poniedziałek, 18 marca 2013

Part 17. -Everything's on fire. Again...-

    Kiedy wampirzyca męczyła się z nocnymi koszmarami, Nathan zdążył już wrócić do domu przerażony. Nie spodziewał się, że Alexa zostawi go samego na pastwę Khamiry, a jak sam się przekonał, wcale nie była taką łaskawą i miłą wampirzycą. Nie powiedział przyjaciołom o wszystkim, co zaszło na jej zamku...
    Powróćmy do dnia, w którym to Nath stanął przed Radą Ludzi Nocy...
Khamira z początku traktowała go bardzo uprzejmie, próbując wyciągnąć z niego informacje o Patricii i o tym, co jej zrobił Mister Piekielna Grzywka mówił prawdę, pomijał tylko elementy z Alexą. Jak łatwo się domyślić, Stylesówna była dla niego bardzo ważna, i zależało mu, by nie stała się jej krzywda z jego winy... W końcu to on sprowadził Patricię do ich apartamentu, zupełnie nie przeczuwając, kim może być.
    Jednak Khamira zorientowała się, że Sykes nie mówi jej całej wszystkiego.
-Nathanie Jamesie Sykesie, nie mówisz mi całej prawdy - Na jej bladej twarzy zakwitł drwiący uśmieszek. - Przyznaj się, kto tak naprawdę wykończył Patricię?
-Przysięgam, byłem sam!
-Może jak trochę pocierpisz, to sobie przypomnisz. Czekam na ciebie w mojej komnacie. - Khamira mruknęła pod nosem kilka zaklęć i teleportowała się. Nathan został sam. Sam jak palec. Zdezorientowany usiadł na drewnianej skrzyni i pogrążył się w myślach.
    Ku jego przerażeniu w pomieszczeniu robiło się coraz cieplej, aż w końcu dostrzegł mały płomień. W kącie paliło się niewielkie ognisko, które 'powoli' kierowało się w stronę Nathana. Nie minęła minuta, kiedy komnata stanęła w ogniu. Sykes krzyknął, kiedy spadła na niego płonąca księga.. W tamtym momencie czuł się jak w prawdziwym piekle. Powoli szedł w kierunku drzwi, za którymi stała Khamira. Dobrze wiedziała, jak ogień wpływa na wampira, szczególnie w momencie, kiedy był zupełnie wykończony psychicznie.
-Powiem ci jak było, tylko otwórz! - Lamentował Nath. Jego oparzenie na ręce dawało o sobie znać.
-Alexa zaraz tu będzie, masz 10 minut. - Khamira otworzyła mosiężne drzwi i wypuściła Sykesa na dziedziniec. Ogień w komnacie zniknął jak ręką odjął.
    W końcu najstarsza wampirzyca wydobyła z niego calutką prawdę. Następnie kazała mu czekać na jej znak - miała przysłać służbę, gdy pojawi się Alexa.
    Na wspomnienie płonącej komnaty Nathan zadrżał, a ślad po oparzeniu boleśnie go zapiekł. Obawiał się, że tym razem Khamira wykończy go całkowicie.
-Nathan? Wszystko w porządku? - Zapytał Jay, wchodząc do przedpokoju.
-Tak, jasne, wszystko gra - Skłamał Mister Piekielna Grzywka.
Brawo, kolejne kłamstwo stary - skarcił się w myślach.
-Jeśli chcesz pogadać, wiesz gdzie mnie szukać. - James poklepał go po ramieniu i zniknął w kuchni. Natomiast Nathan powlekł się schodami do swojego pokoju.
    W tym samym czasie Alexa obudziła się, nękana poczuciem winy. Postanowiła zrobić Sykesowi niespodziankę i wraz z nim stawić czoło Khamirze.
-Panie Andrews, wypuści mnie pan dzisiaj?
-Alexo, jesteś tego pewna? - Wampirzyca pokiwała głową, a lekarz westchnął. - Widzimy się za dwa dni na kontroli.
-Dziękuje panu bardzo, to dla mnie naprawdę ważne. - Stylesówna uśmiechnęła się i wstała z łóżka.
-Trzymaj się - Andrews puścił do niej oczko i wyszedł na korytarz. Natomiast Al szybko spakowała swoje rzeczy i teleportowała się prosto do pokoju Nathana. Zastała go tam w totalnej rozsypce.
-Ej, Sykes, ogarnij się, spotkamy się z nią razem. - Na dźwięk głosu Alexy wampir podniósł głowę.
-A ty co tutaj robisz?
-Stwierdziłam, że nie zostawię ciebie samego na pastwę tej... idiotki.
-Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
-Wiem. Wiem aż za dobrze.. Teraz się prześpij. Możesz już być spokojny. - Al nachyliła się i lekko cmoknęła Nathana w policzek. -Dobranoc.
-Dobranoc.
    Alexa wyszła z pokoju z smutnym uśmiechem na twarzy. Dziwnym trafem wiedziała o wszystkim, co działo się na zamku. Kiedy stanęła pod drzwiami prowadzącymi do pokoju Jamesa, ogarnęły ją nagłe wyrzuty sumienia. To był tylko zwykły, przyjacielski buziak w policzek, a ona czuła się, jakby popełniała największą zbrodnię. W końcu odetchnęła i lekko zapukała.
-Otwarte! - Powiedział Jay i Al weszła do jego pokoju. Uwielbiała ten artystyczny nieład.
-Niespodzianka..
-Alexo, oszalałaś? W takim stanie wychodzić ze szpitala? - McGuiness pokazał palcem na rękę Alexy.
-Nic mnie już nie boli, a poza tym jutro widzimy się z Khamirą. To jak, posuniesz się? - Wampir zrobił swojej towarzyszce miejsce w łóżku (lolz no comment). Ta z wdzięcznością opadła na wolne miejsce.
-Jak chcesz - Jay westchnął. - To nie zmienia faktu, że naprawdę cię kocham i chcę dla ciebie jak najlepiej.
-Wiem o tym, skarbie. - Stylesówna pocałowała go namiętnie w usta. Ten z zapałem odwzajemnił pocałunek, przyciągając Alexę do siebie.....

