszła do sypialni Sykesa i prawie od razu położyła się na łóżku. Zasnęła z prędkością światła.
                                                      End of part six. To be continued....


PAMIĘTAJCIE!! CZYTASZ = KOMENTUJESZ :) 10 KOMENTARZY = ROZDZIAŁ :D

czwartek, 19 lipca 2012

Part 5. -Poznam prawdę, choćby nie wiem co!-

    Właśnie nastał kolejny, pochmurny poranek, jak to w Londynie bywa. Alexa obudziła się z ciężką myślą, że jej życie już nigdy nie będzie takie same. Wielokrotnie próbowała przyzwyczaić się, ale jak na razie głowę zaprzątał jej rozwód. Tylko i wyłącznie to. Nie wierzyła w słowa Margaret o zdradzie ojca.
-Co to, kurwa, ma być? - Mruknęła sama do siebie.
-Stało się coś? - Zapytał Nath, który siedział z laptopem na parapecie.
-Nie... Tak... Nie wierzę, że to mój tata zdradzał matkę. To mi nie daje spokoju. - Odparła Al, związując w kucyk swoje długie włosy.
-Może spróbujesz to wyjaśnić? - Zasugerował Sykes, zawzięcie gwałcąc klawiaturę. Pewnie znowu grał w Diablo III (o loool, odwala mi. xd).
-Wiesz, chyba masz rację. Pomożesz mi? - Wampirka uśmiechnęła się słabo i uniosła brwi. - Mały wypad do Charlotte?
-Dla ciebie wszystko. Jedziemy we dwoje?
-Chciałbyś. - Al puściła do przyjaciela oczko. - Proponuję dla towarzystwa Parkera.
-Może być. - Mister Piekielna Grzywka zamknął laptopa i zeskoczył z parapetu. - Daj mi chwilę, muszę porozmawiać z Jess.
-Okay. Ja idę powiedzieć Tomowi. - Alexa wyszła z pokoju, tym razem wpadając na Maxa.
-Hej, Młoda! - Przywitał się, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Cześć, George. Gdzie Thomas?
-Powinien być w kuchni, wraz z Sivą. A co?
-Muszę coś wyjaśnić. Poznam tą cholerną prawdę, choćby nie wiem co!
-Ten rozwód cię wykończy. Alexo, uważaj na siebie. - Max najwidoczniej się zatroskał.
-Uwierz mi, wszystko będzie dobrze. Nie jestem optymistką, ale ten jeden raz... George, zaufaj damskiej intuicji.
-Trzymam cię za słowo. W takim razie, powodzenia, Młoda!
-Dzięki, Max. - Al uśmiechnęła się delikatnie, ale z dużym trudem i zbiegła po schodach. - Cześć, chłopaki! - Przywitała się, wchodząc do kuchni.
-Cześć!! - Odezwały się trzy zacne głosy: Seeva, Toma i Jaya.
-Parker, musimy pogadać. - Jay spojrzał na nią pytająco. - Później ci powiem, dobrze? - W międzyczasie Alexa złapała Thomasa za rękę i pociągnęła na korytarz.
-O co chodzi? - Wampir oparł się o ścianę.
-Chcę wyjaśnić tą całą sprawę ze zdradą. Pojedziesz ze mną i Nathanem do Evesham?
-Jasne! Tylko czemu akurat mnie i Nath'a spotkał ten zaszczyt?
-Bo wam ufam w stu procentach. - Al przymrużyła szmaragdowe oczy.
-Miło. Jakby coś, wiesz gdzie mnie szukać. - Parker wolnym krokiem wrócił do kuchni.
    Alexa została sama w mrocznym korytarzu. Na ścianach wisiało kilka bohomazów, które w ciemnym świetle angielskiego poranka wyglądały jak potwory z Loch Ness. Po dłuższym namyśle Al wyciągnęła telefon i napisała "długą" wiadomość do dawnej przyjaciółki, Vanessy Conelly.
Hej Van. Co słychać? Strasznie za wami tęsknię, ale tu, w Londynie, jest mi lepiej. ;) O rozwodzie pewnie wiesz.. Może jeszcze jedno pytanie, jak sytuacja u mnie w domu? Buziaki, A. ;*** xx
Wkrótce dostała zacną odpowiedź.
Alexa, skarbie ♥. My też tęsknimy. Co słychać? Hmm, wiesz, jak to w wakacje. ;). O rozwodzie powiedział mi Harry. Sytuacja w domu nieciekawa, ale na pewno lepiej, niż wcześniej. Pozdrowienia od Katie i Dorothy. V. ;***. xx.
Alexa przeczytała wiadomość i wróciła do kuchni.
-To jak, Al, jedziemy? - Zapytał Tom.
-Gdzie?! - Zaciekawił się Siva.
-Muszę wyjaśnić, kto kogo zdradzał. - Odparła Styles, momentalnie pochmurniejąc.
-Mogę jechać z wami? - Padło ciche pytanie ze strony Jaya.
-Wybacz mi, ale nie. - Wampirka zrobiła smutną minkę.
-Wielkie dzięki. - Mruknął obrażony McGuiness.
-Obraziłeś się na mnie? - Pozostałe wampiry w kuchni milczały, przysłuchując się sprzeczce.
-Może. Od kiedy cię to interesuje?
-Jay, odkąd się znamy. Proszę, odpuść... Mam za dużo problemów, a teraz jeszcze to... - W oczach Alexy pojawiły się rzadkie wampirze łzy (zapomniałam o tym napisać w 4. -,-).
-Chodź tu. - McGuiness podszedł do wampirki i przytulił ją.
-No, o to chodziło! - Wzruszył się Seev. Al natomiast wyswobodziła się z objęć przyjaciela.
-Możemy jechać. - Niespodziewanie do kuchni wszedł Sykes, próbujący ułożyć grzywkę.
-Miejmy to już za sobą. - Westchnął Parker i całą trójką wyszli z budynku.
-Oby wszystko się wyjaśniło... - Mruknęła Alexa, siadając na przednim siedzeniu czarnego Audi.
-Taa, oby... - Odparł Nathan i przekręcił kluczyk, odpalając swoje ukochane autko.
    Przez całą drogę jechali w milczeniu. Wprost dało się wyczuć emocje, które kumulowały się w samochodzie. Sytuacja, w której była Al, męczyła zarówno Nathana, jak i Toma czy resztę chłopaków. Napięcie sięgnęło zenitu, kiedy wjechali na podjazd Stylesów.
-Idziesz sama? - Zapytał Mister Piekielna Grzywka, gasząc silnik.
-Powinnam. Trzymajcie kciuki... - Wampirka wysiadła z auta i powoli ruszyła do willi. Pogrzebała w kieszeniach i wyciągnęła kluczyki z przywieszonym napisem "The Wanted". Ku jej zdziwieniu, drzwi były otwarte.
-Dzień dobry, Alexo. - Przywitała ją Charlotte Russel we własnej osobie.
-Witam. Mogłabym z panią porozmawiać?
-Jasne. Może w kuchni? Nie będziemy tu stać, jak jakieś idiotki. - Charlotte poprowadziła Al do obszernego pomieszczenia. Równocześnie usiadły przy stole i Alexa zadała pierwsze pytanie:
-Czy to prawda, że miała pani romans z moim ojcem?
-Że co?!!  W życiu!! Ja mam męża! Hmm... Zobacz to. - Pani Russel wstała i wyciągnęła plik zdjęć. - Proszę.
-Kto to jest? - Szmaragdowe oczy Alexy przybrały rozmiary pięciozłotówek.
-Kochanek twojej matki... Nic więcej nie wiem.
-O mój Boże... Mogę je zatrzymać?
-Jasne, żaden problem. Jesteś sama? - Charlotte opanowała nerwy.
-Nie, z kolegami. Dzięki za zdjęcia, wezmę tylko rzeczy i wracam do Londynu.
-Uważaj na siebie, Alexo.
-Nie obiecuję. Dziękuję pani za wszystko. - Wampirka uśmiechnęła się życzliwie i wyszła z kuchni.
    W jej pokoju wszystko pozostało bez zmian. Ten sam "artystyczny nieład", czyli po ludzku bałagan, plakaty The Wanted na ścianach, porozrzucane płyty i magazyny. Jak można się domyślić, Al  nadal miała sentyment do tych wszystkich rzeczy. Kiedy znalazła zdjęcie całej rodziny, łzy zapiekły ją pod powiekami. Zignorowała je i wyciągnęła torbę na ramię. Wrzuciła tam kilka T-Shirtów, dwie pary dżinsów i ukochaną sukienkę. Później Alexa zgarnęła swoje perfumy i teleportowała się na zewnątrz. Tom stał oparty o maskę, najwidoczniej zdenerwowany.