End of part seventeen, to be continued. :)

Tak no znowu powróciłam, mam nadzieję, że Was nie zanudzam.
W kolejnej części starcie Khamiry, Nathana i Alexy - jak myślicie, skończy się ono dobrze? :P
Szczerze powiedziawszy, ostatnimi czasy jakoś kiepsko mi idzie pisanie. Ale szykuje niespodzianke :D
A teraz wy powiedzcie, co sądzicie o tym rozdziale, licze na szczere opinie :)
Buziaki, Liv ;*

sobota, 2 marca 2013

Part 16. -Why I am still alive?-

Z pamiętnika Alexy.
    Czuję się okropnie. Leżę w jakimś szpitalu, nikogo obok nie ma, strasznie boli mnie ramię.. Tak, to chyba tam dostałam kołkiem. Nawet wiem od kogo. Zayn. On zawsze o tym marzył - chciał wykończyć mnie i fizycznie, i psychiczne. Najgorsze w tym wszystkim było to, że mógł też zabić Jess... Jess. Ciągle mam przed oczami jej zapłakaną, delikatną twarz. Nie mogę uwierzyć w to, co działo się przez ostatnie kilka dni..
    Nagle zorientowałam się, że przy drzwiach stoi Jay. Był blady, a na jego policzkach dało się dostrzec ślady łez. Musiałam go nieźle nastraszyć.
-Alexo.. - Powiedział cicho i podszedł do mojego łóżka. Wiedziałam, że coś jest nie tak.
-Co z Jess? - Wychrypiałam, kiedy złapał mnie za rękę.
-Jest ledwo żywa. Zdążyliśmy w ostatnim momencie..
-A co z chłopakami?
-Jeśli nie liczyć kilku siniaków to wszystko w porządku. Alexo.. Kiedy tam weszłaś, myślałem, że już po tobie. - Oczy Jamesa wypełniły się łzami.
-Wszyscy myślicie, że jestem słaba! Nawet nie macie pojęcia, jak się mylicie! - Uniosłam się na łokciach, po czym od razu wróciłam do pozycji leżącej. Ból był nie do wytrzymania.
-Al, nie myślę tak! Ja.. ja.. - Jay zaczął się jąkać. Po chwili zamilkł i nastała cisza. Leżałam i gapiłam się w ten zakichany biały sufit.
-Jay, przepraszam. Właśnie uświadomiłam sobie, jaka jestem beznadziejna. - Powiedziałam cicho.
-Nawet tak nie myśl, skarbie. - Usłyszałam głos Nathana. Cholera, chyba słyszał naszą rozmowę.
-Zgodzę się z nim. - Przytaknął James i posłał kumplowi znaczący uśmiech. Mister Piekielna Grzywka najwidoczniej zrozumiał, o co mu chodzi i opuścił pokój.
-Wiesz może, kiedy będę mogła wyjść? - Zapytałam mojego chłopaka z krzywym uśmiechem na ustach.
-Andrews powiedział, że pojutrze najprędzej - McGuiness ścisnął mocniej moją dłoń.
-Andrews? - Uniosłam brwi.
-Twój lekarz, świetnie zna się na magii. W porządku gość.
-Gdzie ja tak w ogóle jestem, jeśli mogę wiedzieć?
-W pseudo-szpitalu dla wampirów w Nottingham. - Jay uśmiechnął się.
-Chryste Panie, pseudo-szpital? - Teksty Jamesa czasami powalały człowieka na kolana.
-Dokładnie. - Znowu ten uśmiech. -Alexo.. Zanim znowu tu ktoś przyjdzie.. Mam do ciebie takie pytanie...
-Śmiało, raczej nie jestem w stanie cię pobić. - McGuiness pogrzebał w kieszeniach i wyciągnął małe, czarne pudełko.
-To nie jest dobry moment, ale ja już nie mogę wytrzymać. Alexo Styles, zostaniesz moją żoną?
    Rozpłakałam się. Tak zwyczajnie, ze szczęścia.
-No jasne, że tak! - Jay rozpromienił się i wsunął mi na palec pierścionek. Uniosłam dłoń, by mu się przyjrzeć. Był złoty, z niewielkim szmaragdem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, dlaczego taki, a nie inny kamień. Szmaragd to kolor moich oczu...
-Kocham cię. - Szepnęłam przez łzy, a Jay pochylił się i pocałował mnie. Tak strasznie brakowało mi jego ust.
-Witam moje gołąbeczki! - Do pokoju wpadł Maximilian, jak zwykle psując nastrój. Co za idiota.
-Jak tylko będę w stanie, to skopię ci tyłek, George. - Posłałam mu spojrzenie, które mówiło: 'Wiej bo inaczej nie wyjdziesz stąd cało'.
-Chciałem ci się tylko pochwalić, że zabiłem Zayna. - Zrobił obrażoną minę. Kiedy usłyszałam jego słowa, myślałam, że zaraz zwariuje ze szczęścia!
-W takim razie moje gratulacje! Jestem z ciebie dumna!
-Aaaa, zapomniałbym. Siva i Tom rozprawili się z twoim bratem.
-Gdzie oni są?
-Mam ich zawołać?
-Ja pójdę - Zaoferował się Jay.
-Dobra, to niech on idzie. - Zgodził się Max. -Żałuj, że nie widziałaś tej akcji. Malik dostał ode mnie kołkiem prosto w serce (loool), a twój braciszek.. Delikatnie mówiąc podrażniliśmy go paroma fajnymi zaklęciami.
-Nareszcie mogę... - Nie dokończyłam. Jutro miał się u mnie i Nathana pojawić ten szurnięty wysłannik Khamiry, a my nawet o tym nie rozmawialiśmy.
-Wszystko w porządku? - Max uniósł brwi i spojrzał na mnie z troską.
-Potrzebuje Sykesa.
-Jest u Jess. Iść po niego?
-Zrób to, proszę cię. - Westchnęłam i znów spojrzałam na sufit. Głupi odruch.
    Minęł kilka minut, kiedy do pokoju weszli Tom, Jay i Siva. Wszyscy byli uśmiechnięci.
-Jak się czujesz? - Zapytał Tom, siadając na brzegu łóżka.
-Bywało lepiej, a jak z wami? - Nie byłam do końca szczera. Czułam się okropnie.
-Świetnie, świetnie - Uśmiechnął się Siva. - Zaraz wracamy do Londynu. - Dodał po chwili.
-Wpadniecie po mnie pojutrze? - I tak znałam odpowiedź.
-Jasne! - Jaya wprost rozsadzała radość.
-Zbierajmy się. - Siva i Tom wstali, a Jay pochylił się i pocałował mnie w czubek nosa.
-Trzymaj się, skarbie. - Pożegnał się i wraz z kumplami wyszedł na korytarz.
    Znowu zrobiło się cicho. Co jak co, ale cisza doprowadza mnie do szału. Na szczęście pojawił się mój wybawca - Mister Piekielna Grzywka.
-Chciałaś mnie widzieć, co się stało?
-Wiesz jaki jutro mamy dzień?
-Nie, może mnie oświecisz?
-Ten mały wysłaniec Khamiry ma się z nami spotkać. Teraz mniej więcej wiesz o co chodzi?
-Mamy dać tej szurniętej babce odpowiedź związaną z naszą misją - Nathana w końcu olśniło. Uśmiech znikł z jego twarzy.
-Dokładnie. To co z tym robimy?
-Myślisz, że chcę to robić? Nie. Kiedyś ktoś musi się jej postawić.
-Masz rację, Sykes, masz rację. - Posłałam mu swój firmowy uśmiech. - A jak tam Jessica?
-W porządku, doktor Andrews zdziałał cuda. Rozmawiałem z nią chwilę, pytała o ciebie. - Nath odwzajemnił uśmiech.
-I co jej powiedziałeś?
-Powiedziałem jej, że leżysz w pokoju na trzecim piętrze z oderwaną ręką. Na szczęście nie uwierzyła. - Kiedy to usłyszałam, wybuchnęłam dzikim śmiechem. Pierwszy raz w życiu śmiałam się tak szczerze.
-Ładny pierścionek. - Mruknął Sykes kiedy przestałam się śmiać.
-Dzięki..
-Szczęścia wam życzę. - Zabrzmiało to szczerze, a kiedy spojrzałam na twarz przyjaciela dostrzegłam uśmiech. Widać pogodził się z tym, że nigdy nie będziemy razem.
-Nath.. Mam do ciebie małą prośbę. Spotkasz się z tym skrzatem i przekażesz mu odpowiedź w naszym imieniu?
-Jasne, Alexo.
    Rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin o tym, co wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich dni. Dowiedziałam się paru nowych rzeczy o Nathanie, które totalnie mnie zaskoczyły. Nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy zapadł zmrok.
-Będę się zbierał. - Nathan poprawił grzywkę i wstał. -Trzymaj się, Styles.
-Powodzenia jutro, Sykes. - Posłał mi słodki uśmiech i wyszedł na szpitalny korytarz. Zapowiadała się samotna noc.
    Kiedy wracałam myślami do Jaya, od razu pojawiał mi się chory uśmiech na ustach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek się w kimś tak bardzo zakocham. Miałam nadzieję, że dobrze ulokowałam swoje uczucia... Parę razy też zawitał do mmie doktor Andrews. Tak jak mówili, okazał się bardzo sympatycznym facetem.. Znaczy się wampirem. Powoli zapadałam w sen, kiedy usłyszałam głos Khamiry w mojej głowie. Zabiję cię. Zabiję cię oszustko.
Na szczęście to był tylko przelotny koszmar.
End of part sixten. To be continued.
Em, macie rozdział, taki inny jakiś.
Zanudziłam was, wiem.
Masakra.
Nie było tylu komów pod ostatnim rozdziałem. To znaczy że coraz mniej ludzi czyta moje opo. Kól ^^
10 komów - next.
Tak troche zeszłam ze stawki ;3

czwartek, 21 lutego 2013

Part 15. -What would you do, if I killed myself?-

    -Mamy mało czasu, więc posłuchajcie mnie uważnie. Dwa razy nie będę powtarzać. Znam bardzo dobrze okolice Chelmsford, więc ze znalezieniem właściwego budynku nie będzie problemu. Jeśli będą tylne drzwi, ja wchodzę, a wy zostajecie i otaczacie dom barierami ochronnymi. Jay i Nath wam to wytłumaczą - Alexa spojrzała przelotnie na twarze przyjaciół. Nie wykazywały prawie żadnych emocji, tylko w ich oczach czaiła się żądza śmierci. -Jeśli mnie zabije, w co wątpię, zostawcie moje ciało i ratujcie Jess. Starajcie się uważać na każdy ruch, bo dom może być otoczony najrozmaitszymi pułapkami. Rozumiecie?
-Jasne. - Odpowiedział Max, który przemówił w imieniu zespołu. -Teleportujemy się razem, czy osobno?
-Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem będzie teleportowanie się osobno. Ja przeniosę się pierwsza, a potem wy, każdy w odstępie minimum dwóch minut. - Al uśmiechnęła się krzepiąco. -Możemy zaczynać akcję pod tytułem "Odbicie Jess". - Po chwili już jej nie było.
    Kiedy Alexa trafiła do Chelmsford, w głębi duszy odczuwała bezradność. Przeczucia mówiły jej, że Eric będzie uzbrojony po zęby w przeróżne pistolety. Niby "nocnego wędrowca" nie można postrzelić, ale istnieją wyjątki. Wampir po niedawnej przemianie nadal jest narażony na ryzyko zranienia przez kulę. Kiedy Alexa sobie o tym przypomniała, przeszedł ją dreszcz. Nie zastanawiając się zbytnio, odnalazła dom z numerem 69. Dom, który należał do rodziców Erica.
    Ponieważ żaden z chłopaków nie dotarł jeszcze na miejsce, Al postanowiła zaczekać i usiadła na wilgotnej trawie za domem. Nie zauważyła, kiedy pojawił się Nathan, później Jay, Tom, Siva i na końcu Max. Wszyscy milczeli, czekając na jakikolwiek ruch Alexy.
-Żegnam się z wami drugi raz tego dnia, czy to aby nie za wiele? - Wampirzyca wbiła wzrok w okno domu stojącego po drugiej stronie ulicy.
-O dwa razy za dużo, jak dla mnie. - Mruknął Nath.
-Trzymajcie kciuki. Może Jess i ja wyjdziemy z tego cało..
-Powodzenia, skarbie. - Powiedział cicho Jay, spoglądając na Alexę z nadzieją w oczach. Wszyscy liczyli tylko i wyłącznie na nią.
-Idę. - Al wstała i wolnym krokiem ruszyła ku drewnianym drzwiom. Otworzyła je cicho i weszła do środka. Wszędzie było cicho i ciemno, z wyjątkiem salonu. Tam paliła się niewielka lampka, dało się również usłyszeć muzykę. Leciał akurat kawałek Linkin Park - Lost In The Echo. Eric zawsze miał słabość do tego zespołu i nie mógł zrozumieć, dlaczego Alexa słucha The Wanted.
-Cześć, Eric. - Przywitała się cicho, wchodząc do pokoju. Jej były chłopak siedział na kanapie i wpatrywał się w ścianę. Gdy usłyszał głos wampirzycy drgnął i z ociąganiem odpowiedział:
-Jednak przyszłaś... A ja już miałem zaczynać zabawę. Siadaj, nie krępuj się. - Poklepał miejsce obok siebie. Al zrobiła, co kazał i usiadła obok Miltona.
-Chciałam cię przeprosić za tamtą akcję... Zachowałam się jak idiotka.
-Wyjątkowo ci to wybaczę. Przykro mi, że nie byłem w stanie dać ci szczęścia. - Zabrzmiało to jakoś szczerze i Alexa zaczynała się bać. Wyczuwała podstęp.
-Byłam z tobą szczęśliwa. Do czasu, kiedy zacząłeś się zachowywać jak totalny psychopata! - Zapadło milczenie.
-Alexo, to nie tak, jak myślisz. To wszystko wina Harry'ego..
-Co ma z tym wspólnego mój brat?!
-On.. Nastawiał mnie przeciwko tobie. Cały czas mówił, jak bardzo cię nienawidzi, jak żałuje, że ma taką wstrętną siostrę. To on mnie zmusił do porwania Jess. - Słowa Erica zmusiły wampirzycę do myślenia. Czuła, że on nie kłamie.
-Mam ci w to uwierzyć?
-Zrobisz jak zechcesz. Jessicy tutaj nie ma, ten dupek zabrał ją jakoś godzinę temu.
-Powiedzmy, że ci wierzę. Wiesz, dokąd ją wziął? - W Alexie rosła złość.
-Mówił coś o jakimś domie pod Manchesterem. Podrzucić cię? - Eric wstał i wyciągnął rękę do byłej dziewczyny. Ta spojrzała na niego niepewnie i po chwili namysłu chwyciła jego dłoń.
-Powtórzysz to wszystko moim kolegom? - Zapytała Stylesówna, idąc za Miltonem.
-Nie jesteś sama?
-Nie licząc Jaya, Toma, Maxa, Sivy i Nathana to jestem. - Wyszli przed dom. -Chłopaki, chodźcie tutaj!
    Po chwili z ciemności wyłoniły się sylwetki wampirów z The Wanted.
-Nie róbcie mu krzywdy, on nie jest zły. - Powiedział Tom, rozszyfrowując minę Alexy.
-Gdzie jest moja siostra? - Zapytał Nathan, stojący gdzieś z tyłu. Eric powtórzył im to, co niedawno usłyszała Al.
-Czyli kierunek Manchester? - Dopytywał Max.
-Dokładnie. Podrzucić was? - W świetle latarni orzechowe oczy Miltona robiły wrażenie.
-Dzięki za fatygę, ale damy sobie radę. Dotrzemy tam w inny sposób - Odparł Siva. - Alexa lub któryś z nas da ci znać, jak już będzie po wszystkim.
-Jasne. Mam nadzieję, że przynajmniej raz w życiu ci pomogłem. - Powiedział cicho Eric, kierując swoje słowa do wampirzycy.
-Idziemy. - Alexa wraz z chłopakami z The Wanted opuściła podwórko Miltonów.
-Teleportacja łączna. Na miejscu zastanowimy się co dalej. - Rzucił Jay. Cała szóstka chwyciła się za ręce i przeniosła do Manchesteru.
    Znaleźli jakąś ciemną uliczkę i weszli do mieszczącego się tam pubu. Kręciło się w pobliżu kilku pijanych facetów, ale jakoś nie przejęli się nimi tylko usiedli w kącie.
-Nie wiem, jak wy, ale ja wierzę temu całemu Ericowi. - Odezwał się Siva.
-Ja też mu wierzę. Było po nim widać, że chce dobrze. - Powiedziała Alexa.
-Musimy namierzyć tego skurwysyna Stylesa. - Warknął Nathan. Był wykończony ciągłym zamartwianiem się.
-Są niedaleko, czuć jego smród na kilometr - Mruknął Tom.
-Proponuję, byśmy zrobili to, co planowaliśmy. Znowu ja wejdę do domu, zabiorę Jess i zwiewamy z powrotem do Londynu. Co myślicie? - Alexa za wszelką cenę chciała odzyskać Jessicę.
-Jestem za. - Powiedział Jay. Pozostali pokiwali głowami.
-Numer domu 143, dwie ulice dalej. - Oznajmił Max po chwili milczenia.
-Chodźmy. - Wszyscy wstali i wyszli z obskórnego pubu. Dochodziła druga w nocy, a mimo tego ulice Manchesteru tętniły życiem. Cała ekipa skierowała się na White Street, przy której mieściło się obecne schronienie Stylesa.
    Na pierwszy rzut oka ulica wyglądała na zwyczajną. Gdyby nie to, że w powietrzu unosił się zapach krwi, Alexa nigdy by nie pomyślała, że właśnie trafiła na dzielnicę zamieszkaną tylko i wyłącznie przez same wampiry.
-Wchodzę, zaczynajcie z barierą. - Szepnęła do Sivy i prawie bezszelestnie pobiegła za dom. Kiedy stanęła na wycieraczce, ogarnęło ją przerażenie. Nie wiedziała, co ją czeka. Po cichu otworzyła drzwi i weszła do środka. W domu panowały egipskie ciemności, ale mimo tego Alexa bez potknięcia trafiła do salonu. Tam nie trafiła ani na swojego brata, ani na Jess.
-Wiedziałem, że prędzej czy później Milton się wygada.. - Al wzdrygnęła się, gdy usłyszała głos Harry'ego za swoimi plecami.
-Aż tak bardzo mnie nienawidzisz, że chcesz odebrać mi przyjaciółkę?
-Skąd wiesz, że chcę ją zabić? Może ona już dawno nie żyje? - W nikłym świetle księżyca na twarzy wampira dało się dostrzec upiorny uśmiech.
-Mów, gdzie ona jest i co jej zrobiłeś. - Alexa starała się powstrzymać wybuch złości.
-Jest niedaleko, nawet bliżej, niż ci się wydaje...
-Ty gnojku, nie baw się ze mną w kotka i myszkę, tylko mów do cholery co jej zrobiłeś!
-Alexo... - Gdzieś w ciemności rozległ się cichy jęk Jess.
-Zabiję cię. - Wampirzyca rzuciła się na brata i zaczęła okładać go pięściami.
    Nagle rozległ się strzał i ostatnie, co Alexa zobaczyła, to blada, zapłakana twarz Jessicy Sykes.
End of part 15. To be continued.
  