-Wracamy. Wszystko jasne. - Al stanęła obok Thomasa.
-To znaczy? - Wampir spojrzał na nią pytająco.
-Pogadamy później, dobra?
-Jasne. Jedźmy. - Wampirka usiadła na przednim siedzeniu i wyciągnęła swoje BlackBerry.
Sprawa wyjaśniona. Spotkamy się w sądzie. A. - Wysłała krótkiego SMS-a do Wilkinson.
-Postanowiłam pójść na rozprawę. - Zaczęła Alexa, kiedy wyjechali z podjazdu.
-Naprawdę tego chcesz? - Zapytał Sykes.
-Tak. Matka dostanie rozwód, a wina spadnie na tatę..
-Powiesz w końcu o co chodzi? - Wtrącił się Tom.
-Niech będzie. Zobacz to sobie. - Al podała przyjacielowi plik zdjęć.
-A niech mnie... Kurwa!! - Wymsknęło mu się.
-Pokaż.- Nathan zmarszczył czoło, kiedy Parker podał mu zdjęcia.
-Wiesz może kto to jest? - Padło kolejne pytanie ze strony starszego wampira.
-Właśnie nie.. Muszę pogadać z tatą, on może wiedzieć. To jakiś frajer z jego sfery.
-Za przystojny to on nie jest... - Mruknął Sykes.
-Niedobrze mi, jak widzę tego skurwiela. - Alexa nie szczędziła przekleństw. Zatrzymali się pod domem i jednocześnie wpadli do domu. Zastali tam niepokojącą ciszę.
-Ej, co tu się dzieje? - Zapytał Nathan. Nagle rozległ się huk i zobaczyli lewitującego McGuinessa.
-O, wróciliście! - Pstryknął palcami i stanął na ziemi.
-Gdzie Max? I Seev? - Warknął Tom, widocznie wytrącony z równowagi.
-Tutaj! - Rozległy się głosy wampirów. Wszyscy kolejno odwracali głowy i szukali ich wzrokiem.
-Zaklęcie... Nath, znasz? - Szepnęła Alexa.
-Oczywiście. - Wampir coś mruknął i nagle stanęli przed nimi Siva i Max.
-Nie mam nastroju na żarty. Siadajcie, powiem wam, jak wygląda sytuacja. - Al zachwiała się, ale w porę przytrzymał ją Jay. - Dzięki... - Wszyscy usiedli i wampirka zaczęła:
-Wyszło na to, że to właśnie matka miała romans. - Rzuciła zdjęcia na stół. - Znacie tego gościa?
    Wszyscy milczeli, przeglądając zdjęcia. Po dłuższej chwili odezwał się Siva.
-Cóż, ja go znam. To jakiś polski deweloper, Adam Maroone.
-A niech to locho, teraz wszystko jasne! - Wykrzyknęła Al.
-Jakieś szczegóły? - Poprosił Max.
-Wyjaśniło się, czemu matka tak często wyjeżdżała do Polski! - Rozumowała dalej młoda Stylesówna.
-To w sumie dużo wyjaśnia... - Przyłączył się Seev.
Nagle rozległo się mocne pukanie do drzwi.
-Otworzę. - Jay wstał i ruszył do przedpokoju.
-Witam, nazywam się...
-Tylko nie to!!! - Spanikowała Al. Po chwili zobaczyła ciemność i zniknęła.
Za drzwiami stał....
                                                                         *
Z dedykacją dla :
willow - która razem z Crys mi wpierdoliła :D I tak cię kocham, siostro ;** ♥
Crystal - która grozi usunięciem bloga. Spróbuj, a zabiję! Kocham cię ;** ♥
Aleshy - kochana mama ;** ♥
Wariatki - Ziemniaka - Za dwa zacne komy :D widzisz, policzyłam ten drugi ^^ ;** ♥
Love. - taaak, dla cb też dedyk ;** ♥

                                                 End of part five. To be continued...