*Ba dum tsss* macie efekty mojej nocnej weny. Taki jakiś krótki, albo mi się wydaje?
Pisałam go o 2:30, więc sorry za wszelakie literówki ;P
Bardzo przepraszam was za tak długą nieobecność. Teraz powracam, i nexty BYĆ MOŻE będą pojawiały się w weekendy.
Ale nie obiecuję.
Mam nadzieje, że wam się spodoba i wyrazicie opinię w komentarzu.
12 komów - next!
PIS JOŁ, Oliwiałke ;*
   

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Part 14. -It's our secret, yeah?-

    -Żartujesz, prawda? - W ciemności błysnęły zęby wampirzycy. Stanęła za Nathanem z delikatnym uśmiechem na twarzy.
-Myślałem, że dasz się nabrać. - Sykes westchnął i po chwili wybuchnął szaleńczym śmiechem. -Tylko ta twoja mina...
-Jaka? - Al spojrzała na przyjaciela jak na idiotę.
-Patrz. - Nath wyciągnął telefon i podświetlił sobie twarz. Usta miał w kształcie litery "o", a oczy rozszerzone do wielkości pięciozłotówek. wampirzyca parsknęła śmiechem i chwyciła dłoń Mistera Piekielnej Grzywki.
-Teleportujmy się, jesteśmy już poza barierą ochronną.
-A co z Sivą, Maxem, Jayem i Tomem? Al? - Stylesówna, jeszcze przed chwilą trzymająca Nathana za rękę zniknęła.
-Tutaj! - Alexa siedziała na pniaku z telefonem, zawzięcie pisząc jakiegoś SMS-a.
-Nigdy więcej tak nie znikaj, błagam cię.
-Nie obiecuję. - Na twarzy wampirzycy pojawił się delikatny uśmiech. - Teraz wracajmy.
-Jak chcesz. - Sykes złapał przyjaciółkę za ręce i przenieśli się do Londynu. Nie wylądowali w willi The Wanted, ale w samym centrum brytyjskiej stolicy.
-Alexo? Czemu akurat tutaj?
-Mam coś do załatwienia. Wracaj do domu, ale nic nie mów chłopakom o propozycji Khamiry. To nasza tajemnica, jasne?
-Jak to pieprzone słońce. Widzimy się w domu? - Nathan poprawił kaptur i uśmiechnął się. Alexa skinęła głową i odwzajemniła uśmiech. Po chwili Sykesa już nie było.
    Al ruszyła chodnikiem, kierując się na High Street. Była to ciemna uliczka, w której bez przeszkód mogła porozmawiać z Jessic Sykes.
-Alexa! - W półmroku wampirzyca dostrzegła drobną postać siostry Nathana.
-Jess! Nareszcie się spotykamy!
-Wybacz, że zniknęłam, ale byłam cholernie wykończona... Mów, co mnie ominęło!
-Ehh... Ja i Nath byliśmy dzisiaj u Khamiry. Dostaliśmy od niej bardzo ciekawą propozycję... - Al była zatroskana.
-U Khamiry? Tej z RLN? - Jess nie ukrywała zdziwienia.
-Dokładnie. Słyszała o naszej akcji z Patt...
-I co? Ukarała was jakoś?
-Nie. Chce, abyśmy zostali tropicielami demonów.
-Nie wierzę w to, co mówisz. Poważnie?!
-Tak. Jess, ja po raz drugi w życiu nie wiem, co mam zrobić. - Al skrzywiła się, kiedy zapaliła się stojąca obok latarnia. To było dziwne, skoro słońce jeszcze nie zaszło. Może to był jakiś znak...?
-Zaskoczyłaś mnie. A co na to Nathaniel?
-Też nie wie, co ma zrobić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wplątał w całą akcję ciebie i resztę zespołu. - Stylesówna westchnęła.
-Mnie? Kłamiesz. - Jessica chciała podskoczyć z radości.
-Jakbym mogła kłamać w takiej sytuacji? - Odparła z oburzeniem Al.
-Nie wiem jak ty, ale ja chcę się tego podjąć.
-A ja wręcz przeciwnie. Boję się.
-Słuchaj, Alexo - Jess zniżyła głos do szeptu. - Spadajmy stąd, ktoś nas podsłuchuje.
-OK. Widzimy się za chwilę u chłopaków. - Wampirzyce mrugnęły do siebie porozumiewawczo i teleportowały się.
    Alexa wylądowała w przedpokoju. Z salonu wydobywały się dzikie wrzaski The Wanted, więc postanowiła tam nie wchodzić i poczekać na Jess. Pech chciał, że akurat Jay wyszedł z pokoju i skierował się na schody.
-Alexa! - Cofnął się przestraszony.
-Aż tak źle wyglądam? - Wampirzyca uniosła brwi i posłała chłopakowi swój firmowy uśmiech.
-Nie, skąd. Myślałem o tobie, a tu nagle łup, ty sobie siedzisz na schodach. - James zawahał się, ale usiadł obok Stylesówny.
-Co przeskrobałeś?
-Nic. Eeeee, Al.. Niechcący słyszałem o propozycji Khamiry...
-Wiem, wyczuwałam cię. Nie martw się, nie skopię ci za to tyłka. - Alexa zaśmiała się krótko.
-Ona nie rzuciła na ciebie żadnej klątwy?
-Jeżeli właśnie dlatego tak się mnie boisz, to powiem ci, że nie rzuciła. - Al ponownie się zaśmiała, a Jay odetchnął z ulgą i objął swoją dziewczynę ramieniem.
-Zaczynam się zachowywać jak idiota. - Mruknął i lekko przywalił sobie w twarz.
-To prawda. Jamesie, na pewno nie narobiłeś głupot? - Tym razem wampirzyca pytała poważnie.
-Już ci mówiłem. Dlaczego miałbym kłamać?
-Nie wiem, co ci mogło wpaść do tej pustej makówki.
-Alexo, wiesz, że cię kocham?
-Ja ciebie też, tylko tak na przyszłość, jak coś przeskrobiesz, to mi powiedz.
-Zapamiętam. - McGuiness pocałował wampirzycę w czoło i wstał. - Idziesz ze mną do durni?
-Nie, czekam na Jess. Coś za długo jej nie ma.. - Al westchnęła i wyciągnęła telefon. - Jakby coś, to mnie nie widziałeś.
-Spoko. - Wampir ruszył z powrotem do salonu. Kiedy zamknął drzwi, Alexa wybrała numer Jessicy. Nie odbierała.
-Cholera. - Zaklęła pod nosem i napisała krótką wiadomość do Nathana:
Twoją siostrę gdzieś wywiało. Powinniśmy jej poszukać!
A gdzie jesteś? - dostała odpowiedź.
Przed domem. Szybciej, chłopie.
    Po chwili przed domem pojawił się Sykes. Minę miał nietęgą.
-Co z nią? - Zapytał cicho.
-Mam pewne przypuszczenie. Kiedy rozmawiałyśmy na High Street, prawdopodobnie podsłuchiwał nas jakiś facet. Czy to możliwe, że on mógł powstrzymać teleportację?
-Nie mam pojęcia.. Nigdy tego nie próbowałem.
-Czyli w tym momencie nie wiemy już niczego.
-Dostałem wiadomość. - Powiedział odkrywczo Nath. Wyciągnął telefon i skrzywił się.
-Nath, wszystko gra? - Alexa  upodobniła się do trupa.
-'Oddajcie mi Stylesównę, a w zamian ja oddam wam Jessicę. Wasz ukochany Eric.' - Przeczytał Sykes i cisnął telefonem o pobliski murek. -Kurwa!
-Jednak dupek powrócił.
-Co z tym wszystkim robimy?
-A co mamy robić? Namierzymy Erica, pojedziemy do niego, ja mu się oddam, a ty weźmiesz Jess. Proste. - Alexa mimo rosnącego strachu uśmiechnęła się.
-Nie zrobisz tego. - Wampir pokręcił z niedowierzaniem głową. - Nikt ci na to nie pozwoli.
-Ej, wszystko gra? - Wychylił się przez okno Siva.
-Chodźcie tu wszyscy! - Odkrzyknął Nath, a Kaneswaran zniknął. Najwidoczniej poszedł po resztę zespołu.
-Co ty do cholery wyprawiasz? - Syknęła Al.
-Ratuję ci życie.
-Musicie się tak wydzierać? - Zapytał Max, wychodząc z domu. Za nim wlekli się kolejno Tom, Jay i Siva.
-Ja muszę, bo on nie rozumie, co do niego mówię! - Odpowiedziała wampirzyca.
-Tak w ogóle, to o co się kłócicie? - Padło pytanie ze strony Toma.
-Alexa chce jechać do Erica i oddać mu się w zamian za Jess. - Wyprzedził przyjaciółkę Mister Piekielna Grzywka.
-Że co? - Jay otworzył usta ze zdumienia.
-To, co słyszałeś. - Odparła cicho Al. Wzrok wbiła w ziemię.
-My ci na to nie pozwolimy! - Powiedział Siva, podchodząc do Stylesówny.
-Zamknijcie się i posłuchajcie. Jak tak dalej pójdzie, to teon frajer ją zabije. Namierzcie Miltona, a ja zacznę gromadzić moc, którą użyję przeciwko niemu. Chyba nie myśleliście, że e tak łatwo się poddam! - Alexa stała z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ja go namierzę! - Zaoferował się Jay, patrząc z dumą na swoją dziewczynę.
-Dzięki. - Wampirzyca pocałowała go w policzek i odeszła w kierunku lasu. Potrzebowała co najmniej piętnastu minut, żeby zgromadzić wystarczająca ilość mocy.
-Jest silniejsza, niż nam się wydawało, prawda? - Odezwał się Tom, spoglądając kolejno na twarze  wszystkich członków The Wanted.
-Prawda. - Przytaknął Max, a reszta tylko pokiwała głowami.
-No, Jay, dziewczyna w sam raz dla ciebie. - Rzucił Nath, siląc się na życzliwość.
-Nathan... Przepraszam.
-To ja powinienem przepraszać ciebie, Jay. Nie byłem zbyt miły ostatnio. Wybaczysz mi, stary?
-Jasne. Czyli... Zgoda?
-Zgoda. - Sykes posłał przyjacielowi szczery uśmiech.
-Namierzyłem Erica w Chelmsford. - Zwrócił się James do Alexy, która od dłuższej chwili przysłuchiwała się rozmowie dwóch wampirów.
-OK. To co, jedziemy wszyscy?
-Tak. - Zespół był zgodny.
-Teleportujemy się tam, żeby nie robić zbytniego zamieszania. O resztę się nie martwcie, już moja w tym głowa. - Alexa uśmiechnęła się słabo.
-Powodzenia. - Mruknął Tom.
                                                 End of part fourten. To be continued... ;]

Oh well, macie rozdziała tak na koniec roku.
Miał być w święta, ale miałam za dużo na głowie, więc jest teraz ;]
W tym nadchodzącym 2013 roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze, spełnienia wszystkich marzeń itd. 
Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze lepszy niż mijający 2012 ;***
Jak rozdział się nie podoba, to przyjmuję to na klatę, a co.
Ahhhhhhh jak ja kocham hejterów. Mrr, mrr, mrr! ♥
JA WAM TYLKO POWIEM TYLE. HATERS GONNA HATE.
Nie bójcie się, nie mam zamiaru się poddawać :)
Dziękuje Wam bardzo za wsparcie, to dla mnie wiele znaczy ♥
No i dziękuje za szokującą liczbę obserwatorów i wyświetlenia, woooooow *.*
Fajnie, że są ludzie, którzy to czytają, serio. ;]
I jeszcze jedno. Wybaczcie mi, że nie komentuję waszych blogów. CZYTAM JE< WIEDZCIE O TYM ;**
Wybaczycie?
Buziaki, Wasza LIV ;*** 

wtorek, 27 listopada 2012

Informacja :)

Podziękujcie anonimowej Kasi :) Otóż zawieszam opowiadanie, nikt mi nie będzie wmawiać, że jestem 11-letnim fangirlsem. Na pewno nie mam tylu lat, jak nie wiesz to skarbie się nie odzywaj ;* Poza tym nie przepadam za Zmierzchem, a to, co napisałam, to tylko wymysł mojej wyobraźni. Jak coś ci nie pasuje, to po co czytasz? Nikt ci nie każe. A takie chamskie komentarze możesz sobie darować. Z jednym się zgodzę - nie nadaję się na bloggerkę. Teraz zastanawiam się, czy warto było zakładać tego bloga... No cóż, przyznam, że trochę się wkurzyłam.
Jeszcze jedno, jak chcesz mnie obrażać, to najpierw się czegoś o mnie dowiedz, a potem hejtuj. AMEN.

Tak w ogóle dziękuje za wszystkie nominacje do Liebster Award :) Sporo ich było, chyba z 10 :O Ja niestety nie wezmę w tym udziału, przepraszam :( Chciałabym was wszystkich nominować, no ale... Już podjęłam decyzję. Nie i koniec. :(

Co do opowiadania, rozdział napiszę BYĆ MOŻE jeszcze w tym roku, ale nie obiecuję. Ja i tak nie mam talentu, prawda Kasiu? :)
Załamałam się. Brak weny, hejty, nauka i takie tam. Ugh.
Może jeszcze wrócę do pisania. Kiedyś.

Haters gonna hate ~ pamiętajcie o tym ;)

Odmeldowuję się, Liv :) x

piątek, 2 listopada 2012

Part 13. -I hope it was just a fucking dream!-

    Było dosyć wcześnie, kiedy Alexa przebudziła się z krzykiem. Miała koszmary, zresztą kolejną noc z rzędu. Jak do tej pory, nie były one zbyt realistyczne. Czasami śniły jej się morza, z których wyłaniały się Inferiusy (trupy), czasami też wielki labirynt bez wyjścia. Tym razem jednak śnił się jej Jay. Jay przywiązany do drewnianego pala, czekający na spalenie. Była to jedna z najokrutniejszych form zabijania wampirów.
    Kiedy Al zauważyła, że znajduje się w londyńskim pokoju Jamesa, szybko wstała i narzuciła bluzę. McGuinessa nie było u jej boku, co było dziwne, w końcu wampir zazwyczaj jej nie opuszczał na krok. Wampirzyca miała czarne myśli. Bez zastanowienia wyszła z pomieszczenia i zbiegła po schodach. W salonie pustka, w kuchni podobnie. W całym domu było cicho, jak makiem zasiał. To świadczyło tylko o jednym - chłopcy mogli wybrać się na polowanie, lub co gorsza - zostali wezwani przed Radę Ludzi Nocy. W Radzie (RLN) zasiadał sam Drakula - tak, ten Drakula, najstarsza wampirzyca, Khamira, która liczyła sobie 696 lat, oraz Irvin - najmłodszy członek, panujący nad wszelakimi mocami. Takie spotkanie z RLN to żadna przyjemność, przeważnie wzywani są ci, którzy nie przestrzegali wampirzego prawa.
    Przeczucia Alexy były trafne, zresztą jak zwykle. Do Transylwanii został wezwany Nath. Z krótkiej wiadomości od Toma zrozumiała tylko tyle, że przenieśli się tam wszyscy, a powrócić mieli równo o północy. Al nie mogła uwierzyć, że nie zabrali jej ze sobą. Była nieziemsko wściekła, a zarazem zżerał ją niepokój. Skoro wezwali Nathana, mogło chodzić tylko i wyłącznie o Patricię. W końcu była demonem, a wampiry raczej unikały kontaktów z nimi. Co dziwne, Alexa i Jess również powinny zostać wezwane, ponieważ i one miały kontakt z Patt. Po chwili z zamyślenia wyciągnął wampirzycę huk. Na środku salonu pojawił się mały, zakapturzony człowieczek.
-Panna Alexa Styles? - Zapytał cienkim głosem.
-We własnej osobie. Jakiś problem? - Al przeszła przez korytarz, zmierzając ku postaci.
-Nazywam się Austin, jestem wysłannikiem RLN. Najwyższa pani, Khamira, chce się z panną zobaczyć.
-Chodzi o tego demona?
-Dowie się panna na miejscu. Za godzinę widzimy się w Transylwanii, w prywatnej komnacie najwyższej pani. Żegnam! - Znów huknęło i mały człowieczek zniknął.
-Podejrzane.. - Mruknęła Alexa sama do siebie i wróciła na górę. Większość jej rzeczy była nadal w pokoju Nathana, więc po chwili namysłu weszła właśnie do jego pomieszczenia.  Pogrzebała w swoich ciuchach, aż wyciągnęła czarne rurki i top. Szybko się przebrała i zawiązała sznurówki czarnych Conversów. Narzuciła też czarną bluzę Sykesa i opuściła pokój. Zostało jej 45 minut... Stresowała się niemiłosiernie, bo czegóż mogła chcieć od niej sama Khamira?
    Po chwili zdecydowała, że przeniesie się do Transylwanii już teraz. Alexa liczyła na to, że zdąży jeszcze pogadać z przyjaciółmi i dowiedzieć się jakichkolwiek szczegółów o wezwaniu Nathana. Odetchnęła głęboko i teleportowała się na wzgórza zamkowe. Transylwania - było to Miejsce Wiecznej Ciemności, czyli panował tam mrok nawet za dnia. Al spojrzała na majaczący w oddali zamek, do którego miała się udać. Do tej pory słyszała tylko legendy, w których była mowa o torturach. Nic przyjemnego.
-Alexa? To ty? - Wtem z mroku wyłonił się Max.
-Max? Tak, to ja! - Al uśmiechnęła się do przyjaciela.
-Co ty tu robisz, jeśli można wiedzieć? - George chwycił wampirzycę za rękę i pociągnął ją w pobliskie krzaki (Bez skojarzeń ^^).
-Zostałam wezwana do Khamiry. Mniejsza z tym, co z Nathanem?
-Jak na chwilę obecną wszystko dobrze, maglują go trzecią godzinę. Na szczęście go nie torturują... - Max usiadł na ziemi i odetchnął.
-Cholera, czyli jednak nie ma tak źle. A gdzie reszta?
-Tutaj. - Z ciemności wyłonił się Tom razem z Sivą.
-A gdzie Jay? - Zadała kolejne pytanie Alexa, rozglądając się wokoło.
-Zniknął przed godziną, nie mam pojęcia co z nim. - Odparł Seev, poprawiając kaptur.
-Mój Boże! - Al wydała z siebie zduszony krzyk.
-Alexo? Co jest? - Zapytał z przestrachem Tom.
-James! Ty idioto! - Wampirzyca wyglądała, jakby mówiła sama do siebie.
-Też cię kocham! - Wszyscy słyszeli głos McGuinessa, ale go nie widzieli. Zaklęcie niewidzialności.
-Która godzina? - Zapytał cicho Max.
-Za kwadrans dwunasta.. Prawie południe.. - Odparła Alexa, w międzyczasie demaskując Jaya.
-Czyli na ciebie już czas?
-Zaraz idę. Jay... Gdybym nie wróciła.. Kocham cię. Jezu, kocham was wszystkich! - Al była bliska płaczu.
-Będzie dobrze, Młoda. Kocham cię. - James pochylił się i delikatnie pocałował swoją wybrankę w usta. Reszta wampirów milczała..
-Na mnie czas. - Wampirzyca wyrwała się z objęć chłopaka i stanęła tuż przy krzakach. - Trzymajcie się.
-To ty się trzymaj. Do zobaczenia. - Pożegnali ją Tom i Max.
-Do zobaczenia. - Alexa przeszła przez krzaki i ruszyła w kierunku kamiennej ścieżki prowadzącej na zamek. Miała 10 minut, kto wie, czy nie ostatnie jej życia...
    Kiedy stanęła przed bramą zamczyska, przeszedł ją dreszcz. Była świadoma, że może tam wejść i już nie wrócić.
-Te, Młoda, czego tu szukasz? - Warknął strażnik stojący przy wejściu. Czarna szata powiewała na wietrze, co sprawiało, że wyglądał strasznie.
-Zostałam wezwana do Khamiry. - Odpowiedziała spokojnie Alexa.
-Wchodź. - Drzwi otworzyły się z hukiem i oczom wampirzycy ukazał się sporych rozmiarów dziedziniec. Tu i ówdzie paliły się pochodnie lub sporych rozmiarów świece.
-Do najwyższej pani musisz iść prosto, później schodami do góry i w lewo. Na pewno trafisz. - Strażnik popchnął ją lekko, aż w końcu Alexa ruszyła w kierunku drzwi prowadzących na schody. Cały czas szła według wskazówek, nie spotykając nikogo po drodze. Wreszcie dotarła pod drewniane drzwi, zapewne prowadzące do komnaty Khamiry.
-Wejdź, Alexo! - Usłyszała donośny głos starszej wampirzycy. Al wzięła głęboki oddech i weszła do pomieszczenia. Było urządzone po staroświecku, na środku stało ogromne łoże z baldachimem, a wokół ścian kilkanaście skrzyni, zapewne wypełnionymi po brzegi dziejami wampirów. Sama Khamira siedziała na jednej z nich. Była to drobna blond wampirzyca, wyglądająca na 35 lat, a nie 696.
-Witaj, Alexo Styles. Chodź, usiądź koło mnie, chciałabym chwilę porozmawiać. - Młoda podeszłą do Khamiry i usiadła na skrzyni obok.
-O czym chciałaby pani ze mną porozmawiać?
-Zaczekaj, Alexo, zaraz przyjdzie tutaj Nathaniel i wszystkiego się dowiesz. - Ku zdziwieniu Al po chwili do komnaty wszedł sam Nathan Sykes. Był odrobinę wystraszony, ale kiedy dostrzegł swoją przyjaciółkę,  uspokoił się.
-Alexo, Nathanielu... Mam dla was pewną propozycję. - Kiedy wampir usiadł, Khamira zaczęła mówić dalej. -Czy zechcielibyście współpracować z nami, czyli RLN? Doszły do nas pogłoski, że ty, Nathanielu, zaatakowałeś demona, a ty, Alexo, go zabiłaś.
-To prawda.. - Przytaknął Sykes, a Al tylko pokiwała głową.
-Skoro to prawda, może byście zostali Łowcami Demonów? Jesteście młodzi, zdolni.. Całe życie przed wami!
-Ja.. Nie wiem, a ty co sądzisz, Nath?
-Nie jestem zbytnio przekonany... Na czym miałoby to polegać?
-Tropicie demona, potem atakujecie i zabijacie.
-Za pomocą magii? - Zapytała Alexa.
-Oczywiste, Alexo. Na początku możecie tropić tylko w Anglii, a jak nabierzecie wprawy, to i w całej Europie.
-Tylko proszę pani.. Nas jest siedmiu.
-Ale jak to? Siedmiu? - Na twarzy Khamiry odmalowało się zdziwienie.
-Moja siostra i przyjaciele.. Oni nam pomogą. - Oświadczył Nathan.
-Im więcej, tym lepiej. Posłuchajcie, mogę dać wam tydzień czasu, namyślicie się i przyślę do was Austina. Dobrze?
-Tak, proszę pani. - Odpowiedzieli zgodnie przyjaciele.
-To tyle, możecie odejść. Żegnajcie! - Khamira pstryknęła palcami i Al wraz z Nathanem znaleźli się tuż przed jakimś bocznym wejściem do zamku.
-Od dzisiaj wierzę w cuda. - Mruknął Nathan, otrzepując spodnie. - Myślałem, że będę martwy!
-Skoro ty wierzysz, to ja też. - Alexa odetchnęła z ulgą i ruszyła wolnym krokiem w kierunku pobliskiego lasu.
-Zastanawiałaś się nad propozycją Khamiry?
-Nie, a ty?
-Też nie. Szczerze, zaczynam żałować, że wplątałem w to resztę.
-I słusznie, takie wyprawy to mega ryzyko. Kiedy im powiemy? - Al szła śladem Nathana z niesamowitą pewnością.
-Może poczekajmy z tym aż do powrotu do Londynu? - Nath w głębi duszy skakał z radości. W końcu wracał w jednym kawałku z Transylwanii!
-Umowa stoi. - Przez kolejne pięć minut szli w milczeniu. Zrobili całkiem spore kółko, usiłując znaleźć resztę zespołu.
-O kurwa..! - Zaklął po chwili Sykes, kiedy zorientował się, w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli.
-Co jest? - Alexa stanęła w miejscu.
-Chyba zabłądziliśmy.
                                        End of part thirteen. To be continued... ;]

 Uff. Napisałam ;D
Szczerze mówiąc, jestem zadowolona. :3
ROZUMIECIE? JESTEM ZADOWOLONA!!
Dedyk dla Tuśki oraz Kasi - kochamkochamkocham ♥ ♥
Och, i dziękuję za te 6000 wyświetleń! Bomba!! :D :D
Mam nadzieję, że i wam się rozdział spodoba.. :P
14 KOMENTARZY = NEXT!!!! 
Odmeldowuję się, Liv :3 xxx